Kilka dni temu, gdy byłam na spacerze ze swoją suczką (12-letni parson jack russell) na smyczy, została ona zaatakowana przez staffika (Staffordshire Bull Terriera).
Nawet nie zdążyłam się zorientować, co się dzieje – staffik (bez smyczy) zaszedł nas od tyłu i zaatakował. Cała scena była niesamowicie brutalna. Pies wgryzł się mojej suczce w kark i trzymał przez długie sekundy, które dla mnie trwały wieczność. Ewidentnie chciał ją zabić.
Właściciel staffika przybiegł i próbował go zmusić do puszczenia, krzycząc na niego i kopiąc go.
Cudem pies w końcu puścił, dzięki czemu moja suczka mogła się uwolnić. Żyje, ale jest bardzo przerażona.
Właściciel psa nawet nie przeprosił. Gdy zobaczył, że zaczynam dzwonić na policję, szybko zaprowadził psa do domu, po czym wrócił, żeby ze mną porozmawiać.
W międzyczasie schroniłam się u sąsiada, który słysząc krzyki, wpuścił mnie do środka.
Potem wywiązała się jakaś surrealistyczna rozmowa z tym właścicielem. To 18-letni chłopak, który kompletnie nie zna rasy swojego psa – na początku powiedział mi, że to staff (czyli rasa z listy agresywnych), że ma go od niedawna i że pies był szkolony do walk...
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Przeżyłem/-am dokładnie tę samą sytuację co ta osoba z jej 12-letnim parkonem, z tą różnicą, że właściciel był w domu, a staff biegał całkowicie wolno – bez obroży, bez smyczy – i trwało to ponad 20 minut. Celem staffa było zabicie mojego psa.
Następnego dnia porozmawiałem/-am z właścicielem, który powiedział mi, że ona chciała się tylko pobawić…!!! Ten facet ma partnerkę, która zajmuje się opieką nad dziećmi…
Za młody i zbyt niedoświadczony, żeby mieć takiego psa, którego zresztą odebrał ze schroniska, bo był maltretowany.
W efekcie nie wychodzę już z psem na spacery, bo boję się kolejnego ataku… A pies agresor dość często ucieka. Co robić????
To są teraz modne rasy, więc to normalne, że zdarza się więcej wypadków. To trochę tak jak z owczarkiem australijskim – często spotykam takie „agresywne” egzemplarze, bo to nie są psy, które powinny trafiać w ręce byle kogo, a skoro są w modzie, to jest ich coraz więcej. Idąc Państwa tokiem myślenia, to ja mogłabym prosić o wpisanie na listę ras agresywnych wszystkich jack russelli – moja sunia była atakowana mnóstwo razy, mimo że sama jest łagodna... Możemy też dorzucić akity, bo u mnie we wsi dziecko było o krok od śmierci przez akitę. W gruncie rzeczy wszystkie rasy powinny być na takiej liście, jeśli po każdym ataku mielibyśmy tam dopisywać kolejną… A u tych właścicieli, którzy faktycznie trzymają się tych przepisów, psy kończą z totalnym świrem, bo są sfrustrowane (brak kontaktów z innymi psami, brak możliwości wybiegania się). A co do tego staffika u Państwa pod blokiem, to po prostu trzeba iść i zgłosić sprawę na policję.
Skoro nie ma przepisów kategoryzujących staffiki, to znaczy, że wcale nie są takie niebezpieczne. Nie bardziej niż jakakolwiek inna rasa. Przecież nazywa się je „nanny dog”, bo są niesamowicie czułe dla dzieci. To, że niektórzy właściciele kompletnie sobie z nimi nie radzą, nie znaczy, że wszystkie są agresywne.
