Słuchajcie, ona ma 4 miesiące i mieszkam w bloku. Mam możliwość wypuszczania jej, ale ze względu na bliskość torów kolejowych i drogi krajowej wolę tego unikać dla jej dobra.
Do tej pory zupełnie jej to nie przeszkadzało i nawet nie podchodziła do balkonu, kiedy otwierałam okno. Tyle że na święta Bożego Narodzenia zabrałam ją ze sobą do rodziców. Oni mieszkają na wsi, mają wielkie okno tarasowe i mnóstwo innych okien. Zobaczyła tam koty sąsiadów i ptaki.
Od tamtej pory ma tylko jedną myśl w głowie: wyjść na zewnątrz!
Przecież w domu ma wszystko, czego jej potrzeba, a my cały czas się nią zajmujemy.
Pod moją nieobecność mama wzięła sprawy w swoje ręce, kupiła jej szelki i smycz i zaczęła z nią wychodzić na taras.
Myślicie, że to dobry pomysł, żeby wyprowadzać ją na smyczy do ogrodu? (Wiedząc, że u siebie też mam ogródek, ale czy będę go miała w przyszłości, jeśli kiedyś się przeprowadzę?)
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Mój kot to typowy kot niewychodzący, ale teraz jesteśmy na kempingu i strasznie miauczy, żeby go wypuścić. Wczoraj uległam i pozwoliłam mu wyjść, no i nie było go przez cały dzień. Szukaliśmy go wszędzie, aż w końcu go znaleźliśmy.
Niestety dzisiejszej nocy cały czas miauczał, bo znowu chciał wyjść na zewnątrz.
Dobry wieczór,
Mój kocur w sierpniu skończy dwa lata i zdecydowałam się go nie wypuszczać. Zbyt bardzo byśmy się bali, że nigdy nie wróci. Moim zdaniem świat zewnętrzny stał się zbyt niebezpieczny dla kotów (między jakimiś oszołomami, którzy celowo robią im krzywdę, a piratami drogowymi itp.). Do niedawna, jeszcze jakieś 6 miesięcy temu, mieszkał w bloku, a wyjście na zewnątrz oznaczało dla niego okno z moskitierą. Teraz mamy dom z ogrodem i wyprowadzamy go na szelkach i smyczy (mamy taką 10-metrową, ale panicz nigdy nie odchodzi aż tak daleko). Sama palę, więc on wie, że wychodzi, kiedy idę na dymka – zostajemy wtedy na dworze przez 10-15 minut lub dłużej, jeśli tylko się da. Jest wtedy przeszczęśliwy, a kiedy mówię „idziemy”, rozumie, że trzeba kierować się do drzwi... W domu ma mnóstwo zabawek i poświęcamy mu masę uwagi. Nie sądzę, żeby był nieszczęśliwy – według mnie zwierzak czuje, kiedy chcemy dla niego dobrze. Mój weterynarz powiedział mi, że jeśli kot zna tylko taki tryb życia, to nie będzie czuł się źle i niekoniecznie będzie chciał czegoś więcej. Czasem, gdy wracamy do domu zbyt wcześnie jak na jego gust, trochę pomiaukuje pod oknem, ale widząc, że nic nie ugra, przestaje po zaledwie paru minutach. Spacerowanie z kotem na smyczy, nawet jeśli nie ma się ogrodu, zdarza się coraz częściej – im więcej osób będzie tak robić, tym bardziej stanie się to normalne i fajne :) Mamy też specjalny plecak dla kota lub małego psa. Jak był zupełnie mały, chodziliśmy do lasu; był zafascynowany i w ogóle się nie bał, bo w plecaku czuł się bezpiecznie, a mógł zaczerpnąć świeżego powietrza. To nie jest łatwa decyzja i trzeba to przemyśleć – trzeba umieć pójść spać ze spokojną głową, nawet jeśli kot na przykład nie wrócił... (ja bym tak nie umiała, jestem zbyt wielką panikarą 😂). Tak czy inaczej, uważam, że decyzja należy po prostu do was i róbcie tak, jak sami czujecie!!
