Nie do końca rozumiem okoliczności na samym początku.
Na spacerze pies jest na smyczy czy bez?
Myślę, że spacer powinien wyglądać tak:
* bez smyczy tam, gdzie pies nie naraża się na niebezpieczeństwo – wtedy dajesz mu żyć własnym życiem i wąchać do woli: tutaj nie ma pola do żadnego konfliktu /
* na smyczy, przy nodze, krótka smycz trzymana pionowo, tak żeby nie mógł wsadzić nosa w ziemię, gdy tylko swobodne bieganie przestaje być bezpieczne: tutaj też nie ma mowy o konflikcie, jeśli nauczysz się, jak dobrze trzymać smycz.
Nie zrozumiałem, na czym polegały te „głupoty” twojego psa podczas spaceru, ani dlaczego kazałaś mu robić „waruj” w trakcie przechadzki. Wybacz, ale z twojego opisu trudno mi było zwizualizować sobie tę sytuację.
– Jeśli chodzi o spojrzenia przechodniów, postanów raz na zawsze, że masz to gdzieś, od razu poczujesz się lżej.
– Jeśli pies cię ugryzł, to nie jest czas na analizowanie popełnionych błędów, tylko na jasne pokazanie mu, że tak to nie będzie wyglądać i że jesteś od niego silniejsza. Wtedy tak, bardzo stanowcze przytrzymanie go w pozycji uległej, aż pies się uspokoi, wydaje mi się niezbędne.
Spaceruję z psem i na smyczy, i bez niej. Wszystko dależy od tego, gdzie akurat jestem: w lesie czy w mieście.
Tutaj piszę o momentach, kiedy pies jest BEZ smyczy i zjada coś niedobrego lub wręcz niebezpiecznego, a ja chcę go powstrzymać. Efekt: ucieczka, powarkiwanie, ugryzienie. Za każdym razem próbuję go wyprzedzić komendą „puść”, ale nie zawsze to działa. Wtedy on ucieka z tym, co znalazł, i to połyka. Zjada wszystko, co leży: stare jedzenie, końskie odchody... To właśnie nazywam „głupotami”. Nie krzyczę na psa o byle co, ale w takich sytuacjach to może być dla niego naprawdę groźne.
Nie robię mu żadnych ćwiczeń z warowania. Po prostu wymuszam pozycję „waruj”, kiedy zaczyna na mnie warczeć. Każę mu się położyć, czekam, aż się uspokoi i wtedy go chwalę. Oczywiście, że go nie głaszczę, jeśli przed chwilą mnie ugryzł. Jeśli dojdzie do ugryzienia, mówię „nie” i przytrzymuję mu głowę przy ziemi, żeby zmusić go do pozostania w pozycji leżącej, potem go puszczam, czekam kilka minut i z powrotem zapinam go na smycz na dalszą część drogi.
Moje pytanie brzmi: czy moja postawa jest właściwa? Czy według waszego doświadczenia istnieje inne, lepsze wyjście? Bo mimo że robię tak za każdym razem, nie widzę żadnej różnicy.
Może tak jak pisała Irisea14, powinnam go trzymać na smyczy już do końca spaceru, kiedy mnie ugryzie, a nie tylko na pewnym odcinku trasy.
Cześć, mam mixa amstaffa wziętego ze schroniska, więc rozumiem, o czym mówisz. Ja skorzystałam z pomocy behawiorysty – tylko on będzie w stanie ci naprawdę pomóc i jako jedyny specjalista udzielić najlepszych odpowiedzi. Moja sunia na spacerach bywa czasem nie do zniesienia, ale kiedy trzeba było przyciągnąć jej uwagę, żeby np. wróciła do nogi, trzeba było jej pokazać, że powrót do nas to nie więzienie, tylko nagroda. Moja uwielbia patyki, więc jak wraca, to się z nią nim przeciągamy, bawimy i hop, znowu wolność, a potem powtórka. Myślę, że twój pies ma złe nawyki, spróbuj pracy z nagrodami, ale do tego lepiej mieć specjalistę, bo nie wolno ich dawać w złym momencie. Zerknij sobie np. na filmiki Esprit Dog, mają dobre rady i pokazują mnóstwo różnych sytuacji... Krótko mówiąc – nie jestem ekspertem, ale to, co mi pomogło i pomaga nadal, to behawiorysta. Straciłaś zaufanie psa i musisz je odzyskać... Powodzenia!