Cześć!
Mam dość uciążliwy problem z moim persem. To rasa długowłosa, więc trzeba dbać o jego futro i go strzyc, bo inaczej robią mu się kołtuny.
Problem polega na tym, że on w ogóle nie daje przy sobie nic zrobić, jeśli chodzi o strzyżenie. Panikuje na sam dźwięk maszynki i jej wibracje. Robi się wtedy agresywny, próbuje uciekać, wyciąga pazury i gryzie.
Ostatnio groomerka, do której zabrałam kota na pełne strzyżenie, nie była w stanie dokończyć pracy. Udało się ostrzyc tylko tył.
Mimo że pomagałam go trzymać, zdołał się wyrwać – tak strasznie się szarpał.
Mój kot nie jest agresywny z natury, ale myślę, że po prostu panicznie boi się maszynki i tych wibracji na ciele.
Może ktoś go męczył podobnym urządzeniem albo takim hałasem, jak był mały?
To kot, którego mój siostrzeniec zgarnął z ulicy. Miał wtedy pewnie około roku (teraz ma 6 i pół).
Mój kot nie jest wykastrowany, ale jest bezpłodny (ma tylko jedno jądro).
Wychodzi wieczorami i jest łowcą.
Mało się bawi i nie jest zbyt miziasty.
Nie wiem już, co robić. Czy trzeba go poddać narkozie do zabiegu? Jakoś unieruchomić?
Czy mogłabym go ostrzyc maszynką ręczną? Ale tutaj też pewnie będzie ciężko, bo on nie pozwala się dotykać przy żadnych zabiegach (np. przy czesaniu). Co więcej, jeśli trzymam go zbyt długo, zaczyna się dusić przez mruczenie, które robi się tak silne, że aż sapie i ciężko oddycha... Wtedy go puszczam. I co tu zrobić? Ten problem jest podobno specyficzny dla tej rasy (mieszanka persa z kotem angielskim).
To tyle. Dzięki za wasze odpowiedzi!

