Zwracam się do Was, bo po przejrzeniu kilku stron w Google nie znalazłam do końca odpowiedzi na moje pytanie...
Adoptowałam mojego wilka kilka miesięcy temu, w styczniu skończy dwa lata. To, co mnie niepokoi, to fakt, że (rzadko) zdarza mu się załatwić w domu – i to głównie te „większe potrzeby”. Oczywiście nie byle gdzie, tylko prosto na wykładzinę ^^ Pracuję od poniedziałku do piątku od 8:00 do 16:00, ale płacę pewnej dziewczynie, która wyprowadza go na dwu- lub trzygodzinne spacery w ciągu dnia, kiedy jestem w pracy. Oprócz tego rano wychodzę z nim na pół godziny, wracam też w południe na kolejne pół godziny, a wieczorem spacer trwa zazwyczaj godzinę. Ma więc spokojnie cztery godziny biegania na zewnątrz. Rano załatwia się na dworze, a mimo to, kiedy wracam w południe, od czasu do czasu znajduję tu i ówdzie niespodziankę... i to takich rozmiarów, jakby narobił słoń -_- Nie chcę go za bardzo karcić, bo nie mam pewności, czy zrozumie, skoro nie złapałam go na gorącym uczynku. Zazwyczaj zamykam go w innym pokoju, żeby nie widział, jak po nim sprzątam (żeby nie myślał, że to coś normalnego), ale nie bardzo wiem, co robić. Zastanawiam się, czy to przez moją nieobecność... bo ta dziewczyna przychodzi z nim na spacer zaraz po tym, jak ja wychodzę po swojej przerwie w południe. Kiedy jestem w domu, nigdy tego nie robi, ale co ciekawe, jeśli w domu są inni ludzie (a mnie nie ma), to i tak potrafi nabrudzić. Nie mam wrażenia, żeby to była jakaś nagła potrzeba. Nie wiem dokładnie, jak to wyglądało u jego poprzednich właścicieli – odkupiłam go od pana, który nie chciał się już nim zajmować.
Macie może pomysł, dlaczego on się tak zachowuje?
Z góry dziękuję za Wasze odpowiedzi...
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Karcenie psa to kiepski pomysł, nawet jeśli tylko trochę na niego nakrzyczysz. Pies zacznie się wtedy po prostu chować, żeby załatwić swoje potrzeby!! Najlepiej zamykaj go w klatce, kiedy nie ma cię w domu. Opiekunka go wypuści, jak tylko przyjdzie, a potem z powrotem go tam schowa – i hop, żadnych szkód ani niepotrzebnych nerwów, i wszyscy będą zadowoleni.
Clever, wkładanie pyska psa w siki albo nawet trzymanie go tuż nad nimi zupełnie nic nie daje i każdy dobry weterynarz czy behawiorysta ci to powie. Co więcej, musisz złapać psa na gorącym uczynku, a nie godzinę po fakcie, bo zwierzak nie będzie już pamiętał, co zrobił, i nie zrozumie, dlaczego go karcisz. Wkładanie mu nosa w siuśki wcale nie sprawi, że nagle coś sobie przypomni. Takie zachowanie może wręcz wywołać u niego dodatkowe problemy behawioralne. Możliwe, że twój pies po prostu stresuje się podczas twojej nieobecności i dlatego załatwia potrzeby w domu. W takiej sytuacji najlepiej byłoby skontaktować się z psim behawiorystą. Cokolwiek by się nie działo, nie można karać psa, bo on nie wie, że zrobił coś źle. Możesz ewentualnie dawać mu smakołyki, jeśli po twoim powrocie w domu jest czysto, ale on i tak może nie do końca zrozumieć, za co dokładnie je dostaje.
