Nie mogę się pozbierać po śmierci mojego kota

B
Bocaj Ikona przedstawiająca flagę francuski
Zgłoś

Cześć,

Mój 8-letni kot odszedł 6 tygodni temu, a ja wciąż nie mogę się z tym pogodzić. Nadal płaczę każdego dnia, cały czas dręczy mnie poczucie winy i choć wiem, że nie da się cofnąć czasu, w kółko wyobrażam sobie scenariusze, w których mogłabym go uratować.

Miałam go od małego i był to pierwszy i jedyny kot, którego sama adoptowałam. Przez całe życie ciągle chorował albo miał jakieś wypadki, do tego stopnia, że u weterynarza spędził więcej czasu niż wszystkie koty moich rodziców razem wzięte.

Jakieś 3 lata temu zabrałam go do lecznicy, bo strasznie schudł. Pani weterynarz zrobiła mu badanie krwi i zdiagnozowała niedokrwistość hemolityczną (autoimmunologiczną). Dostał kortyzon. Leczenie zadziałało, szybko przybrał na wadze i odzyskał formę, ale gdy tylko próbowaliśmy odstawić lek, następował nawrót, więc został na sterydach na stałe.

Wiedząc o zagrożeniach płynących z długotrwałego podawania kortyzonu, staraliśmy się maksymalnie ograniczać dawki i tak żyliśmy przez 3 lata. Co roku chodziliśmy na szczepienia i ponieważ weterynarz nie zlecała żadnych dodatkowych badań kontrolnych, nie zadawałam zbyt wielu pytań.

Tego lata, w przeddzień wyjazdu na wakacje, zauważyłam, że bardzo często sika albo ma zaparcia – sama nie wiedziałam. Powiedziałam o tym lekarzowi, kazała mi pobrać próbkę moczu i umówiła nas na następny dzień. Przesunęliśmy więc wyjazd o dwa dni. Z badań wyszło, że ma infekcję dróg moczowych, krew i kryształy w moczu oraz bardzo powiększony pęcherz. Podczas ważenia zauważyłam, jaki jest chudy i zaczęłam mieć do siebie pretensje, że nie widziałam tego wcześniej. Weterynarz podała mu zastrzyk przeciwzapalny, przeciwbólowy i jeszcze coś, ale już nie pamiętam co. Przepisała lek rozkurczowy (Spasfon), zwiększyła dawkę kortyzonu i zaleciła specjalną karmę na rozpuszczanie kryształów.

Zostałam z kotem do kolejnego wieczora, pilnowałam, żeby jadł. Nie widziałam poprawy, ale tłumaczyłam sobie, że leki potrzebują czasu, żeby zacząć działać. Potem zostawiłam go u znajomych, którzy zazwyczaj się nim opiekują, przekazałam leki i specjalną karmę.

Regularnie dopytywałam, co u niego. Podobno jadł, pił i dalej sikał bardzo często, ale po trochu. Trochę mnie to niepokoiło, ale nic nie zrobiłam.

Jednak po tygodniu przyjaciółka zabrała go na ostry dyżur (moja weterynarz osiedlowa nie mogła go przyjąć), bo przestał wstawać.

Tam odkryli kamień (szczawian wapnia, czyli nierozpuszczalny), który zablokował cewkę moczową. Musieli go przepchnąć z powrotem do pęcherza. Mój kot był już w stanie śpiączki. Zapytali, czy mają walczyć o niego do końca. Powiedziałam, że tak. Próbowali go ustabilizować, założyli cewnik i podłączyli kroplówkę.

Przetłumaczony francuski
icon info

Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.

Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.

Ładowanie edytora

Napisz wiadomość i jeśli chcesz, prześlij zdjęcie. Prosimy o przestrzeganie zasad kulturalnej dyskusji.

Twój post będzie widoczny dla wszystkich członków międzynarodowego forum Wamiz.

