Jestem szczęśliwym właścicielem 3-miesięcznej suczki owczarka australijskiego.
Chciałbym zrozumieć niektóre z jej zachowań:
– ataki szału (głupawka):
Nagle i bez wyraźnego powodu moja mała dostaje szajby, przestaje słuchać, skacze wszędzie, gryzie wszystko, co nawinie jej się pod nos, odmawia chodzenia na smyczy, robiąc przy tym „koziołki” itp. Dzieje się to oczywiście w domu, ale też podczas dłuższych spacerów (na początku, w środku albo na samym końcu).
Jeśli chodzi o wychodzenie, to wychodzi 6-8 razy dziennie, z czego przynajmniej 3 spacery trwają po 30 minut (poza weekendami, kiedy spacery są dłuższe, bo bierze udział w naszych wypadach). Tak poukładałem sobie godziny w pracy, żeby nie była sama dłużej niż 3,5–4 godziny z rzędu i to tylko przez 4 dni w tygodniu. Nic więcej nie jestem w stanie wycisnąć.
W przyszłości, kiedy już będzie mogła, będzie ze mną biegać 3 razy w tygodniu + od czasu do czasu wspólne wypady na rower.
Czy to normalne u szczeniaka w tym wieku?
Czy to zachowanie będzie się nasilać, czy raczej minie z wiekiem?
Macie jakieś sposoby, żeby ją uspokoić? (próbowałem już zabawy, smaczków i przytulania).
Dzięki!
Franck
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Cześć, właśnie zamieszkał u mnie owczarek australijski i ona też miewa takie napady szaleństwa. Jestem w domu, regularnie ją wyprowadzam, zabieram na spacery, bawimy się w gry edukacyjne... no po prostu robię dla niej wszystko, co mogę, a ona i tak momentami sama się nakręca. Najgorzej jest, jak wracamy ze spaceru albo po jakimś wysiłku – wydawałoby się, że powinna być wtedy zmęczona i spokojna, a ona właśnie wtedy dostaje największej głupawki...?? Czasem rzuca się na miskę z wodą i wszystko wylewa, nie da się jej powstrzymać! Do tego dość często się drapie, mimo że wszystko wydaje się w normie (byliśmy u weterynarza, jest odrobaczona, ma preparaty na pasożyty itd.). Przyznam, że trochę mnie to stresuje... nie bardzo wiem, co robić? Ma trzy miesiące.
Dzień dobry, widzę, że Twój post jest sprzed roku. Jak sytuacja wygląda dzisiaj? :) Mamy szczeniaka w wieku 4,5 miesiąca i jest naprawdę ciężko.
Osobiście pamiętam te ataki szaleństwa u mojego poprzedniego psa i radę moich rodziców: dać jej ulubioną zabawkę, najlepiej piłkę na sznurku, i po prostu ją ignorować. Od dwóch tygodni mam u siebie małą sunię, która niedługo skończy 3 miesiące. Pewnie mnie wygwiżdżecie, ale żeby zapanować nad emocjami i uniknąć ciągłego krzyczenia „NIE” czy wrzasków, zrobiłem rulony z gazet, którymi uderzam w meble, żeby wydać dźwięk, i dodaję do tego bardzo stanowcze „NIE”. Dzięki temu mam różne stopnie tego zakazu: ten ostrzegawczy „NIE, nie wolno” i ten zapowiadający karę (NIE! NA MIEJSCE!).
Teraz wystarczy, że tylko wezmę rulon do ręki – a przecież jej nie bijemy, co najwyżej dotykamy gazetą zakazanego przedmiotu – a ona już reaguje i słucha. Po jakichś 15 sekundach takiego „stania oko w oko” rozładowujemy napięcie pieszczotami i pochwałami. To ważne, żeby odpuścić, żeby szczeniak nie nakręcał się za mocno przez te kolejne zakazy.
