Mój kot Garfield źle się czuje od środy. Miał przyspieszony oddech, więc już w czwartek pojechaliśmy do weterynarza. Diagnoza jest dobijająca – płyn w opłucnej, miał robioną punkcję.
Podejrzewają albo nowotwór, albo niewydolność serca, więc to stan nieuleczalny.
Od powrotu do domu w piątek był bardzo osowiały, wczoraj było w miarę ok, ale dzisiaj znowu nie wygląda najlepiej. Niby je, ale strasznie dużo śpi i porusza się jak w spowolnionym tempie...
Wiem, że będę musiał podjąć tę ostateczną decyzję i to jest po prostu straszne.
To taki towarzyski kot, prawdziwa przylepa. Nazywa się Garfield i imię idealnie do niego pasuje, zawsze było go pełno przy różnych psotach...
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Ale nie wiem, czy to w ogóle coś da... Mam wrażenie, że znowu zebrał mu się płyn w klatce piersiowej (brzuch mu pracuje przy każdym oddechu) i jest taki bardzo słaby.
Przepłakałam całą noc. Mam wrażenie, że w ciągu zaledwie tygodnia wszystko się po prostu zawaliło.
Chciałbym wrócić jeszcze do kwestii diagnozy. Moim zdaniem nowotwór to zupełnie co innego niż niewydolność serca. Rak nie daje właściwie żadnej nadziei, natomiast przy niewydolności serca wiemy, że pewnego dnia wszystko się skończy, ale to nie musi od razu oznaczać eutanazji – chyba że piesek wpada z jednego problemu w kolejny, to co innego.
Dlatego ja na Twoim miejscu poprosiłbym weterynarza o doprecyzowanie diagnozy, zanim w ogóle zaczniesz zastanawiać się nad kwestią pożegnania. Bo jeśli nie będą się powtarzać wysięki do opłucnej czy inne problemy kardiologiczne (jeśli to faktycznie to), to zwierzak może jeszcze pożyć bez większych trudności, poza oczywiście słabszym serduchem i pewnie mniejszą dawką energii...
Uważam, że tak jak inni już Ci wspominali, weterynarz jest najbardziej odpowiednią osobą, żeby podpowiedzieć Ci najlepsze rozwiązanie.
Moja odeszła dzisiaj rano 😔 wolałam, żeby nie cierpiała. Może mogłabym ją zatrzymać jeszcze na parę dni, ale niestety nigdy do końca nie wiadomo, kiedy zwierzak tak naprawdę cierpi, a przez ten wysięk mogłaby się po prostu udusić. To była straszna decyzja, ale zrobiłam to dla niej, a nie dla siebie 😔 życzę Wam dużo siły i mam nadzieję, że jakoś dacie radę 🙏
Opiekowałam się kotką mojej przyjaciółki, która miała nowotwór płuc.
Przygotowałam jej kącik w najchłodniejszym miejscu w domu, bo upał sprawia, że oddychanie staje się jeszcze trudniejsze.
Po 4 dniach leczenia, podawania leków moczopędnych i innych środków, zdałam sobie sprawę, że jedzenie stało się dla niej ogromnym wyzwaniem. Pani weterynarz wyjaśniła mi, że kot nie potrafi jednocześnie oddychać i jeść – to albo jedno, albo drugie. Do tego przy oddychaniu jej klatka piersiowa bardzo mocno pracowała. Za zgodą przyjaciółki wezwałam weterynarza.
Kiedy została podana narkoza, jej małe serduszko natychmiast przestało bić, ale dla pewności pani weterynarz podała ostatni zastrzyk. Podjęcie takiej decyzji jest niesamowicie trudne, ale pamiętajcie, że koty rzadko okazują cierpienie.
Sama cierpię na alergie oddechowe i mogę was zapewnić, że niemożność złapania tchu jest bardzo bolesna. Człowiek jest wycieńczony, to traumatyczne i pełne lęku doświadczenie, a serce bije tak szybko, że ma się wrażenie, jakby miało zaraz eksplodować.
Mamy możliwość, by nie pozwolić naszym zwierzętom cierpieć, a eutanazja może być aktem miłości.
Trzymajcie się i tak jak pisze Blue Cat, porozmawiajcie o tym ze swoim weterynarzem.
Dzień dobry, jestem w dokładnie takiej samej sytuacji jak Ty. Moja kotka miała ściągany płyn dwa tygodnie temu, ale niestety powoli znowu się zbiera. Weterynarz podaje jej kortyzon i leki moczopędne, żeby maksymalnie spowolnić gromadzenie się płynu. Od czasu punkcji oddycha jej się trudniej, ale wciąż jeszcze trochę je, pije, mruczy i często z nami przebywa. Bardzo trudno zdecydować, co robić – mój weterynarz nie dał mi wielkich nadziei i powiedział, żeby poczekać z uśpieniem, aż jej stan się pogorszy (aż zacznie oddychać przez otwarty pyszczek), ale wcale nie uśmiecha mi się czekanie na ten moment. Nie chcę, żeby cierpiała, więc sama już nie wiem, co robić! Ciągle sprawdzam jej oddech i boję się wyjść z domu w obawie, że zacznie się dusić pod moją nieobecność... To niesamowicie trudny wybór i życzę Ci dużo siły. Daj znać, co u Was słychać.
Dzień dobry, moja kicia odeszła z powodu obrzęku płuc (wody w płucach). Gdy odebrałam ją po punkcji, nie chciała już jeść i przesypiała całe dnie, bardzo ciężko przy tym oddychając. Karmiłam ją na siłę strzykawką żelem odżywczym kupionym w aptece, ale widziałam gołym okiem, jak bardzo cierpi. Trzeciego dnia po powrocie do domu znalazłam ją leżącą w kącie łazienki. Wiedziałam, że muszę podjąć tę najtrudniejszą decyzję, a kiedy weterynarz ją zbadał, powiedział mi wprost, że ona już umiera. Przez to, że nie byłam gotowa, by pozwolić jej odejść, pozwoliłam jej cierpieć przez te ostatnie dni – minęło jedenaście lat, a ja wciąż mam o to do siebie ogromny żal. Objawy, o których wspomniał blue cat, to sygnały, które powinny pomóc Ci podjąć decyzję. To weterynarz najlepiej oceni, czy nadszedł już czas, by pozwolić przyjacielowi odejść.
Tak trudno wyczuć, czy on cierpi, czy nie – niby wciąż poluje, je... jest po prostu bardziej zmęczony.
Strasznie fiksuję się na jego oddechu, a przecież muszę dać mu trochę odetchnąć.
Zabiorę go jutro albo we wtorek do weterynarza, żeby pani doktor mi podpowiedziała, co robić, bo samej jest mi ciężko. Nie chcę być egoistką, jeśli on faktycznie cierpi.