Nie ma jej od 8:00 do 18:00, więc nie przyłapie go na gorącym uczynku, zwłaszcza że pies przecież nie załatwi się przy właścicielu. Jasna sprawa, że nikt nie lubi krzyczeć na swojego psa, ja sam pierwszy. Wyjaśnię jeszcze raz, co miałem na myśli: nie chodzi o to, żeby wciskać mu nos w to, co zrobił. Trzeba po prostu zbliżyć mu pyszczek do tego miejsca – logiczne, że będzie próbował się wyrywać. Wtedy trzeba mu powiedzieć głośniejszym tonem, że nie wolno tak robić. Po pewnym czasie na pewno skojarzy, że jeśli znowu załatwi się w domu, to czeka go ta sama śpiewka.
Clever, pies kojarzy fakty w danym momencie, a nie godzinę później. Wtykanie mu nosa w to, co nabroił, to bardziej znęcanie się niż wychowanie. Jeśli Twój pies wywija takie numery, to znaczy, że jest jakiś problem z hierarchią, a zdjęcie, które nam pokazałeś, jest na to twardym dowodem. W rzeczywistości Twój pies kładzie Ci łapę na twarzy – dla Ciebie to pewnie wielkie przytulasy, ale niestety to oznaka dominacji ze strony psiaka.
Powinieneś skonsultować się z behawiorystą. Moja Gaina (owczarek niemiecki) zostaje sama w mieszkaniu od 8:00 do 18:00 i nie ma żadnych szkód ani sikania. Po powrocie za to zawsze jest konkretny spacer!
Osobiście zupełnie nie zgadzam się z pomysłem zanoszenia go tam – on po prostu poczuje, że mu grozisz, i nie skojarzy tego z faktem, że to jego sprawka!
Warto byłoby jednak sprawdzić, ile razy dziennie się załatwia i czy to jest normalne... Może zwróć uwagę na pory karmienia? Zazwyczaj potrzeba pojawia się od kilku minut do kilku godzin po jedzeniu, więc spróbuj może karmić go w południe, żeby załatwił się podczas popołudniowego spaceru...
I w każdym przypadku mocno go nagradzaj, gdy załatwi się na zewnątrz (smaczek, pogłaskanie, piłeczka czy cokolwiek innego, co lubi)... Zrozumie wtedy, że bardziej opłaca mu się robić to na dworze...
Jak wracasz i w domu jest czysto, daj mu w nagrodę jakiś smaczek. Jeśli jednak się załatwił, to wiadomo, że trzeba podnieść głos i go tam zaprowadzić, bo inaczej nigdy tego nie skojarzy. Duży pies w mieszkaniu brzmi jak spore wyzwanie, ale widać, że jesteś dobrze zorganizowany. Myślę, że może być też tak, że po prostu mu Ciebie brakuje, albo to kwestia fizjologiczna i psiak nie potrafi wytrzymać tak długo, jak by chciał. Mam nadzieję, że to jednak nie to?
Ja bym powiedziała, żebyś spróbował pogadać z behawiorystą, tak po prostu po kilka porad.
Wiem, że to nie jest łatwe, sama mam kilka psiaków i każdy ma swoje „odpały”: ale rozumiem cię, bo jeden z moich samców jak tylko wejdzie do środka, to od razu siku! I to mimo że moje psiaki całe życie spędzają na dworze!!!! Mnie mówią, że on „znaczy teren” albo że to po to, żeby zwrócić na siebie uwagę i naprawdę myślę, że to właśnie o to chodzi!!!
Hej! Kiedy rok temu adoptowałam moją suczkę, to jak wychodziłam tylko na zakupy, nic nie brudziła w domu. Ale kiedy nie było mnie dłużej niż trzy albo cztery godziny, to zostawiała mi dwie „niespodzianki” – jedną w pokoju syna na dywanie i drugą tak samo na dywanie w salonie. Jak wracałam do domu, to podchodziła do mnie cała przerażona, kuliła ogon i mrużyła oczy, bo bała się, że ją uderzę. Mówiłam jej, że nic się nie stało, że przecież każdemu może się zdarzyć. Od dwóch miesięcy już tego nie robi, więc myślę, że po prostu potrzebowała czasu, żeby się przyzwyczaić.