Cześć wszystkim,
od jakiegoś czasu zauważam, że mój 7-letni kot nie chce już wychodzić na zewnątrz. Trwa to od około dwóch tygodni, może trochę dłużej.
Nawet kiedy jest słonecznie i całkiem ciepło, Milou – nasz dachowiec – nie chce wychodzić.
Wypuszczamy go, on obchodzi dom dookoła i zaraz wraca, żeby usiąść pod oknem i czekać, aż mu otworzymy.
W okolicy jest sporo kotów, ale też mnóstwo przestrzeni, bo mieszkamy na wsi.
Wśród tych wszystkich kotów jest jeden straszny awanturnik.
Dziś wieczorem usłyszałam przeraźliwe kocie wrzaski, więc wybiegłam na zewnątrz ze smaczkami. Przyszedł po jakichś 5 minutach, utykając na przednią łapę i z uszami położonymi po sobie.
To nic poważnego, ale to już kolejny raz.
Od pewnego czasu zachowanie naszego kota się zmieniło. Jest mniej czuły, interesuje go tylko jedzenie i spanie, a zdarza się nawet, że nas gryzie!
Nigdy wcześniej tego nie robił, jak był młodszy.
Często, kiedy go głaszczemy (po grzbiecie), wydaje się, że chce uciec, syczy na nas i gryzie.
Chciałabym wiedzieć, co się z nim dzieje...
Czy to możliwe, że inny kot przejął jego terytorium i on nie ma już swojego miejsca?
Czy to może być jakaś forma depresji?
Z góry dziękuję za wasze odpowiedzi...