47 odpowiedzi
Sortuj według:
  • M
    Michmich38 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Kot żyje znacznie krócej niż człowiek i bez względu na to, co zrobimy, pewnego dnia nasz ukochany towarzysz odejdzie do kociego nieba. Rozumiem cały ból, jaki wywołuje odejście przyjaciela, bo sam przez to przechodziłem. Trzeba jednak spróbować przezwyciężyć żałobę, bo miłość, którą dajemy i otrzymujemy, ma swoją cenę w łzach. Pamiętajcie jednak, że w schroniskach i kociarniach, zarówno w małych, jak i dużych miastach, czekają setki kotów do adopcji. To zwierzęta, które zostały porzucone, żyły w samotności i bardzo potrzebują opieki oraz miłości. Nie wahajcie się więc przed adopcją – zobaczycie, że po okresie adaptacji nowy towarzysz pomoże Wam otrzeć łzy, nawet jeśli ten, który odszedł, na zawsze zostanie w Waszych sercach. Dużo siły dla Was.

    Przetłumaczony francuski
    M
    Michmich38 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Bardzo współczuję Ci Twojej straty. Przechodziłem przez to samo, co Ty. Powtarzaj sobie, że zrobiłeś wszystko, co było w Twojej mocy, a przede wszystkim, że dałeś mu mnóstwo miłości. Z czasem oswoisz się z myślą, że fizycznie go już nie ma, bo na zawsze zostanie w Twoim sercu. Szczerze radzę Ci adoptować kolejnego kota, co pomoże Ci przetrwać ten trudny czas – tak było w moim przypadku, choć ja nie czekałem nawet 6 tygodni, żeby przygarnąć nowego mruczka. Nie myśl jednak o tym jak o zastępowaniu poprzedniego przyjaciela; to będzie zupełnie inna osobowość, którą trzeba będzie zaakceptować z jej odmiennością, ale uwierz mi, ten nowy lokator wypełni Twoje serce i osuszy łzy. Wiesz, w schroniskach i fundacjach na adopcję czekają dziesiątki kotów i na pewno jest tam taki, który na Ciebie czeka i bardzo potrzebuje Twojej miłości. Przesyłam wyrazy współczucia. Michel
    Przetłumaczony francuski
    Renelauraelsa
    Renelauraelsa Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Witajcie wszyscy. W poniedziałek 10 marca straciliśmy naszego 2-letniego kocurka Bilbo. Został przejechany pod samym naszym domem przez samochód, który znowu pędził za szybko i nawet się nie zatrzymał 😡

    Raz już go kiedyś potrąciło auto i wtedy udało nam się go uratować, ale tym razem było już za późno.

    To było nasze kochane maleństwo, był dla nas jak członek rodziny, ciągle tylko chciał się przytulać. Bardzo dużo się bawił, miał kumpla Oscara u sąsiada. Bawili się razem, a mi wygrzebywał ziemię spod warzyw, które dopiero co posadziłem (taki z niego był łobuziak).

    Bardzo pilnował naszej 10-letniej córki, w nocy był zawsze przy niej albo przy mojej żonie na drapanko i wielkie przytulasy. A ze mną to było co innego, byłem jego „tatą” – to tata otwierał mu drzwi, żeby wyjść na siku albo wrócić do środka. Zawsze wybiegał mi na spotkanie, kiedy wracałem z pracy ❤️ Ja też go zawsze mocno tuliłem 🐱

    Nie sądziłem, że strata kota może być aż tak bolesna, nie potrafię się po tym wszystkim pozbierać. To dla nas ogromna próba.

    Życzymy Wam wszystkim dużo siły i wytrwałości.