Wracając do tych jej „głupawek” – trzymam dyskretnie gazetę pod ręką i obserwuję małą kątem oka, zajmując się swoimi sprawami. Jeśli bawi się swoją zabawką, nic nie mówię. Jeśli atakuje legowisko albo robi inne psoty, pada „NIE” z użyciem gazety, żeby ją zastopować, a gdy tylko zajmie się zabawką – mocno ją chwalę. Jeśli złapie coś zakazanego, mówię „NIE”, a potem trzeba to delikatnie odebrać, oferując w zamian jej własną zabawkę.
Dobrze, dziękuję za radę. Będziemy więc dalej próbować z tą izolacją w kuchni, mimo że musimy go tam zanosić za kark, a to daje mu okazję, żeby się na nas odgryzać, kiedy to robimy.
Rey robi to samo – odwraca się, kiedy bierze się ją siłą za obrożę albo za skórę na karku.
Ja się ciągle boję o moje dzieci, bo my sami na razie jeszcze jakoś nad tym wszystkim panujemy.
Dajcie znać, co u Was, jeśli chcecie. Zawsze dobrze jest wymienić się doświadczeniami, zobaczyć, co działa, a co nie, i po prostu się wspierać.
Dzięki Emla za rady!!!
Dobrze, dziękuję za radę. W takim razie będziemy dalej próbować z tą izolacją w kuchni, mimo że musimy go brać za kark, a to daje mu okazję, żeby się na nas odgryzał, kiedy to robimy.
Jeśli izolacja działa, to trzeba być wytrwałym, nawet jeśli oznacza to odosobnienie na 5 minut, powrót na kwadrans, ponowną izolację na 5 minut itd.
Przy szczeniakach kluczem jest właśnie konsekwencja – nawet jeśli mała wraca do ataku 100 razy, Ty musisz zareagować 101 razy.
Więc jeśli po izolacji wychodzi spokojna, nawet jeśli to nie trwa długo, nie odpuszczaj. To właśnie ta metoda sprawia, że zaczyna ona analizować swoje zachowanie.
Próbowaliśmy spryskiwacza z wodą, ale ona na niego szczeka i powarkuje tak głośno, że aż uszy pękają.
Codziennie bawimy się z nią piłką (z naszej inicjatywy) i w przeciąganie szarpakiem, mimo że puszcza zabawkę od razu na komendę. Przestaliśmy się tak bawić, kiedy te jej ataki szału zaczęły się nasilać – baliśmy się, że to ją jeszcze bardziej nakręca do gryzienia.
Próbowaliśmy już przytrzymywać jej pysk, jak chce nas złapać, ale jak tylko puszczamy, to znowu nas gryzie.
Szczypanie w udo też już było, a jak zaczynałem się jej bać, to nawet kładłem ją siłą na plecy. To wszystko tylko pogarsza sprawę. W tych jej momentach szaleństwa absolutnie nic nie działa. Za to w ciągu dnia, jak się za bardzo nakręci albo chce podgryzać, to szybko reaguje na stanowcze „NIE” albo złapanie za kark itp.
Wieczorem po prostu nie da się jej poznać. Zaczyna też kręcić się w kółko i gryźć własny ogon, kiedy jest sfrustrowana.
Jedyna rzecz, która ją uspokaja, to zamknięcie jej na kilka minut w małej kuchni. Wychodzi stamtąd spokojna, ale robimy tak, odkąd była mała, kiedy już zupełnie nie szło jej opanować. Na dłuższą metę widać jednak, że to nie jest rozwiązanie, bo jej zachowanie się pogarsza. Ostatnio u sąsiadów też zaczęła trochę świrować i co wtedy – mamy prosić sąsiadów o udostępnienie kuchni? Lol
Jestem już tak bezsilny wobec jej zachowania, że zupełnie go nie rozumiem. Próbowaliśmy zapewniać jej w ciągu dnia i więcej, i mniej zajęć, ale nie ma żadnej różnicy, jeśli chodzi o to jej wieczorne szaleństwo.