Cześć,
Zwracam się do was o pomoc, bo powoli zaczynam tracić cierpliwość.
Mam kotka, który wydaje się mieć „dwie osobowości” – czasem jest przesłodki, kochany i chętnie bawi się wszystkimi swoimi zabawkami, ale bywa też tyranem, ZWŁASZCZA wobec mnie.
Żeby nakreślić wam tło (co może wyjaśniać jego zachowanie): adoptowaliśmy go około 3 tygodnie temu, więc ma teraz nieco ponad 3 miesiące. Obecnie mieszkamy w domu, w którym jest pies – kotek bardzo się go boi, więc trzymamy go w naszych dwóch pokojach. To łącznie około 30 m², z czego jeden pokój (10 m²) jest przeznaczony tylko dla niego. Ma tam swoje zabawki, miski, kuwetę i drapak. Zamykamy go tam na noc, żeby nie przyzwyczaił się do spania z nami, ale w dzień ma dostęp również do naszej sypialni.
W skrócie: czasem, gdy wchodzę do sypialni i kładę się na łóżku, on patrzy na mnie spode łba, czeka cierpliwie, aż stracę go z oczu, i nagle rzuca się na mnie, drapiąc i gryząc. Próbowałam już wszystkiego: łapania za kark, mówienia stanowczego „nie”, a nawet ignorowania go, aż się uspokoi (ale to jednak boli). Nic nie działa... Kiedy złapię go za kark, zaraz po odstawieniu na ziemię znów atakuje. A przecież bawię się z nim minimum 2 godziny dziennie i ma stale dostęp do wszystkiego, czego potrzebuje.
Obecnie jedynym rozwiązaniem, jakie znalazłam, jest zostawianie go samego w pokoju, ale to mnie smuci. Chciałabym móc spokojnie obejrzeć film, poczytać czy odpocząć bez konieczności zamykania go w jego kącie.
Za kilka dni przeprowadzamy się do mieszkania, gdzie będzie miał więcej miejsca i balkon, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie będzie miał tylko wstępu do naszej sypialni. Boję się jednak, że przez te jego ataki i tak nie będę mogła spokojnie usiąść przed telewizorem. Co ciekawe, nie robi tego mojemu partnerowi, który daje mu klapsa, gdy tylko ten go ugryzie. Tyle że u mojego chłopaka to raczej podgryzanie w zabawie, a nie celowy atak z taką intencją, jak u mnie.
Jeśli macie jakieś rady, byłoby super, bo zawsze mieszkałam z psami, a to mój pierwszy kot i nie bardzo wiem, jak do tego podejść.
Przepraszam za tak długi post, ale starałam się jak najlepiej opisać sytuację.