Cześć wszystkim!
Nie wiem, czy piszę w dobrym miejscu, ale spróbuję.
Przechodziłam już z moim kotem dwie przeprowadzki i nigdy nie było żadnych problemów. Bardzo szybko adaptował się do nowego terytorium i nie widziałam żadnych zmian w jego zachowaniu.
Jak już się domyślacie, dwa tygodnie temu przeprowadziłam się po raz trzeci po rozstaniu. Mój kot jest bardzo aktywny, uwielbia zabawę, dużo wychodzi na zewnątrz... Ale jego zachowanie nagle się zmieniło. Może to jeszcze za wcześnie na pełną adaptację, ale biorąc pod uwagę moje poprzednie doświadczenia, kiedy wszystko szło gładko, trochę się martwię.
Przestał wychodzić, bardzo dużo śpi, ciągle miauczy i wygląda na nieszczęśliwego, co strasznie mnie smuci. Zawsze byliśmy bardzo blisko i zawsze dbałam o to, żeby był szczęśliwy (zawsze wybieram nowe lokum tak, żeby miał dostęp do dworu, bo nie chcę go zamykać w domu...).
Wczoraj wieczorem wyszedł jak zwykle, ale widząc, że czas mija, poczułam, że coś jest nie tak. Szukałam go godzinami po okolicy, pukałam do sąsiadów, którzy mogli go widzieć. Nic z tego.
Skontaktowałam się więc z moim byłym partnerem, bo pomyślałam, że może wrócił do starego domu, który jest w tej samej miejscowości, ale na zupełnie drugim końcu.
Już go odebrałam, włączyłam dyfuzor Feliway, kupiłam jego ulubione smaczki, próbuję się z nim bawić, ale czuję się naprawdę bezsilna. Mam wrażenie, że nie był tu szczęśliwy...
Piszę ten post, żeby zapytać, czy mieliście podobne przypadki i czy macie jakieś pomysły, co z tym zrobić.
Przepraszam, że post jest taki długi, ale chciałam podać jak najwięcej szczegółów, żebyście zrozumieli moją sytuację. Dzięki wielkie!