Cześć,
Przedstawię wam mój problem...
Mam dwa koty bengalskie, to bracia z jednego miotu, ale zostali rozdzieleni – Oslo zaadoptowałem w styczniu 2019 roku, a potem w kwietniu 2019 dołączył do nas drugi, Orus. Nie ukrywam, że początki wspólnego mieszkania przez jakieś dziesięć dni były kiepskie, ale wszystko wróciło do normy. Jednak nie w tym tkwi problem.
Koty razem śpią, bawią się itd., ale od kiedy Orus musiał pilnie pojechać do weterynarza, wszystko się zmieniło.
W czwartek 25 marca Orus połknął kawałek materiału, więc pognałem z nim natychmiast do naszego stałego weterynarza... Został tam całe rano.
I od czwartku w południe, od kiedy wróciliśmy do domu, Oslo nie poznaje brata albo go nie toleruje. Syczy, warczy, a nawet dochodzi do bójki z wrzaskami i miauczeniem, jeśli tylko brat podejdzie za blisko.
Próbowałem przemyć Orusa czystą wodą, kupiłem dwa dyfuzory Feliway do kontaktu – jeden na dole w salonie z kuchnią, gdzie przebywa jeden kot, a drugi w sypialni, gdzie jest drugi. Do tego zaaplikowałem im pipety CATCOMFORT, ale niestety nie widać większej poprawy...
Dyfuzory włączyłem wczoraj rano, a pipety podałem wczoraj wieczorem.
Doszło między nimi do kilku konfrontacji, które skończyły się fatalnie, czyli taką bójką z krzykami. Na dodatek Oslo, ten który został w domu, jest z natury strasznym cykorem.
W jednym pomieszczeniu od razu zaczynało się warczenie, a podczas jednej z awantur Oslo aż posiusiał się ze strachu.
Dziś rano Orus dwa razy próbował podejść do Oslo, co skończyło się warczeniem i krzykiem Oslo, ale widać lekką zmianę – Oslo nie warczy już, dopóki brat nie zbliży się na jakieś 2 metry...
Co jeszcze mogę zrobić? Przecież nie oddam żadnego z nich...
Dzięki wielkie za pomoc. Mam nadzieję, że opisałem sytuację jasno.
