Cześć wszystkim.
Kilka dni temu, gdy byłam na spacerze ze swoją suczką (12-letni parson jack russell) na smyczy, została ona zaatakowana przez staffika (Staffordshire Bull Terriera).
Nawet nie zdążyłam się zorientować, co się dzieje – staffik (bez smyczy) zaszedł nas od tyłu i zaatakował. Cała scena była niesamowicie brutalna. Pies wgryzł się mojej suczce w kark i trzymał przez długie sekundy, które dla mnie trwały wieczność. Ewidentnie chciał ją zabić.
Właściciel staffika przybiegł i próbował go zmusić do puszczenia, krzycząc na niego i kopiąc go.
Cudem pies w końcu puścił, dzięki czemu moja suczka mogła się uwolnić. Żyje, ale jest bardzo przerażona.
Właściciel psa nawet nie przeprosił. Gdy zobaczył, że zaczynam dzwonić na policję, szybko zaprowadził psa do domu, po czym wrócił, żeby ze mną porozmawiać.
W międzyczasie schroniłam się u sąsiada, który słysząc krzyki, wpuścił mnie do środka.
Potem wywiązała się jakaś surrealistyczna rozmowa z tym właścicielem. To 18-letni chłopak, który kompletnie nie zna rasy swojego psa – na początku powiedział mi, że to staff (czyli rasa z listy agresywnych), że ma go od niedawna i że pies był szkolony do walk...