Dzień dobry,
Przepraszam, że zawracam wam głowę, zwłaszcza jeśli to nie ten dział, ale potrzebuję waszej opinii.
Wczoraj wieczorem znalazłam ciemnoczerwone/brązowe plamy na moim drewnianym parkiecie. Wyglądało to trochę jak zaschnięta krew, ale wieczorem jeszcze tego nie było (musiało się pojawić między 22:00 a północą). Wiem, że mój kot był w tym miejscu w pewnym momencie, ale nie widziałam, co robił. Zaznaczę, że nic nie słyszałam (a zapewniam was, że usłyszałabym nawet kichnięcie, bo to mnie budzi ze snu).
Widziałam już wcześniej tego typu plamy, ale były znacznie mniejsze i było ich mniej. To było kilka miesięcy temu.
Nie mogę jednak przestać się zastanawiać, czy to nie od mojego kota. Tylko że zupełnie nie mam pojęcia, co to może być i co powinnam sprawdzić lub na co zwrócić uwagę :/?
Poza tym kot je i pije normalnie, nie zauważyłam też nic dziwnego w kuwecie (siku i kupka codziennie). Jego zachowanie się nie zmieniło – bawi się, przytula itd.
Nie widzę też na nim żadnych śladów krwi ani żadnej widocznej rany.
Dzwoniłam dziś rano do weterynarza, nie bardzo wie, co to może być, poza zapaleniem pęcherza (ale to chyba byłoby bardziej w formie kropel, a nie plam?), mocniejszym kichnięciem (ale nic nie słyszałam?) albo pchłami (ale kot nie wychodzi).
Jedyną małą rzeczą, którą zauważyłam od wczoraj, jest to, że jego oko „łzawi”. To nic wielkiego, po prostu pod okiem pojawia się kropelka (raz wczoraj wieczorem i raz przed chwilą). Ale chyba nie ma to związku, prawda?
To tyle, dziękuję za przeczytanie i jeśli macie jakieś pomysły albo po prostu możecie mi powiedzieć, czy waszym zdaniem to od kota, czy nie...