Tak jak napisałem w tytule, moja kicia przytrzasnęła sobie ogon w drzwiach. Widziałem, jak wychodzi, więc zamknąłem drzwi, ale jak to u kotów bywa, ogon merdał na wszystkie strony i końcówka musiała zostać w szczelinie (tam przy zawiasach). W momencie zamykania usłyszałem jej pisk. Oczywiście od razu otworzyłem drzwi. Nie zamknęły się całkiem na tym ogonie, po prostu go tam przyblokowało.
Od tego czasu wymacałem jej ogon od góry do dołu i nie było żadnej reakcji, która by wskazywała, że ją boli. Chodzi normalnie i rusza ogonem tak jak zwykle. Nie ma śladu żadnego dziwnego wygięcia, nie wygląda też, żeby miała problem z normalnym trzymaniem ogona. Co o tym sądzicie?
Myślę, że pisnęła po prostu z nagłego bólu, ale wasze opinie by mnie uspokoiły.
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Po prostu zabolało ją w tej chwili, tak jak nas, gdy przytrzaśniemy sobie palec. Jeśli daje się dotykać po ogonie i nie reaguje, to znaczy, że jej nie boli – inaczej zaraz by go zabierała. W najgorszym razie ma po prostu siniaka, choć przy takim braku reakcji szczerze w to wątpię. Też mi się zdarzyło nadepnąć moim kotom na ogon – wrzasną, żeby pokazać, że w tej sekundzie zabolało, a potem już spokój. Zawsze to sprawdzam na wszelki wypadek i jeśli nie ma reakcji, to nie ma się czym martwić.
Na pewno najadłeś się w tej sytuacji więcej strachu niż ona :P
Możesz zadzwonić do swojego weterynarza, ale nie ze względu na kota, tylko dla siebie, żeby się uspokoić. :)
Jestem przekonany, że nic jej nie jest, w najgorszym razie trochę ją to pobolewa, tak jak nas przy siniaku, ale nic poza tym.
Żeby dać ci przykład – kilka dni temu mój kociak biegał po domu jak zwykle. Miał sznurek (sznurowadło) przywiązany do krzesła i podczas biegu to sznurowadło owinęło mu się wokół przedniej łapy. Powiem ci, że szarpnięcie było dość gwałtowne, bo on biega super szybko i nagle go tak uwięziło. Wrzasnął, a nawet syknął. Od razu rzuciliśmy się, żeby go odplątać, a on kulał przez 30 sekund – to było 30 sekund, podczas których naprawdę się bałem! Moja żona rozmasowała mu łapkę i było po wszystkim, znowu biega i skacze jak szalony. :)
Krótko mówiąc, dopóki nie ma żadnych oznak bólu czy czegoś dziwnego, wyluzuj, bo tylko niepotrzebnie zestresujesz kota. :)
Chyba zadzwonię tam za chwilę. Myślę, że weterynarz albo asystentka będą wiedzieć, na jakie objawy zwrócić uwagę i co jest istotne przy takim problemie.
Zauważyłam, że się tam wylizuje, ale w sumie tak samo, jak robi to w innych miejscach (zresztą lizała się też gdzie indziej ^^). Myślicie, że powinnam dzwonić do weterynarza? Choćby po to, żeby zapytać o opinię, chociaż wiadomo, że przez telefon, bez obejrzenia jej na żywo, może być to trochę trudne. Czy może dopóki nie ma żadnych niepokojących objawów, takich jak nienaturalne trzymanie ogona, brak apetytu czy oznaki bólu, to po prostu mam ją dalej obserwować i na tym poprzestać?
Myślę, że to działa podobnie jak u nas, kiedy przytrzaśniemy sobie palec drzwiami. Zazwyczaj wtedy nieźle wrzeszczymy, mimo że nic nie jest złamane i nic wielkiego się nie stało. Zobaczę, jak mała będzie się zachowywać, kiedy już się obudzi.
Bo czasem na gorąco nic nie widać, a ból pojawia się dopiero później, ale gdyby doszło do jakiegoś złamania czy czegoś w tym stylu, to myślę, że miałaby problem z normalnym trzymaniem ogona.
Tak, raz Kouki bawił się, jak miał 4 miesiące, i zaklinował sobie łapkę pod drzwiami. Zaczął strasznie piszczeć, ale pomogłam mu ją wysunąć i wszystko było w porządku. Skończyło się na strachu.
Teraz śpi z ogonem owiniętym wokół siebie. To przede wszystkim ten krzyk był taki przerażający. Przejrzałam sporo stron z podobnymi historiami i w przypadku realnych problemów ogon zawsze był wygięty pod dziwnym kątem. Myślę, że przy złamaniu czy nawet skręceniu byłoby tak jak u nas – trudno byłoby dotknąć złamanej czy zranionej kończyny, żebyśmy nie zareagowali. Wydaje mi się, że to bardziej szok niż cokolwiek innego. Mimo wszystko cały czas obserwuję, czy nie pojawia się jakiś „dziwny” objaw.