Cześć wszystkim,
Moja kotka zawsze miała ten problem. Siusia w kuwecie, ale też wszędzie indziej. W legowisku psa, w torbach, walizkach, na kanapach, łóżkach, ubraniach – dosłownie wszędzie.
Adoptowałam ją ze schroniska, zanim wyjechałam studiować do innego miasta. Myślałam, że jeśli oddzielę ją od psa mojej mamy (z którym świetnie się zresztą dogaduje), problem zniknie. Miała wtedy 7 miesięcy. Teraz ma ponad rok i problem absolutnie nie został rozwiązany.
Mieszka w mieszkaniu i wychodzi tylko czasem na rynnę, która donikąd nie prowadzi – więc sikanie na dworze odpada.
Zmieniam jej kuwetę w każdą środę i czyszczę ją średnio co drugi dzień. Wiem, że powinnam mieć dwie kuwety dla jednego kota, ale moje studio jest tak małe, że naprawdę nie mam miejsca na dodatkową.
Dziś rano obudziłam się i zastałam ją, jak drapała sweter złożony na krześle. Oczywiście był cały mokry od siuśków. Trzy dni temu znalazłam też moją ławkę z charakterystyczną aureolą. No i nie wspominając o szóstym (!) dywaniczku łazienkowym, który ostatnio kupiłam.
Powtarzam – ten problem istniał jeszcze przed przeprowadzką. Odkąd ją adoptowałam, tak to wygląda. Siusia w kuwecie, ale też bardzo często poza nią.
Moja mama boi się jej u siebie trzymać, żeby nie zniszczyła jej rzeczy. Tata nawet nie chce o tym słyszeć. To zaczyna być naprawdę poważne. Jestem już totalnie załamana.
Macie jakieś rady albo pomysły?