Jeśli chodzi o szczury, to miałem z nimi do czynienia jakiś czas temu i zorientowałem się tylko dzięki mojemu psu.
Pewnego wieczoru czytałem sobie w łóżku ze stoperami w uszach, a mój pies leżał obok na podłodze.
Nagle się podniósł i zaczął się wpatrywać w stronę drzwi do sypialni, w sufit, sam nie wiem dokładnie gdzie. Pomyślałem, że pewnie usłyszał jakiś hałas, ale zaraz się znowu położy.
Tyle że 5 minut później on wciąż był w pełnej gotowości, z postawionymi uszami, bez jakiegoś szczególnego strachu, po prostu był bardzo czujny.
Zdecydowałem się wyjąć stopery i wtedy usłyszałem coś w rodzaju chrobotania.
Wydawało mi się, że to dobiega z kuchni, pomyślałem, że to może napoczęta zgrzewka wody i jakaś butelka się wysuwa. Poszedłem sprawdzić, ale to nie to. Zresztą jak tylko wstałem, zapadła cisza, hałas ustał, co nasunęło mi myśl, że to coś żywego, ale mój umysł odrzucał tę wersję. Nie, nie, nie, tylko nie SZCZURY u mnie w domu!
Zrobiłem obchód, nic nie widzę, więc wracam do łóżka. Stopery w uszy.
10 minut później mój pies wycina mi ten sam numer. Tym razem od razu wyjmuję stopery i znowu słyszę ten dźwięk.
Próbuję wstać powoli, ale hałas błyskawicznie ustaje. Szukam wszędzie i nic.
Już miałem znowu iść spać, kiedy dotarło do mnie, że ani razu nie sprawdziłem toalety.
Otwieram drzwi i widzę na podłodze coś jakby białe konfetti. Podnoszę głowę i wtedy zrozumiałem – siedziały głównie nad drewnianą zabudową, którą szczury albo myszy próbowały przegryźć, żeby zrobić sobie przejście.
Myślę, że jeśli prześpicie się jedną noc na dole, to po odgłosach, jakie wydają, szybko się zorientujecie, czy macie szczury lub myszy.
Dobrze byłoby wykluczyć ten trop na samym początku.