Cześć wszystkim!
Razem z mężem właśnie się przeprowadziliśmy. Nasz kot miał wcześniej do dyspozycji ogród, całe noce spędzał na polowaniach, a w dzień odsypiał w domu.
Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby znaleźć mieszkanie z ogródkiem, ale się nie udało. Zamieszkaliśmy w większym, spokojnym apartamencie z dużym tarasem, z którego widać zalesione ogrody.
Już od początku przygotowań do przeprowadzki zaczęliśmy stosować Feliway u naszego dwuipółletniego, wykastrowanego kocura. W nowym mieszkaniu też go używamy.
Od trzech nocy nie zmrużyliśmy oka. Kot wyje wniebogłosy, jak szalony. Takie miauczenie wyprowadziłoby z równowagi każdego. Domaga się wyjścia na taras.
Pozwoliłam mu wyjść. Kolejnego wieczoru było to samo. A wczoraj rano wyskoczył z pierwszego piętra. Wprost na murek sąsiada z dołu. I poszedł sobie w długą po murkach. Kiedy chciał wrócić, oczywiście nie mógł. Mąż musiał brać drabinę i przedzierać się przez krzaki za sklepem spożywczym, żeby go złapać.
Kupiliśmy mu zabawki, kocią miętkę, szelki – byłam z nim nawet na spacerze w lesie. Bardzo mu się zresztą podobało. Ma też specjalne drewniane meble ścienne do wspinania.
Poprosiliśmy weterynarza o coś na uspokojenie. Środek, który miał działać dłużej, wystarczył nam tylko na jedną noc. I tak co trzy godziny znowu zaczynał wrzeszczeć. Ale cóż... przynajmniej trochę odespaliśmy.
Dziś rano... mąż znowu otworzył taras. I kot znowu skoczył. Tyle że tym razem nie będzie nas w domu aż do 16:00 dzisiaj.
Życie z nim stało się NIE DO ZNIESIENIA. Zastanawiam się, czy on jest w ogóle szczęśliwy. Robimy dla niego absolutnie wszystko, ale to już przerasta moje siły.
Wkrótce czeka mnie ciężkie leczenie. Potrzebuję odpoczynku, a nie mam na niego szans.
Macie jakieś rady? Myślicie, że powinniśmy go oddać jakimś odpowiedzialnym ludziom, którzy mają ogród?
Razem z mężem bardzo to przeżywamy i jesteśmy nieszczęśliwi. Nasze relacje z kotem nie układają się najlepiej.
Dzięki, że mnie wysłuchaliście.