Dobry wieczór
Piszę do was, bo niedawno adoptowałam małego kotka, ma 2,5 miesiąca. Od dwóch lat mieszkam sama, odkąd wyprowadziłam się od rodziców i, prawdę mówiąc, poza pracą jestem właściwie cały czas sama. Mam niewielu znajomych, rodzina mieszka daleko, więc rzadko się widujemy, a moje weekendy sprowadzają się do siedzenia samej w domu i oglądania seriali... Ta samotność zaczęła mi już bardzo ciążyć, więc pomyślałam, że adopcja małego kotka przyniesie mi trochę pocieszenia.
Tylko że od kiedy mała jest u mnie, czuję ogromny lęk i non stop płaczę... Mieszkam w kawalerce. Przez pierwsze noce kotka strasznie szalała około 4-5 rano, co mnie budziło i nie pozwalało zasnąć. Teraz panikuję na samą myśl o tym, czy kolejna noc będzie lepsza, czy uda mi się pospać, czy ona też zaśnie i czy nie będzie robić za dużo hałasu. Kiedy bawi się w ciągu dnia, to też mnie to stresuje, bo po prostu nie jestem do tego przyzwyczajona. Na dodatek od dwóch dni mała jest chora i wymiotuje zaraz po jedzeniu, dużo śpi. Nie wiem, co jej jest, co stresuje mnie jeszcze bardziej, bo nie wiem, co robić. Boję się, że może ona czuje mój lęk i przez to choruje, albo to wina karmy (choć na początku wszystko było w porządku), albo że zrobiłam coś nie tak, że się rozchorowała.
Ona jest taka kochana, straszna z niej pieszczocha, ale mam wrażenie, że te wszystkie zmiany mnie przerosły. Czuję, że nie byłam na to przygotowana i że może jednak nie jestem gotowa na posiadanie zwierzaka...
Nie wiem, co robić, bo waham się, czy nie oddać jej osobie, od której ją dostałam. Myślę sobie, że oni przynajmniej będą umieli się nią odpowiednio zająć...
Z jednej strony jest mi strasznie wstyd, że wzięłam zwierzę i nie potrafię udźwignąć tej odpowiedzialności...
Jeśli macie dla mnie jakieś rady, chętnie ich wysłucham i z góry bardzo wam dziękuję.