    Przetłumaczony francuski
    V
    Vimo Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Cześć wszystkim, Dziękuję wam wszystkim za wasze historie. Łamią serce i wyciskają łzy, ale dzięki nim człowiek przynajmniej nie czuje się tak samotny w swoim bólu. Za to wam DZIĘKUJĘ. 14 dni temu uśpiłam w domu mojego pięknego i kochanego Nounoursa, cudownego czarnego kocura, który miał 17 lat. Jego siostra odeszła 3 lata temu – to był bardzo trudny czas, ale przetrwaliśmy go razem. On zawsze przy mnie był, w każdym momencie. Zawsze dzielnie walczył z chorobami, przyjmował leki (zastrzyki z insuliny, tabletki itd.), aż do dnia, kiedy „powiedział” mi, że ma już dość. Uszanowałam to i zrobiłam wszystko, żeby czuł się jak najlepiej. Przez moją pracę (jestem wychowawczynią w ośrodku) musiałam czasem zostawiać go samego na 12 albo 24 godziny. Zostawianie go stało się dla mnie TAKIE trudne, wiedząc, że jest chory (miał straszne wymioty przez zapalenie trzustki i cukrzycę). Pewnego dnia, po spędzeniu z nim dwóch całych dni, jego stan się pogorszył i podjęłam decyzję o uśpieniu (wymioty nie ustępowały, prawie nic nie jadł, choć wciąż dopominał się o jedzenie). Nie wiedziałam już, co robić, a znów musiałam wyjść do pracy i nie potrafiłam znieść myśli, że zostawię go samego w takim stanie. Wezwałam weterynarza do domu. W tamtej chwili miałam wrażenie, że to słuszna decyzja, ale czas mija i oczywiście poczucie winy mnie dopadło i teraz mnie gryzie. Tak bardzo za nim płaczę. Tęsknota jest straszna. Mam wrażenie, że powinnam była jeszcze chwilę poczekać, że on może chciał zostać ze mną jeszcze trochę... byliśmy tacy bliszy. To był niezwykły kot, od malucha aż po staruszka, miał wspaniałą osobowość. Wiem, że nie potrafię żyć bez kota, ale na razie jest dla mnie za wcześnie. Chociaż sama już nie wiem... wciąż szukam moich kotów w mieszkaniu, czasem wydaje mi się, że go słyszę... To my musimy pogodzić się ze stratą, z naszymi czynami i decyzjami, ale póki co, jakie to jest trudne! Wiem, że zrobiłam dla niego wszystko, co mogłam, dbałam o jego zdrowie i dawałam mu całą miłość, jaką miałam, nawet jeśli nie zawsze byłam idealna. Wiem, że on też mnie bardzo kochał. Tak jak piszecie, kolejne zwierzęta nigdy nie zastąpią tych, które odeszły. Sposób, w jaki kochają zwierzęta, przewyższa miłość ludzką – dają nam coś tak doskonałego, nieopisane i bezwarunkowe oddanie. Myślę, że to właśnie tak mocno nas w nich porusza, nas, którzy kochamy zwierzęta tak bardzo. Dzielności dla wszystkich, dbajcie o siebie w tym smutku i jeszcze raz dziękuję za wasze wpisy!
    Przetłumaczony francuski
    J
    Juju5976 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Cześć. Straciłam mojego Simbę 6 dni temu. Miał 2 lata, a był ze mną od półtora roku. Został przejechany pod samym domem. Od tamtej pory płaczę prawie cały czas. A przecież jestem mamą trójki dzieci, mam psa, bardzo angażującą pracę, więc może nie mieliśmy jakiejś niesamowicie silnej więzi, ale był po prostu wspaniały. Zabawny, kochany, piękny, nic nie podkradał – był ideałem kota. W kółko odtwarzam to w głowie i myślę: „a co gdyby...”. Gdyby mój syn wrócił do domu 2 minuty później, kot nie przebiegałby akurat w tym momencie przez drogę; gdyby nie padało, Simba nie spieszyłby się tak do domu... I ten facet, gdyby jechał wolniej!!! Za każdym razem, gdy coś robię, myślę sobie, że kiedy robiłam to ostatni raz, on jeszcze żył. Nawet przy składaniu prania – zawsze mi przeszkadzał, kładąc się na nim... A jednak strasznie płaczę, bo w życiu nie ma żadnego „gdyby”. Siedzę teraz w biurze i ukrywam łzy. Staram się nie pokazywać smutku przy dzieciach, bo one mają taką metodę, że po prostu starają się o tym nie myśleć, żeby nie cierpieć... w sumie dobrze dla nich, ale szczerze mówiąc, mam do nich trochę żalu, że ich to tak nie rusza. Choć pisząc to, cieszę się, że muszę się mierzyć „tylko” z własnym bólem. Piszę to tutaj, w sieci, żeby po prostu gdzieś wyrzucić to cierpienie... Za kilka dni mam iść obejrzeć małe kotki do adopcji, bo czuję, że muszę czymś wypełnić tę pustkę, zacząć myśleć o czymś innym... Ale jednocześnie boję się, że go zdradzę... Nie rozumiem swojej reakcji i mam do siebie pretensje, że ten ból wcale nie mija...
    Przetłumaczony francuski
    S
    Switch33 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Dzień dobry, trzy dni temu straciłam moją Switch. Przyszłam tutaj poszukać pocieszenia i czytanie waszych historii bardzo mi pomaga.

