Cześć wszystkim :)
Mam Selkirk Rexa, czyli długowłosego kota-owieczkę. W zeszły poniedziałek miał usuwany kamień u weterynarza, oczywiście pod narkozą, więc przy okazji poprosiłam o ostrzyżenie go, bo miał straszne kołtuny. Teraz jest całkiem łysy, ostrzyżony bardzo krótko, aż mu widać tę całą różową, świnkową skórę.
I od tego czasu nie mogę przestać o tym myśleć. We wtorek zauważyłam, że lekko się trzęsie i od tamtej pory strasznie się nakręcam. Boję się, że podjęłam złą decyzję (choć wiem, że to było konieczne) i martwię się, że on źle się z tym czuje. To pewnie zupełnie irracjonalne, bo normalnie je, pije, zachowuje się tak jak zawsze, wieczorami odstawia swoje szaleństwa itd. Jedyna zmiana jest taka, że kładzie się w innych miejscach niż zwykle (logiczne, szuka ciepła). Zmajstrowałam mu nawet mały „sweterek” ze starych legginsów, który zakładam mu na noc.
W każdym razie, staram się sobie tłumaczyć, że koty to mądre stworzenia i same znajdą ciepłe miejsce, i że nawet jeśli czasem się trochę trzęsie, to nie jest z nim tak źle, bo inaczej miałby zupełnie inny charakter itd. Ale i tak jestem w stanie ciągłej gotowości i wypatruję każdego, nawet najmniejszego dreszczu.
Szczerze mówiąc, nie wiem, co mi da ten post, bo niby znam odpowiedzi na moje pytania, ale czy ktoś z Was też przez to przechodził? Macie jakieś inne argumenty, żeby mnie uspokoić? To nie pierwszy długowłosy kot, który został ostrzyżony, a weterynarze wiedzą, co robią, tylko nie wiem, dlaczego tym razem tak na to reaguję...
Miłego wieczoru wszystkim!