Kot z zapaleniem trzustki i IBD – ostatnia deska ratunku
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Bardzo dziękuję za te ciepłe słowa. Jesteśmy zdruzgotani. Dom wydaje się taki pusty, a na dodatek utknęliśmy w środku... Chodzę z kąta w kąt... chodzę i płaczę, ciągle tylko płaczę.....
@Magla,
Bardzo mi przykro. Poczucie winy, które czujesz, jest zupełnie normalne – wszyscy to czujemy w takich okolicznościach. To naturalna reakcja, ale nieuzasadniona. Nigdy nie dowiemy się, co by było gdyby... i gdyby... i gdyby...
Kochałaś swojego kota i wspaniale się nim opiekowałaś, a pod koniec zrobiłaś wszystko, co było w Twojej mocy. Nie da się zmienić tego, co się stało, a takie rozmyślanie to tylko niepotrzebna tortura. Szczerze uważam, że Twój mąż podjął słuszną decyzję.
Daj sobie trochę czasu, on wszystko łagodzi. Zobaczysz, że nadejdzie moment, kiedy znów zaczniesz zerkać na koty z czułością. Kiedy kocha się te zwierzęta, nie da się bez nich długo wytrzymać. Życie toczy się dalej, nie pozwól, by śmierć miała ostatnie słowo. Nowy kot da Ci mnóstwo radości, a Ty jemu – gdy tylko poczujesz, że to już odpowiednia chwila.
Trzymaj się dzielnie.
Cześć wszystkim. Pierwszy dzień bez kota w domu. Przyszedł czas na poczucie winy. Z jednej i z drugiej strony. Czułam się jak jego kat, jak dręczycielka, zmuszając go do przyjmowania tych wszystkich leków, kiedy on tak bardzo tego nie chciał. Z drugiej strony, może jednak trzeba było spróbować zostawić go u weterynarza, żeby podnieśli mu temperaturę, może wtedy udałoby się go uratować. To nowe leczenie, mimo że tak trudne do podawania, zdawało się działać. Wet pewnie dostał dzisiaj wszystkie wyniki... za późno. Tak strasznie schudł i wciąż tracił na wadze, mimo że ładnie jadł i ciągle był głodny... Nic z tego nie rozumiem. Mam wrażenie, jakby umarł z głodu! Cóż, nic mu już życia nie przywróci, ale taka już moja natura, że muszę się tak zadręczać i torturować pytaniami. Nawet nie wiem, czy chcę dzwonić do weterynarza, żeby się dowiedzieć. Jeśli powie mi, że to było to i to i można go było wyleczyć...
Wolałabym, żeby powiedział mi, że to było nieuleczalne i że dobrze zrobiliśmy, pozwalając mu odejść. To takie trudne...
Wielkie dzięki. Nadchodzące tygodnie będą decydujące.
Dziękuję. Bardzo.
No cóż, jest jeszcze nadzieja. Trzymamy kciuki za Bagou, ale też i za was.
Dzięki za wasze odpowiedzi. Myślę, że macie rację. Już dawno powinniśmy byli skonsultować się z innym weterynarzem. Od kilku miesięcy przechodzimy przez bardzo trudną sytuację z naszymi kotami, a poważne problemy zdrowotne naszego drugiego kota, którego musieliśmy uśpić w zeszłym tygodniu, kompletnie nas wykończyły i zostawiły bez sił. Zaufaliśmy naszemu weterynarzowi, ale teraz mamy wątpliwości... Bagou dzisiaj „jeszcze” nie wymiotował. Bardzo często jest głodny. Próbował nawet zjeść pająka. Teraz leży obok mnie i strasznie mu burczy w brzuchu... Niepokoję się o resztę wieczoru i o noc... To się po prostu nie kończy... Dzięki wszystkim.