    Za trzy miesiące skończyłaby 14 lat, wzięłam ją, gdy miała dwa miesiące. Chorowała wtedy na katar koci, a weterynarz był sceptyczny co do jej szans na przeżycie. Jednak wbrew wszystkim przewidywaniom, dzięki codziennej opiece i miłości, udało jej się z tego wyjść. Kilka lat później, gdy mieszkaliśmy w domu, wróciła któregoś wieczoru z urazem wewnętrznym (pęknięciem powłok brzusznych). Nigdy nie dowiedzieliśmy się, co jej się stało. Przeszła operację w trybie pilnym, jej życie było zagrożone, ale i tym razem przeżyła. Potem nie miała już żadnych problemów ze zdrowiem aż do tego lata. 

    Pewnego sierpniowego wieczoru, po powrocie z pracy, znalazłam ją pod łóżkiem – miała duszności. Pojechaliśmy na ostry dyżur do weterynarza, gdzie zdiagnozowano u niej ciężką chorobę serca. Udało się ją ustabilizować i wdrożyć leczenie. Przez półtora miesiąca nie było większych problemów, brała tabletki i wróciła do normalnego życia. Ale na początku października wszystko zaczęło się od nowa... W ciągu 4 dni dwukrotnie lądowaliśmy u weterynarza. Zaczął wspominać o eutanazji, ale nie potrafiłam się na to zdobyć, nie mając pewności, że spróbowałam już wszystkiego. Wtedy weterynarz wspomniał o leku dla psów, który daje dobre efekty u kotów, z tym że poważnie uszkadza nerki. Zrozumiałam, że to skróci jej życie, ale i tak chciałam spróbować. Od 8 października brała więc te leki i wróciła do swoich przyzwyczajeń. W głębi duszy wiedziałam, że to nie potrwa długo. Byłam wdzięczna za każdą chwilę z nią, to był taki darowany czas i miałam nadzieję, że potrwa jak najdłużej. Niestety, 27 grudnia nastąpił kolejny atak i od razu wiedziałam, że będzie to ten ostatni. Przyszła się do mnie przytulić, głaskałam ją, płakałam i mówiłam do niej... a potem pojechaliśmy do lecznicy. Tam jej stan szybko się pogorszył przez stres, bardzo ciężko oddychała. Pani weterynarz zaproponowała kolejną próbę stabilizacji i zwiększenie dawki leków, wiedząc jednak, że nerki długo tego nie wytrzymają. Nie chciałam być egoistką... fundować jej tego znowu i ryzykować, że za kilka dni lub tygodni umrze w samotności, dusząc się, gdy będę w pracy. Podjęłam więc tę niezwykle trudną decyzję, by pozwolić jej odejść... Pani weterynarz ją uśpiła, a potem podała zastrzyk, który zatrzymał jej serduszko. Przytulałam ją, mówiłam do niej i się pożegnałam...

    Pochowaliśmy ją w ogrodzie, posadziliśmy na tym miejscu roślinę, przy której od trzech dni spędzam czas na rozmyślaniach...

    Łączyła nas niesamowita więź, spała na mojej poduszce, chodziła za mną krok w krok, „gadała” do mnie całymi dniami. Ufała tylko mnie. Towarzyszyła mi we wszystkich ważnych momentach życia: przeprowadzkach, narodzinach syna 8 lat temu, moim rozstaniu. Dużo do niej mówiłam, miałyśmy swój własny sposób komunikacji.

    Dziś wydaje mi się, że ją słyszę, że ją widzę... Noce są najtrudniejsze, bo nie ma jej obok, nie mruczy i nie ugniata mi twarzy łapkami. 

    Jestem w szóstym miesiącu ciąży, nigdy nie pozna mojej córeczki...

