Dlaczego koty tak ładnie pachną?
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Haha NiniMichel, no w takim przypadku to na pewno! ;)) Chodziło mi o to, że koty z natury ładnie pachną w porównaniu do psów czy fretek, które mają intensywny i niekoniecznie przyjemny zapach ciała.
Mojej Felii zdarzało się to samo, jak była mała i nie czesałam jej wystarczająco często – robiły jej się kołtuny na pupie i tylnych łapkach. Ona też ani trochę nie lubiła czyszczenia tyłeczka! ;)
Edit: "Sorki za tę historyjkę, kot też może śmierdzieć... LOL"
Osobiście też uważam, że one chłoną zapachy z otoczenia, bo jak moja Luna i mój Pimousse pachną karmą, to od razu wiem, skąd przyszły ^^ Tak samo ze żwirkiem, za to po „kupce” uwielbiam ich zapach lawendowego żwirku :) Pachnie super...
Poza tym to tak, zazwyczaj kot zawsze ładnie pachnie, oprócz tego jednego razu, kiedy Pimousse... miał przyklejoną niespodziankę ^^ O rany, ale to był zapach!! :) Musiałam biedaka wyczyścić, z czego zresztą nie był zbyt zadowolony :D
Wybaczcie tę historyjkę, ale to tylko dowód na to, że kot nie zawsze pachnie tak fiołkami... LOL
Oooo... Kociaki tak cudnie pachną........................................!!
;)) Melly
Najpierw pitu-pitu XD
Wcale się nie dziwię, skoro jest taka śliczna! A jeśli do tego daje przy sobie wszystko zrobić! Hihi, przesłodka, te jej oczy zbitego psa lol
No wiem, to po prostu koochanie, ta moja słodka! U weterynarza robi prawdziwą furorę, obaj asystenci miziają ją i dopieszczają bez końca. Trzeba przyznać, że nawet wąsem nie drgnie, tylko patrzy na nich tymi swoimi wielkimi, błagalnymi oczami: „Proszę państwa, nie zrobicie mi krzywdy, co?”
No dobra, dobra :( XDD
Zupełnie nie wiem, czy mój tak robi^^ Ale z Réglisse mam święty spokój, a i tak u weterynarza jest już „sławny” -_-' Aż za bardzo... Za każdym razem, gdy lekarka mnie widzi, jest: „O, ten czarno-biały kot, TEN kot, hej (i woła asystentkę), pamiętasz go, jak on się nazywał, Réglisse! No wiesz, ten, któremu po kastracji zrobił się ten grzyb!”. Odpowiedź asystentki: „no tak, tak, niezły był z niego aparat, zapisał się w historii” => I wtedy czuję się taka malutka xdd Zwłaszcza jak przychodzę kupić Feliway XD Masz szczęście z tą swoją Félią!
Nie ma mowy! Razem to ogarniemy! No co ty... ;)
Nie wiem, czy to reguła, czy po prostu zależy od gabinetu, ale mój weterynarz nie bierze pieniędzy za pomoc przy czesaniu czy obcinanie pazurków. W sumie to nie on sam to robi, tylko któryś z asystentów. Pewnie zacząłby ********, gdybyśmy wpadali tam co miesiąc, ale przy mojej furii na widok transportera raczej nam to nie grozi! ;)