Dobry wieczór wszystkim,
Mam mały problem z moim 8-letnim kotem Garfieldem.
Dzisiaj rano poszedł do kuchni, żeby coś zjeść, obrócił się (miska stoi obok zlewu), przechodził przed zlewem, nagle się zatrzymał i upadł na podłogę na bok. Miał bardzo rozszerzone źrenice i zupełnie wiotkie ciało. Kiedy to zobaczyłam, natychmiast do niego podbiegłam, wzięłam jego główkę w dłoń, pocierałam go po brzuszku, mówiłam do niego i lekko nim potrząsałam. Zero reakcji, poza lekkimi skurczami. Oczy miał otwarte, a źrenice cały czas rozszerzone (chyba do maksimum, widziałam tylko cieniutką zieloną linię, reszta była czarna...). Po dobrych 5 minutach zrobił kupę (cały czas leżąc na boku), a po kolejnych 5 minutach usiadł. Oczy wciąż były bardzo ciemne, ale po krótkiej chwili wszystko wróciło do normy. Od tego incydentu nic się nie dzieje – bawi się, je, pije, załatwia się w kuwecie, przychodzi na pieszczoty... wszystko jak zwykle. Tak strasznie się bałam, że nie macie pojęcia... Myślałam, że on umiera, a pod ręką nie miałam telefonu i nie mogłam go zostawić, żeby zadzwonić do lekarza. Teraz już dzwoniłam, ale mój weterynarz jest na urlopie... Jego asystentka jest bardzo zajęta, więc chciałam poznać Wasze opinie lub podobne historie, żeby się upewnić, że mogę poczekać te kilka dni, zanim pójdę do weterynarza.
Wielkie dzięki.