Pogryzienie przez staffika

M
Matou38 Ikona przedstawiająca flagę francuski
Zgłoś

Cześć wszystkim.

Kilka dni temu, gdy byłam na spacerze ze swoją suczką (12-letni parson jack russell) na smyczy, została ona zaatakowana przez staffika (Staffordshire Bull Terriera).

Nawet nie zdążyłam się zorientować, co się dzieje – staffik (bez smyczy) zaszedł nas od tyłu i zaatakował. Cała scena była niesamowicie brutalna. Pies wgryzł się mojej suczce w kark i trzymał przez długie sekundy, które dla mnie trwały wieczność. Ewidentnie chciał ją zabić.

Właściciel staffika przybiegł i próbował go zmusić do puszczenia, krzycząc na niego i kopiąc go.

Cudem pies w końcu puścił, dzięki czemu moja suczka mogła się uwolnić. Żyje, ale jest bardzo przerażona.

Właściciel psa nawet nie przeprosił. Gdy zobaczył, że zaczynam dzwonić na policję, szybko zaprowadził psa do domu, po czym wrócił, żeby ze mną porozmawiać.

W międzyczasie schroniłam się u sąsiada, który słysząc krzyki, wpuścił mnie do środka.

Potem wywiązała się jakaś surrealistyczna rozmowa z tym właścicielem. To 18-letni chłopak, który kompletnie nie zna rasy swojego psa – na początku powiedział mi, że to staff (czyli rasa z listy agresywnych), że ma go od niedawna i że pies był szkolony do walk...

Przetłumaczony francuski
icon info

Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.

Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.

Ładowanie edytora

Napisz wiadomość i jeśli chcesz, prześlij zdjęcie. Prosimy o przestrzeganie zasad kulturalnej dyskusji.

Twój post będzie widoczny dla wszystkich członków międzynarodowego forum Wamiz.

57 odpowiedzi
Sortuj według:
  • Pokaż poprzednie komentarze
  • M
    Matou38 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Faktycznie, staffik, który gryzie, zostawia dziury... więc ten pies musiał jednak kontrolować siłę uścisku szczęk. Bardzo się przestraszyłeś i to całkiem zrozumiałe. Psia bójka, nawet jeśli nie jest groźna, zawsze wygląda gwałtownie. Jeśli byłeś w miejscu, gdzie pies musi być na smyczy, to faktycznie możesz spróbować to wykorzystać, ale w kwestii samego ataku nie masz konkretnych dowodów. Staffy nie jest na liście ras agresywnych, więc nie ma odgórnego obowiązku noszenia kagańca czy smyczy – tylko przepisy konkretnego miejsca mogą Ci przyznać rację lub nie. Na Twoim miejscu nie upierałbym się przy odzyskaniu kosztów od weterynarza. Musisz odciąć się od tego przykrego spotkania, żeby Twój pies też mógł zrobić to samo.

    To nie była żadna bójka, skoro ten staffik zaatakował moją sunię bez powodu. Także daruj sobie ten zbędny komentarz.

    To właśnie przez takie nicnierobienie szerzy się u nas taka patologia. Sorki, ale nie zgadzam się z Tobą. Zrobię wszystko, żeby uniknąć tragedii (wyobraź sobie, że ten pies rzuca się na dziecko).

    Twoja reakcja jest nie do wiary, to naprawdę przerażające.

    Wiesz, mam gdzieś te pieniądze, doskonale wiem, że ten patus mi nigdy nic nie odda. Chcę po prostu zapobiec tragedii.

    Wyobraź sobie, że ten pies gryzie dzieciaka, a my wiedzieliśmy, że jest niebezpieczny i nic z tym nie zrobiliśmy? Zdarza Ci się czasem pomyśleć?

