Małe strupki wokół szyi i przy uszach.
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Cześć wszystkim,
Koty mogą mieć strupki na szyi lub na głowie z wielu różnych powodów.
Mogą to być małe ranki po starciu z innym kotem albo ślady po tym, jak zwierzak sam się mocno zadrapał podczas drapania.
Jeśli zauważycie, że Wasz kot bardzo się drapie, może mieć pchły (pamiętajcie o regularnym stosowaniu środków przeciwpasożytniczych). Pchły bywają częstą przyczyną strupów, zwłaszcza na szyi, a czasem też na grzbiecie, ponieważ wywołują tzw. prosówkowe zapalenie skóry. Strupki będące wynikiem alergii na pchły mogą utrzymywać się jeszcze dość długo po tym, jak uda Wam się pozbyć samych pasożytów.
Jeśli jednak zauważycie większe i okrągłe zmiany, może to być grzybica – trzeba wtedy bardzo uważać, bo choroba ta może przenieść się na ludzi.
W każdym przypadku nie wahajcie się skonsultować z weterynarzem, żeby postawił diagnozę i dobrał odpowiednie leczenie. Dobry wet na pewno pomoże szybko uporać się z problemem.
Miłego dnia,
Chloé
Dobry wieczór, właśnie zauważyłam coś takiego na szyi mojej kotki. Mieszkamy w bloku, więc kicia nie wychodzi na zewnątrz. Wyprowadzałam ją tylko parę razy, jak była całkiem mała, ale to najwyżej na godzinkę. Ma niecały rok, bardzo dużo się bawi i często zdarza jej się nabić sobie jakiegoś guza czy zadrapać, ale to tutaj wygląda na coś zupełnie innego. Czy ktoś może wie, co to może być? Dzięki!
Czyli to prosówkowe zapalenie skóry, albo przez pchły, albo przez karmę.
Mały zastrzyk i tabletka przez 8 dni :)
Miłego wieczoru.
+1 Ange i Euqi.
Nutronaute, gadasz kompletne bzdury!
Nieszczepiony kot jest narażony na mnóstwo chorób.
I nie, to nie jest wcale po to, żeby nakręcać sprzedaż szczepionek.
Szczepienie to ochrona.
Nutronaute w całej okazałości, jak zwykle stek bzdur!
I co ma do tego terroryzm, po co to w ogóle mieszać......
Jedna z kotek, które miałam na domu tymczasowym, przyjechała z kocim katarem, który ujawnił się kilka dni po jej przybyciu. Zaraziła jednego z moich ogonków. Na szczęście on był szczepiony, dzięki czemu mogłam zobaczyć różnicę: biedna kicia czuła się fatalnie – wysoka gorączka, zaropiałe oczy, kichanie, oddychała z ogromnym trudem, prawie rzęziła. Trwało to blisko 10 dni, mimo zastrzyku z antybiotyku o przedłużonym działaniu. A u mojego kocurka prawie nic – tylko lekkie problemy z oczkami, parę razy kichnął i miał niewielką gorączkę.
Więc co, szczepionki są niby niepotrzebne?
Rozumiem, że każdy może się pomylić, ale kiedy czyjeś rady stają się po prostu niebezpieczne, to mówię stanowcze NIE !!!!!!
Dwa z moich trzech kotów złapały panleukopenię. Pierwsza rzecz, jaką usłyszałam od mojej weterynarz (która wie, że szczepię je co roku): „bez szczepionki pewnie już by nie żyły”.
Więc szczepionka niby niepotrzebna? :)
Białaczka przenosi się między kotami przez zwykłe obwąchiwanie się czy kontakt z odchodami – dodam tylko, że to choroba śmiertelna – więc jak, warto szczepić czy nie?
Koci katar to choroba, która atakuje bardzo szybko i gwałtownie, prowadząc do poważnych powikłań, jeśli organizm kota nie jest przygotowany do walki z wirusami. Więc co, przydatne to szczepienie czy nie?
To tak, jakby doradzać mamom, żeby nie szczepiły swoich dzieci... Brawo...
