Zorientowałam się dzisiaj rano, podczas porannego przytulania z małym Harleyem na łóżku, że on nigdy nie „ugniata”, nawet gdy jest mu super dobrze. Mruczy, i to bardzo, nawet mocniej niż te dwa starsze, ale nie ugniata łapkami. Skoro ten odruch jest związany z bardzo wczesnym dzieciństwem i ssaniem mleka, a on został zabrany od mamy w wieku zaledwie miesiąca, to czy to może być przyczyną? Nie zdążył wyrobić sobie tego odruchu?
Félia i Gatsby ugniatają, każde w innych okolicznościach. W przypadku Félii (która była z mamą i rodzeństwem do 3,5 miesiąca) dzieje się to na moich udach, kiedy się przytulamy, a Gatsby (został z rodziną do 3. miesiąca życia) ugniata, gdy szykuje się do ułożenia w jakimś wyjątkowo miękkim i puszystym miejscu.
Dziwi mnie to, bo wydawało mi się, że jednym z objawów zbyt wczesnego odłączenia od matki jest właśnie nadmierne ugniatanie połączone z ssaniem koca czy materiału. Czyżby mój maluch był wyjątkiem?
Drzemka tuż przy starszej siostrze

Mój mały misio ;)