Nawet jeśli masz za sobą koszmarne doświadczenia ze staffikiem, to nie powód, żeby wrzucać wszystkie do jednego worka. Mam sunię staffika i jeśli chcesz wiedzieć, to zazwyczaj staffiki, jak są małe, są tak podekscytowane, że nie przestrzegają psich sygnałów i bywają atakowane, przez co później zaczynają się bać i stają się agresywne. Poza tym to dawne psy do walk, więc tak, zwłaszcza u samców, pewne instynkty czasem biorą górę. Zgadzam się, że w niewłaściwych rękach staffiki bywają niebezpieczne, ale czy nie dotyczy to każdego psa? Okej, w relacjach z psami to może nie są aniołki, ale dla ludzi – jak najbardziej! To super łagodne zwierzaki, zwłaszcza wobec dzieci, zawsze chętne do zabawy, straszne pieszczochy itd. Szczerze mówiąc, u mojej suni przez 4 lata nigdy nie widziałam agresywnych skłonności. A co do przepisów o listach ras, ta ustawa nie ma sensu, bo żaden pies nie powinien cierpieć przez prawo tylko pod pretekstem, że potencjalnie może stanowić zagrożenie.
No właśnie po to są przepisy, żeby unikać niebezpieczeństw. Niedawno miałem fatalne doświadczenie, a to tylko najgorszy przypadek z całej serii incydentów z tą rasą.
Poza tym wpisanie na listę nie krzywdzi psa, tylko pozwala na selekcję właścicieli i wymusza środki bezpieczeństwa, które wydają mi się całkowicie niezbędne.
W tej chwili ten pies wciąż biega luzem pod moim domem i aż strach wychodzić z własnym psem, który JEST łagodny, socjalny, chodzi na smyczy, a po ostatnim ataku wciąż ma pokiereszowaną szyję.
Nawet jeśli masz za sobą fatalne doświadczenia ze staffikiem, to nie powód, żeby wrzucać wszystkie psy tej rasy do jednego worka. Sama mam stafficzkę i jeśli chcesz wiedzieć, staffiki za młodu są zazwyczaj tak nakręcone, że nie ogarniają psich sygnałów i przez to bywają atakowane. Później zaczynają się bać i mogą stać się agresywne. Do tego dochodzi fakt, że to dawne psy bojowe, więc tak – zwłaszcza u samców pewne instynkty mogą brać górę. Zgadzam się, że w niewłaściwych rękach staffiki są niebezpieczne, ale czy nie dotyczy to każdego psa? Może w relacjach z innymi psami nie zawsze są aniołkami, ale dla ludzi – jak najbardziej! To super łagodne zwierzaki, zwłaszcza wobec dzieci, zawsze chętne do zabawy i wielkie pieszczochy. Osobiście u mojej suni przez 4 lata nigdy nie widziałam przejawów agresji. A co do przepisów o kategoryzacji ras, to ta ustawa nie ma sensu – żaden pies nie powinien cierpieć z powodu prawa opartego jedynie na przypuszczeniu, że może stanowić zagrożenie.
Faktycznie, mam mnóstwo problemów ze staffikami. To teraz bardzo modne psy, szczególnie wśród pewnego typu nieodpowiedzialnych ludzi, których fascynuje przemoc. W Anglii była nawet debata, żeby wpisać je na listę ras agresywnych, ale niestety propozycja nie przeszła. To psy z wyraźną tendencją do agresji, zwłaszcza samce. Mam samca border collie, który jest regularnie atakowany przez te małe gówn***, mimo że sam jest mega towarzyski i przyjacielski. O mało co nie zabił go staffik z okolicy – złapał go za gardło i dosłownie dusił. Miał aż wywrócone, przekrwione oczy, mój pies po prostu umierał na moich oczach. Wszystkiemu przyglądały się dwie 15-letnie dziewczyny z taboru, które w ogóle nie próbowały powstrzymać swojego psa. Stwierdziły tylko, że i tak nie puści, bo jest „trenowany”. Musiałem go kopać piętami, żeby w końcu rozwarł szczęki. Koszmar.
Dzień dobry,
nie śledziłem wszystkich dyskusji, zwłaszcza tych dotyczących innego posta, ale wypowiem się w tym wątku.
