Dobry wieczór,
Słuchajcie, od 3 tygodni mój kot nagle zmienił zachowanie: jest bardzo wystraszony w naszym mieszkaniu. Zaczęło się od przerażonego miauczenia pewnej nocy, kiedy mnie nie było, ale mój partner wstał i zobaczył, że kot jest sterroryzowany widokiem małej narzutki na krzesło (którą dobrze zna, zdarzało mu się na niej spać), którą sam przesunął pod szafkę RTV. Wtedy wydawało się to po prostu zabawne i śmieszne, ale szybko zorientowaliśmy się, że jest jakiś problem.
Od tamtego dnia jest zupełnie inny, boi się wszystkiego w domu, jakby widział te rzeczy pierwszy raz („packa” łapą koce, kapcie, bardzo boi się mojego szalika leżącego na krześle...). Na początku nie mógł się nawet ruszyć, musiałam go brać na ręce i stawiać przed miską czy w innym miejscu, jakby strasznie bał się chodzić po podłodze. Czasami nie chce przekroczyć konkretnej granicy (np. wejść do korytarza) i siedzi w jednym pokoju godzinami. Czuje się „dobrze” tylko wysoko na oparciu szezlonga albo na zewnątrz na tarasie.
Ciągle lustruje pokój, w którym się znajduje, porusza się bardzo ostrożnie, po omacku. Boi się każdego naszego ruchu, cofa się rakiem, kiedy przechodzę przed nim. Zawsze jest gorzej wieczorem i w nocy. Czasami „zacina się” w salonie: miauczy i znajdujemy go na samym środku, kompletnie sparaliżowanego, niezdolnego do ruchu. Wtedy zanosimy go do sypialni na nasze łóżko, gdzie śpi. A potem znowu to samo: pobudka w nocy przez miauczenie, bo chce zejść z łóżka, ale „nie daje rady”... Ciąg dalszy w następnej wiadomości! :-)