    Wiem też, że miała piękne życie, że dałam jej całą swoją miłość, czułość i dobroć. 

    Potrzeba czasu, by ukoić taki ból... ale póki co jest to strasznie trudne i bolesne. 

    Moja Switch, mój kochany maluszku, jak zawsze do ciebie mówiłam – mam nadzieję, że tam, gdzie jesteś, odnalazłaś spokój. Na zawsze zostaniesz w moim sercu, tak bardzo cię kocham...

    Przetłumaczony francuski
    S
    Sandreen Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Dzień dobry wszystkim właścicielom małych przyjaciół, którzy tak jak ja są w żałobie i czytają te słowa,

    Piszę to, ponieważ od wczorajszego poranka, kiedy straciłam mojego ukochanego kotka, jestem niepocieszona. Przyszłam na to forum szukać wsparcia i historii innych osób w podobnej sytuacji i znalazłam pocieszenie w tym, że nie jestem sama z tym, co teraz czuję. Dlatego teraz ja postanowiłam podzielić się swoją historią. Jeśli może to komuś innemu pomóc, to warto było napisać.

    Moja Mimi chorowała na niewydolność nerek od około 3 lat. Leczenie działało stosunkowo dobrze, ale mimo to stopniowo traciła apetyt i chudła, co jest niestety typowe dla tej cholernej choroby. W ostatnim czasie jej stan bardzo się pogorszył – piła już tylko podawaną pipetą i była bardzo osłabiona. Kiedy nagle nastąpiło gwałtowne załamanie, po którym była niemal w śpiączce, musieliśmy zdecydować się na skrócenie jej cierpień. Odeszła więc wczoraj rano. I choć nie mam żadnych wyrzutów sumienia co do samej decyzji o eutanazji, to jej brak i pustka, jaką zostawiła w domu, są dla mnie nie do zniesienia. Do tego stopnia, że ja też – tak jak czytałam w innych wpisach – zastanawiam się, czy kiedykolwiek uda mi się z tym pogodzić. Przeraża mnie myśl, że mogłoby mi się to nie udać, bo kochałam ją tak strasznie, strasznie mocno. Życzę dużo siły nam wszystkim, którzy jesteśmy tak bezradni wobec tego potwornego bólu po stracie naszych ukochanych zwierząt.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Przetłumaczony francuski
    M
    Michmich38 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Mój piękny rudy kiciuś, Nester, odszedł przedwczoraj z powodu powikłań płucnych, które przeoczyliśmy, oraz splotu okoliczności, które doprowadziły do jego śmierci. Jestem zdruzgotany, czuję ogromne poczucie niesprawiedliwości, niezrozumienia i złości. Choć pani weterynarz twierdziła, że od kilku tygodni, a nawet miesięcy, było już za późno, ja wciąż uważam, że to ciąg zdarzeń sprawił, że z tego nie wyszedł. Gdybyśmy nie wyjechali na całe siedem dni na wakacje daleko od domu, na pewno zauważylibyśmy, co się dzieje, mógłby dostać tlen i antybiotyki dożylnie. Przez te 7 dni jego stan mógł się pogarszać przez stres, aż infekcja po prostu wybuchła. Bo kiedy ich zostawialiśmy – jego i Mimi (jego małą kicię, towarzyszkę) – czuł się dobrze. Dlatego nie przestanę się obwiniać. Może jestem w części pośrednio odpowiedzialny za jego śmierć. Do tego ta wizyta u dentysty we wtorek... gdybyśmy ją przełożyli, może udałoby się na czas zauważyć, że jest gorzej i zabrać go na ostry dyżur do weterynarza. Noc z wtorku na środę była tą o jedną za dużo. W momencie, gdy chował się w kartonie w garażu, a ja myślałem, że biega sobie na zewnątrz, było już za późno; jego płuca wypełniały się śluzem, który był częściowo wydalany w moczu. Nie zrozumieliśmy tego, myśleliśmy, że to zatrucie trutką na szczury. W nocy z wtorku zaczął sikać dosłownie wszędzie... W środę rano