Dzień dobry,
Niedawno straciłam moją kicię i wciąż dręczą mnie pytania dotyczące diagnozy weterynarza. Chciałabym wiedzieć, czy ktoś z Was spotkał się z taką diagnozą i jakie były wtedy rokowania. Postaram się streścić historię bez wchodzenia w zbędne szczegóły, żeby nie zająć całego forum...
Moja kotka przestała jeść i ciągle spała. Weterynarz zrobił badanie krwi, które wykazało niewydolność nerek. Według niego nie było to nic bardzo poważnego – wystarczyło ją zostawić w lecznicy na nawadnianie i mieliśmy ją zaraz odebrać. Jednak następnego dnia zadzwoniła druga lekarka z kliniki i diagnoza nagle się zmieniła. Po zrobieniu rentgena okazało się, że ma dodatkowo wysięk opłucnowy i płyn w klatce piersiowej. Usłyszała, że nic nie da się zrobić, bo leczenie jednej przypadłości pogarsza stan przy tej drugiej. Jedyną opcją, jaką mi zaproponowała, było podanie zastrzyków (jeśli kicia zacznie jeść) i zabranie jej do domu, żeby spędzić z nią ostatni wspólny weekend... Zdecydowaliśmy się jednak pozwolić jej odejść.
Dzisiaj zastanawiam się, czy to „odroczenie wyroku”, o którym mówiła weterynarz, mogłoby ostatecznie przedłużyć życie mojej kotki. Strasznie mnie to gryzie (tym bardziej, że ona wtedy znowu zaczęła jeść). Czy jej nerki nie mogłyby „wytrzymać” dłużej niż ten jeden weekend? I co z tym płynem... Z perspektywy czasu wszystko wydaje mi się takie niejasne. Czy ta wet nie poddała się zbyt szybko?
Jeśli ktoś przechodził przez coś podobnego lub zna się na temacie, będę wdzięczna za Wasze opinie.
Dziękuję Wam bardzo.