Na pewno bardzo się przestraszyłeś, to jasne. Musisz teraz szybko odzyskać pewność siebie w kontaktach z innymi psami. Może warto też, żeby Twój pies mógł pobiegać luzem z jakimiś dobrze ułożonymi psimi kumplami, którzy znają psie kody.
Mój pies też przeżył takie bezpodstawne ataki jak Twój – a waży 43 kg i ma 69 cm w kłębie – i mogę Ci powiedzieć, że za każdym razem kończyło się to ranami i krwią, niezależnie od wielkości drugiego psa. Rzeczywiście, gdyby ten staffik chciał zagryźć lub poważnie zranić Twojego psa, na pewno by to zrobił.
To zgrywanie „twardziela” i robienie ze swojego niewychowanego i nieposłusznego staffika groźnego „psa bojowego” jest żałosne, ale dość typowe. To po prostu dzieciak, który zgrywa kozaka (choć trzeba przyznać, że wrócił pogadać i zostawił swoje dane). Gwarantuję Ci, że gdyby to był pies szkolony do walk, Twój biedny psiak pewnie by nie przeżył. To tylko dzieciak, który pręży muskuły, mając u boku źle wychowanego staffika, i nie potrafi się przyznać, że wychowanie psa kompletnie go przerosło.
Niestety mój pies kiedyś sam skoczył na innego (na niekastrowanego jamnika, który zawsze go obszczekiwał i był trochę upierdliwy). Oba były na smyczy, ale smycz jamnika pękła. W ciągu zaledwie 5 sekund mój pies zaatakował i zanim zdążyliśmy ich rozdzielić (mój był na smyczy), jamnik miał już sporą dziurę i kulał. Rany powstają błyskawicznie, nawet jeśli pies nie jest „maszyną do walki”. Jak chcą ugryźć, to gryzą. (Uspokoję Cię, jamnik ma się dobrze, zabraliśmy go do weterynarza na szycie i podanie leków przeciwzapalnych, a koszty pokryło moje ubezpieczenie mieszkania).
Zmierzam do tego, że:
Kiedy Twój pies zostanie zaatakowany (czy to z zaskoczenia, czy w trakcie jakiejś „spiny”), to zawsze jest szok. Wygląda to przerażająco.
Policja nie przyjmuje zgłoszenia, bo nie chcą psuć statystyk bezpieczeństwa w gminie przez psią bójkę, która nie skończyła się tragedią (choć nie umniejszam temu, jak bardzo się bałeś).
Co do zwrotu kosztów za weterynarza – szczerze mówiąc, myślę, że to walka z wiatrakami. A czy warto próbować uczyć tego młodego człowieka zasad współżycia społecznego... sam musisz ocenić, czy chcesz tracić na to czas i energię.
Jeśli chodzi o tego staffika, to jest to pies, który nie zna psich kodów i nie słucha komend, a biega bez smyczy po okolicy. Są dwa możliwe scenariusze: albo właściciel jednak trochę się wystraszył i od teraz pies będzie częściej na smyczy lub zacznie z nim pracować... albo będzie tak dalej, aż pojawią się kolejne zgłoszenia, które w końcu będą miały jakąś wagę.
[quote=Docline]@Emilie_emilie, wydaje mi się, że ma Pani spore zacięcie do wywoływania polemik, sądząc po Pani sposobie na odgrzewanie sporów. Szkodzi to merytoryce postu, całemu portalowi i sprawie zwierząt. Proszę wziąć to pod uwagę.
Jeśli o mnie chodzi, to doskonale zrozumiałam tę zasadę. Wasza mała grupka zdecydowała, jaka jest jedyna dopuszczalna odpowiedź pod tym postem, a wyrażenie innego punktu widzenia jest niedopuszczalne. Nie mam zamiaru znosić obelg, a tym bardziej rażącej agresji ze strony tutejszych „starszych pań”. Mam wręcz nadzieję, że autorka postu faktycznie użyje tego swojego gazu pieprzowego, żeby lepiej zrozumiała, czym jest poważne naruszenie prawa.