zwlekaliśmy do 9:00, żeby być na godzinę, którą weterynarz wyznaczyła nam w Veynes. O 10:00 nie było już dla niego ratunku. Mimo wyjaśnień lekarki uważam, że można go było uratować, gdyby nie ta strata czasu i te wszystkie sytuacje, które opóźniły pomoc. Dlatego czuję się tak strasznie. Może zabrakło mi czujności w opiece nad moim przyjacielem. Będę musiał jeszcze bardziej dbać o kotka, którego niedługo adoptuję. Z ogromnym smutkiem czytam wasze poruszające historie i przesyłam wam moje łzy i wyrazy współczucia. Prawdziwy świat to czas i nieodwracalność śmierci. To cudowne miejsce pozwala nam przynajmniej dzielić się tym bólem. Trzymajcie się wszyscy!
    Przetłumaczony francuski
    S
    Sann Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Minęły już prawie dwa miesiące, odkąd moja ukochana kuleczka odeszła. Codziennie o nim myślę. Tak trudno jest już nie widzieć tego jego słodkiego pyszczka, nie mieć go obok siebie, nie móc go pogłaskać czy się z nim pobawić. Wieczorami, gdy tylko wracałam z pracy, on zawsze tam był. Rano to samo – czekał pod drzwiami do sypialni, aż wstanę. Czasami budził mnie, kładąc się na mojej głowie, kiedy jeszcze spałam. Często wspominam te jego zielone oczy i to spojrzenie, które tak uwielbiałam. Ta pustka jest taka ciężka do zniesienia... Dałabym wszystko, żeby znów był przy mnie. Mój maluszku, tak bardzo za Tobą tęsknię i o Tobie myślę.
    Przetłumaczony francuski
    J
    Jpco Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Cześć wszystkim, którzy cierpicie po stracie swojego wiernego towarzysza. Mam 52 lata i właśnie pożegnałem mojego malucha, który miał zaledwie 3 lata. Niestety lekarzom na dyżurze weterynaryjnym nie udało się go uratować – przegrał z ciężką anemią. W 2018 roku straciłem Billona, miał 18 lat i odszedł z powodu zakrzepicy. A w 2008 roku moja Sensémilla musiała zostać uśpiona w wieku 15 lat przez guza mózgu. Dziś jest ze mną Chaussette, 8-letnia kotka, która mimo niewydolności nerek trzyma się całkiem dobrze. Bardzo wam współczuję i dzielę z wami ten ból. Strasznie brakuje mi każdego z moich zwierzaków i żadne pocieszenie nie jest w stanie uśmierzyć bólu po stracie miłości, jaką dawał mi każdy z nich. Tak jak wy, przeszedłem przez wszystkie etapy żałoby i wciąż w niej trwam. Bezsilność, gniew, poczucie winy i oczywiście depresja wynikająca z pustki po kimś ukochanym. Jeśli moje doświadczenie może wam w czymś pomóc, to wiedzcie, że rozmawianie o tym z bliskimi, przyjaciółmi, a nawet z nieznajomymi, naprawdę pomaga. Kiedy o tym mówimy, wyrzucamy z siebie choć trochę smutku, zdejmujemy ciężar z serca, dzieląc się nim z drugą osobą. Z czasem zostają tylko te dobre wspomnienia i wtedy przychodzi ukojenie na myśl o całym szczęściu, jakie dały nam nasze zwierzaki. W końcu poczucie winy mija, bo dociera do nas, że nie jesteśmy wszechmocni. Nie możemy zapobiec chorobom, wypadkom czy innym zrządzeniom losu – niczemu, co jest niezależne od naszej woli czy możliwości. Głowa do góry, kochani. Uwierzcie, że z czasem ból łagodnieje, a miłość zostaje. Nie obwiniajcie się, bo na tym świecie nic nie trwa wiecznie, oprócz miłości. Myślcie o jutrze, wciąż opowiadajcie o swoich ukochanych pupilach i dawajcie jak najwięcej uczucia tym, którzy wciąż są przy was. Bo to jest najważniejsze – dawać miłość.
    Przetłumaczony francuski
  • 10 komentarzy na temat 47

    Wyświetl więcej
  • Masz pytanie? Chcesz się podzielić doświaczeniem? Utwórz post