Cześć, historia Bimbo jest dość nietypowa. Kotka zaraz skończy 10 lat, a mamy ją odkąd miała zaledwie miesiąc. Nie była wtedy jeszcze odstawiona od matki, więc karmiliśmy ją butelką. Kilka razy się przeprowadzaliśmy i od ostatniej przeprowadzki Bimbo cały czas chce wychodzić na dwór, mimo że wcześniej nigdy nie miała na to ochoty. To prawda, że w ciągu ostatnich paru miesięcy trochę schudła i zaczęła tracić sierść – ma takie prześwity, ale według weterynarza to po prostu starość i nie dolega jej nic konkretnego. Tylko że teraz przestała jeszcze korzystać z kuwety. Na innym forum ktoś mi napisał, że jeśli kot tak nagle chce wychodzić, to może szukać miejsca, żeby w spokoju odejść. Co o tym myślicie? Dzięki.
Mój maluch rasy maine coon ma 7 miesięcy i nie jest jeszcze wykastrowany, ale niedługo to zrobimy.
Ucieka nam przy każdej okazji, gdy tylko otworzymy drzwi wejściowe, i pędzi prosto na drogę. Naprawdę bardzo uważamy, ale on jest jak prawdziwa torpeda.
Nie wiem już, co robić – czy powinnam na niego krzyczeć?
Potrafi godzinami gapić się przez okno. Dużo się z nim bawimy, salon jest dla niego świetnie wyposażony: ma wysokie półki, drapak, najróżniejsze zabawki, piłeczki, kulki z folii, gumki... Zastanawiam się, czy on się nudzi, mimo że moja 3-letnia córeczka sporo go angażuje do zabawy. Czytałam wasze porady i są dla mnie bardzo interesujące.
I jeszcze jedno... w nocy uwielbia na nas naskakiwać, wbijać pazury w nasze nogi i mocno nas podgryza. Nigdy wcześniej nie miałam kota – czy to normalne zachowanie? Pozdrawiam serdecznie i dzięki, że mnie wysłuchaliście.
Moja kotka, Byquette, od kilku dni kręci się i miauczy pod drzwiami, ale robi to tylko w ciągu dnia. Jak tylko moja mama wychodzi do pracy, ona znowu zaczyna kombinować, żeby wyjść na zewnątrz! Problem w tym, że ma już 8 lat. Próbowaliśmy już szelek ze smyczą, ale o mało się na nich nie udusiła, kiedy wskakiwała i zeskakiwała z krzesła, bo była do niego przywiązana... Poza tym ona po prostu nie znosi smyczy.
No i nie wiem, co robić, kiedy ona schodzi na dół i miauczy pod tymi drzwiami. Czasem wraca na górę, żeby coś zjeść, napić się, pobawić albo po prostu wywalić się na podłodze. Poświęcam jej wtedy dużo uwagi, ale ona i tak swoje... Co robić?
Cześć,
Moja kicia nigdy nie wychodziła na zewnątrz. Już przy jej narodzinach zapowiedziałam rodzinie, że nie będzie mogła wychodzić, więc celowo pilnowali, żeby została w domu. Wzięłam ją do siebie, gdy miała dwa i pół miesiąca. Uwielbia siadać na komodzie przed oknem i obserwować ptaki, ale wcale nie próbuje wydostać się na dwór. Zazwyczaj kiedy drapie w drzwi, jest jakoś 3-4 rano.
Dzięki za Waszą pomoc
Mam ten sam problem z moim Brooklynem, który ma 8 miesięcy.
Gdy tylko otworzę okno albo drzwi, on od razu do nich pędzi. Rzeczywiście, proszę unikać wychodzenia z nią na spacery, bo to może ją tylko bardziej sfrustrować. Nie potrafię Pani odpowiedzieć precyzyjnie, ale dam kilka rad: - Proszę się z nią bawić, kiedy zaczyna drapać, to poprawi jej humor i zajmie ją czymś przyjemnym.
- Z czasem nasze kociaki przyzwyczają się do życia w domu.
- Warto zamontować w oknie moskitierę, żeby mogła obserwować ptaki i inne ciekawostki, a przede wszystkim czuć zapachy z zewnątrz. Dzięki temu nauczy się znajdować to, czego szuka, u Pani w domu.