Emilie, odeszłaś, a wielka szkoda. Pytałaś mnie, co było niespójnego w tym, co pisałaś? Przytoczę Ci tylko jedną rzecz... i to grubego kalibru!
Twierdzenie, że w poście o szczeniaku zagryzionym przez pitbulla wszyscy uważali za normalne zostawienie tego psa z niemowlęciem, podczas gdy tutaj oburzaliście się na (bezzasadny) atak na psa, było skandaliczne... albo nie rozumiesz tego, co czytasz, albo robisz to w złej wierze! W wątku o pitbullu wszyscy piszący byli jednomyślni, że ten pies stanowi potencjalne zagrożenie dla mającego się pojawić dziecka i że trzeba zachować najwyższą ostrożność oraz poważnie zastanowić się, jak zarządzać tą sytuacją. Muszę więc stwierdzić, że całkowicie przeinaczyłaś i odwróciłaś sens tego, co zostało napisane...
@Matou38, rzeczywiście to, co Pana/Panią spotkało, to nie było żadne „ustawianie” psa przez psa. W jaki sposób sytuacja, gdy dwa psy nie mają ze sobą żadnej styczności, a jeden nagle wskakuje na drugiego od tyłu, może być uznana za dyscyplinowanie? ^^
Miałem podobną sytuację z moim psem. Mijam psa na smyczy, a gdy tylko się oddaliłem, gość puszcza swojego psa, który pędzi prosto na mojego. Mój pies spokojnie wąchał krzaki i nagle tamten skacze na niego od tyłu, próbując ugryźć. To nie jest ani ustawianie, ani nawet normalna psia interakcja.
Na szczęście mój pies jest duży, więc tamtemu nie udało się go złapać. Z jednej strony całe szczęście, że rzucił się na mojego psa, a nie na jakiegoś malucha.
Ten staffik pewnie nie jest złym psem, ale ma fatalnego właściciela. Jeśli właściciel mówi: „on atakuje tylko inne psy”, to sugeruje, że to nie pierwszy raz.
Ten pies faktycznie powinien przejść ocenę behawioralną, a ten młody człowiek powinien otrzymać wsparcie lub szkolenie, żeby nauczyć się panować nad swoim psem. Mając 18 lat, człowiek bywa czasem po prostu głupi.
Tak jak radził inny użytkownik, warto spróbować dogadać się z nim dyplomatycznie. Choć wiem, że to nie zawsze proste. I doskonale rozumiem, że jeśli musi Pan/Pani regularnie widywać tego gościa z jego psem, to jest to bardzo męczące.
To wręcz niesamowite, że wszyscy mają to gdzieś! Policja, burmistrz – nikt nie przejmuje się problemem. To przecież nie Pan/Pani ma się bać!
Bardzo mi przykro z powodu tego, co się stało. Niestety czasem ciężko jest przemówić ludziom do rozsądku. To, że ktoś nie trzyma się przepisów, nie jest jeszcze takim problemem, jeśli ma ułożonego psa, ale nie widzę tu żadnej reakcji w sytuacji, gdy pies zostaje zaatakowany bez powodu – a to zupełnie co innego niż spięcie między dwoma psami mieszkającymi pod jednym dachem. Nieważne, że tamten nie wbił zębów – pewnie nie zrobił tego tylko dlatego, że Twój psiak się nie szarpał. Sama miałam podobną sytuację z owczarkiem niemieckim; to był akurat nieszczęśliwy wypadek i nie zgłaszałam tego, bo mojemu psu nic się nie stało, ale niezależnie od tego, czy pies ma zamiar zabić czy nie, nie ma prawa traumatyzować innych, atakując ich bez przyczyny. I nie rozumiem też podejścia, że „mały pies” równa się „niegroźny”. Wystarczyłoby pewnie przyjrzeć się jego szczęce.