    Przetłumaczony francuski
    Emla
    Emla Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Faktycznie, staffik, który gryzie, zostawia dziury... widać więc, że ten psiak i tak kontrolował siłę uścisku szczęki. Bardzo się Państwo przestraszyli i to jest zupełnie zrozumiałe. Psia bójka, nawet jeśli nie jest groźna, zawsze wygląda gwałtownie. Jeśli byli Państwo w miejscu, gdzie pies musi być na smyczy, to faktycznie można spróbować dochodzić swoich racji w tej kwestii, ale co do samego „ataku”, to nie macie Państwo twardych dowodów. Staffik nie jest rasą uznawaną za agresywną, więc nie ma odgórnego obowiązku noszenia kagańca czy smyczy przez samego psa – jedynie lokalne przepisy mogą tutaj przyznać Państwu rację lub nie. Na Państwa miejscu nie upierałbym się przy próbie odzyskania kosztów leczenia u weterynarza. Najlepiej grubą kreską odciąć się od tego przykrego spotkania, żeby Państwa pies również mógł o nim jak najszybciej zapomnieć.
    Przetłumaczony francuski
    M
    Matou38 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    „Moja sunia została zaatakowana przez staffika (Staffordshire Bull Terriera). Nawet nie zdążyłam się zorientować, co się dzieje – ten staffik (bez smyczy) zaszedł nas od tyłu i zaatakował. Ta scena była niesamowicie brutalna. Gryzł moją psinę za kark przez długie sekundy, które dla mnie trwały wieczność. Ewidentnie chciał ją zagryźć”. „Moja sunia nie ma widocznych obrażeń na ciele, poza kilkoma zadrapaniami, żadnych śladów ugryzienia”. Mimo wszystko brzmi to jak dwie różne historie. Zwykłe ustawienie do pionu, które po prostu cię straumatyzowało.

    Otóż NIE, to nie są dwie różne historie. To moje przeżycia. Moja sunia o mało nie zginęła. Myślę, że zapominasz o psychologicznym wymiarze tego „incydentu” i o fakcie, że sprawca nie został ukarany (to znak rozpoznawczy Francji i jej pobłażliwości wobec osób łamiących prawo). Znowu bronisz nieodpowiedzialnego właściciela, który zupełnie nie panuje nad swoim zwierzęciem... no ale cóż, to cała Francja, tam zawsze ma się więcej empatii dla tych, co przeskrobią.

    Przetłumaczony francuski
    M
    Matou38 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś
    Wyślij temu młodemu człowiekowi list polecony za zwrotnym poświadczeniem odbioru z żądaniem opłacenia kosztów weterynarza w ciągu tygodnia od odebrania pisma. Zaznacz, że w przeciwnym razie sprawa trafi z powrotem do straży miejskiej i skierujesz ją na drogę sądową – w takich sytuacjach groźby często okazują się skuteczne. Finansowo może Ci się też bardziej opłacać skorzystanie z jego ubezpieczenia (trochę to trwa, ale poza zwrotem kosztów leczenia dochodzi jeszcze zadośćuczynienie za straty moralne. Musisz to sprawdzić w swojej ubezpieczalni). Na przyszłość, na Twoim miejscu, nosiłabym przy sobie kijek spacerowy, żeby odstraszyć psa (ja mam nawet paralizator lol! Ale nie używaj go na psie ani na człowieku, te urządzenia mają wielką moc. Samo „strzelenie” w powietrzu wystarczy, żeby pies, który na nas pędzi, odpuścił sobie dalszy atak). Dzięki za odpowiedź, faktycznie zamierzam wysłać ten list polecony. Kupiłam też gaz pieprzowy, bo ten człowiek nadal wyprowadza psa bez smyczy. Ale co zrobić, żeby burmistrz albo policja zareagowali na tę nienormalną sytuację? Ten pies chyba powinien zostać przebadany, prawda?
    Przetłumaczony francuski
    M
    Matou38 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Właściwie to, jeśli dobrze rozumiem, nic się nie stało? Mogę ci powiedzieć, że gdyby ten pies naprawdę próbował zabić, twój miałby rany. Skoro twój pies nie ma żadnych obrażeń, to znaczy, że poszedłeś z nim do weterynarza na marne? Tylko po to, żebyś ty się uspokoił? Jesteś pewien, że to właściciel staffika (małego psa) powinien płacić za niepotrzebne rozwiewanie wątpliwości?

    Niewiarygodne, że słyszę takie uwagi! Mam wrażenie, jakby to była moja wina!!!

    STAFFIK był BEZ SMYCZY, co już samo w sobie jest złamaniem przepisów!!!! Nie poszłam do weterynarza, żeby się uspokoić, ale żeby sprawdzić, czy moja suczka (która ma 12 lat) nie ma krwiaków albo urazów mięśni czy kości.

    Ale mówić, że nic się nie stało??? Jakim prawem tak twierdzisz? To był atak psa puszczonego luzem. Celem tego staffika (szkolonego do walk według słów tego pseudo-właściciela) było odebranie życia mojej suczce. CZYLI MAM CZEKAĆ, AŻ DOJDZIE DO TRAGEDII, ŻEBY ZAREAGOWAĆ???? To chcesz przez to powiedzieć? Że jego staffik musi zagryźć psa albo dziecko, żeby można było zgłosić sprawę?