- Przy następnej wizycie u weterynarza warto o tym wspomnieć.
Mam jeszcze małe pytanie: czy Pani kotka była kotem wychodzącym przed adopcją?
Jeśli tak, to jak długo tam przebywała?
To może mieć spore znaczenie: Brooklyn był dzikim kotkiem urodzonym u mojego wujka. Został adoptowany w wieku 2 miesięcy zgodnie z radą weterynarza. Gdyby stało się to później, pewnie nie przyzwyczaiłby się do życia w mieszkaniu.
Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam. Wesołych świąt dla Pani.
Bardzo zainteresował mnie ten wątek, bo moja kicia ma teraz 9 miesięcy i nigdy nie wychodziła na zewnątrz. Jest wysterylizowana od nieco ponad 2 miesięcy, a od około miesiąca cały czas drapie w drzwi wejściowe do mieszkania. Próbowałam już wszystkiego: octu, folii aluminiowej, taśmy dwustronnej, pieprzu, trawy cytrynowej... ale nic nie pomaga, ona po prostu nie przestaje. A przecież nigdy nie wychodziła – nawet jak zabieram ją do rodziny na weekendy, to nie wychodzi na dwór, tylko leży przed oknami balkonowymi.
Za każdym razem, gdy otwieram drzwi, przemyka mi między nogami i ucieka na korytarz. Zanim zdążę ją złapać, często jest już na schodach.
Macie jakieś rady? Co robić? Wynajmuję mieszkanie i naprawdę zależy mi na tym, żeby przestała drapać w drzwi. Kupiłam szelki i smycz, ale boję się, że wychodzenie z nią tylko pogorszy sytuację.
Cześć,
Osobiście uważam, że kot ma naturalne instynkty, które prędzej czy później zawsze będą go pchały do wyjścia na zewnątrz... Zresztą każdy mruczek może inaczej przeżywać frustrację z tym związaną, w zależności od charakteru czy rasy.
Mam takie typowe dachowce „z krwi i kości”, które za nic w świecie nie wytrzymałyby zamknięte w mieszkaniu czy domu, nawet gdyby były do tego przyzwyczajane od małego (pochodzą ze wsi). Całymi dniami biegają tam i z powrotem, chociaż ich terytorium ogranicza się głównie do ogrodu. Z kolei mojego małego kota kartuskiego od małego przyzwyczajałam do szelek i smyczy... Dzisiaj wychodzi tylko wtedy, gdy jesteśmy razem z nim, trzyma się terenu ogrodu i nie domaga się niczego więcej. Sam wraca pod koniec dnia i wydaje się u nas w środku zupełnie szczęśliwy... Każdy kot jest inny, ale ja osobiście cieszę się, że on też może korzystać ze świeżego powietrza dla własnej równowagi... To oczywiście tylko moje zdanie...
Dzień dobry, czy twoja kotka jest już po zabiegu? Bo w tym wieku może już czuć zew natury i szukać partnera!
Dodatkowo radziłabym zabezpieczyć też okno w kuchni, żeby kicia nie wyskoczyła i nie wpadła pod auto... Masz ogród, czy twój dom stoi tuż przy samej ulicy? Jeśli chcesz ją wypuszczać, bo na pewno spodoba jej się na dworze, załóż jej szelki i wychodź z nią na spacery. Najlepiej wprowadzić taki „rytuał” – nie wtedy, kiedy ona tego chce, ale zawsze o tej samej porze i w te same dni. Przyzwyczaiłam tak mojego kota, kiedy był jeszcze malutki, i teraz bez problemu wychodzi z nami na łono natury (mieszkamy w bloku, więc on wie, że transporter + smycz oznaczają godzinny spacer w weekend). To naprawdę fajna sprawa, kot nie jest sfrustrowany, może odetchnąć świeżym powietrzem, poobserwować, co się dzieje dookoła i pobawić się w polowanie, a dzięki szelkom cały czas mamy go blisko i jest bezpieczny!! Zobacz, czy taka opcja Cię kusi i czy jest możliwa w Twojej sytuacji...