Cześć,
moja 5-miesięczna kotka jest świeżo po sterylizacji (ma dwie rany, po jednej na każdym boku). Ma duży opatrunek wokół brzucha, ale zupełnie go nie akceptuje. Zabieg miała o 9 rano, a już o 19 wyciągnęła wystający kawałek kompresu i gorączkowo lizała bandaż, próbując wyrywać sobie sierść.
Ponieważ udało jej się poluzować fragment opatrunku, pani weterynarz dała mi kołnierz. Pierwszego dnia to ją uspokoiło, ale dzisiaj (zabieg był we wtorek rano, mamy czwartek, czyli 2 dni po operacji) znalazła sposób, żeby lizać i wyszarpywać sierść przy bandażu, nawet mając na sobie kołnierz.
Weterynarz powiedziała mi, że opatrunek musi zostać przez 10 dni. Co o tym sądzicie? Mam wrażenie, że to przynosi odwrotny skutek i że byłaby znacznie spokojniejsza, gdyby go nie miała.
Czy wy też mieliście takie „trudne” koty, jeśli chodzi o opatrunki? Ciągłe pilnowanie jej i patrzenie, jak się męczy, jest wykańczające.
Wielkie dzięki!
