Cześć,
Wczoraj rano, podczas niedzielnego spaceru z mężem, znaleźliśmy malutkiego kotka, który płakał na poboczu drogi.
Zabraliśmy go do domu. Umyłam go w umywalce (miał strasznie brudne łapki) i wtedy zauważyłam, że ma pchły i bardzo wzdęty brzuszek.
Zostawiłam go w łazience w ciepłym pudełku, żeby nie przyniósł pcheł moim pozostałym kotom.
Przez cały dzień nic nie chciał jeść, więc zadzwoniłam do dyżurnego weterynarza i udało mi się go zabrać na wizytę wczoraj wieczorem.
Pani weterynarz go zbadała, zważyła, zmierzyła temperaturę i poziom cukru we krwi. Potem udało jej się go zachęcić do zjedzenia odrobiny karmy, chyba a/d czy coś w tym stylu.
Wyniki badania: waga 704 gramy, wiek oceniony na około 6 tygodni, temperatura i cukier w normie.
Dostałam środek na odrobaczanie, który podałam mu wczoraj po powrocie od lekarza, około 19:00.
Potem znowu dałam mu karmę i zjadł, nawet sam podszedł do miseczki, żeby dojeść. Wczoraj i dziś rano zrobił siku do kuwety.
Niestety wciąż nie było kupki (dlatego rano dodałam mu do karmy trochę oleju parafinowego, bo jeden z moich kotów miewa zaparcia i czasem go stosujemy). Dziś rano brzuszek nadal jest tak samo powiększony. W nocy szukałam informacji w internecie i naczytałam się, że FIP też objawia się wzdętym brzuchem... Weterynarz mówiła, że stan ogólny jest dobry i to pewnie po prostu robaki, ale strasznie panikuję, odkąd poczytałam o tym FIP-ie...
Jak myślicie, ile czasu musi minąć, żeby środek na odrobaczanie zadziałał? I kiedy ten brzuszek powinien w końcu zejść?
Dzięki za wasze odpowiedzi!