    Jeśli masz pisać takie rzeczy, to lepiej w ogóle nic nie mów.

    Przetłumaczony francuski
    Kikaah
    Kikaah Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Wyślij do tego młodego człowieka list polecony za zwrotnym potwierdzeniem odbioru z żądaniem pokrycia kosztów weterynarza w ciągu tygodnia od otrzymania pisma. Napisz, że w przeciwnym razie sprawę zgłosisz ponownie na straż miejską i skierujesz ją na drogę sądową – w takich sytuacjach groźby często działają cuda.

    Może nawet bardziej opłaci Ci się ściągnąć pieniądze z jego ubezpieczenia (to trochę trwa, ale poza zwrotem kosztów leczenia dochodzi jeszcze zadośćuczynienie za straty moralne. Dowiedz się, jak to wygląda u Twojego ubezpieczyciela).

    Na przyszłość, gdybym był na Twoim miejscu, zabierałbym ze sobą kijek trekkingowy, żeby w razie czego odstraszyć psa (ja mam nawet paralizator, lol! Ale nie używaj go na psie ani na człowieku, bo te urządzenia mają ogromną moc – samo „strzelenie” w powietrze wystarczy, żeby pies, który na nas szarżuje, od razu odpuścił).

    Przetłumaczony francuski
    M
    Matou38 Ikona przedstawiająca flagę francuski
    Zgłoś

    Mocno wkurzony zapytałem go, co on wyprawia z psem bez smyczy i kagańca, że przecież mógł zaatakować dzieci. Odpowiedział mi tylko, że jego pies atakuje wyłącznie inne psy...

    Potem atmosfera rzeczywiście zrobiła się gęsta, powiedziałem mu wprost, że zamierzam zgłosić sprawę na policję, bo pies musi być trzymany na smyczy.

    Chociaż to była jego wina, młody facet zareagował agresją, groźbami i wyzwiskami. Na szczęście byli świadkowie, w międzyczasie podeszli do mnie znajomi. Spisaliśmy dane gościa i od razu pognałem do weterynarza.

    Moja suczka nie ma widocznych obrażeń na ciele, tylko kilka zadrapań, ale śladów ugryzień na szczęście brak. Jest bardzo przerażona, ale staramy się ją jakoś uspokoić.

    Potem pojechałem na policję z zaświadczeniem, które wystawił weterynarz.

    Bardzo źle mnie tam potraktowano (widocznie moje „wiejskie problemy” w ogóle ich nie obchodziły).

    Odmówili przyjęcia zgłoszenia. Powód? Moja psina nie krwawiła, a ten staffy mnie nie ugryzł (brak pogryzienia człowieka)...! Według policjanta pies „powstrzymał się” przed ugryzieniem, więc nie ma podstaw do zgłoszenia sprawy.

    Poszedłem jednak do straży miejskiej w mojej gminie, bo wtedy jeszcze nie wiedziałem nawet, jakiej rasy był pies, który zaatakował moją suczkę. Strażniczka skontaktowała się z tym chłopakiem i kazała mu przyjść z dokumentami psa.

    Właśnie tak dowiedziałem się, że to nie amstaff, tylko staffy, więc kaganiec nie był wymagany. Chłopak zobowiązał się przy straży, że zwróci mi koszty wizyty u weterynarza.

    Do dzisiaj nie dostałem ani grosza. Próbowałem się z nim kontaktować, ale za każdym razem chamsko mnie zbywa.

    Zachowanie tego faceta jest kompletnie sprzeczne – niby chce się pozbyć psa, ale wciąż go ma; mówi, że odda za weterynarza, a potem przestaje się odzywać.

    To bardzo niedojrzały i nieodpowiedzialny chłopak, z natury impulsywny i agresywny...

    Tak czy siak, wciąż jestem w szoku po tym ataku i tym, że nikt nie chciał mi pomóc (ani wet, ani policja).

    Chciałbym, żeby burmistrz nakazał właścicielowi staffika badanie u weterynarza behawiorysty, żeby ocenić, na ile ten pies jest niebezpieczny.

    Dlatego właśnie proszę was o radę. Co mam teraz zrobić? Odpuścić? Wiedząc, że wciąż widuję tego (niebezpiecznego) psa biegającego bez smyczy.

    Przetłumaczony francuski
  • 57 komentarzy na temat 57

  • Masz pytanie? Chcesz się podzielić doświaczeniem? Utwórz post