Mam suczkę szpica niemieckiego, która ma 29 cm w kłębie i niedługo będzie miała swoją trzecią cieczkę (mówiono mi, że przy drugiej już można, ale nie chciałam ryzykować, mimo że wielu właścicieli szpiców decyduje się właśnie przy drugiej). Weterynarz powiedział, że jest już wystarczająco dojrzała na jeden miot, a potem planujemy zabieg.
W każdym razie, jakieś 4 godziny drogi ode mnie jest kremowy maluch (szpic miniaturowy), który ma 20 cm w kłębie i właściciel stwierdził, że możemy spróbować. Widziałam już wcześniej krycie miniatury z większym szpicem, chociaż bywały pewne trudności... macie jakieś pomysły, jak zapewnić skuteczne krycie?
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Ogólnie rzecz biorąc, nawet jeśli nie pomagasz psom bezpośrednio, warto mieć oko na „kandydatów”.
****, która nie jest zdecydowana albo nie jest zainteresowana samcem, może zareagować agresywnie, a niektóre samce nie potrafią się odpowiednio ustawić – w skrócie, możliwe są najróżniejsze scenariusze...
Nawet jeśli różnica w wielkości nie jest ogromna, trzeba będzie pomóc psu i pilnować, żeby **** zbytnio się nie wierciła, aby uniknąć bólu. Zaleca się też przytrzymanie psów podczas „skleszczenia”.
Najważniejsze jest to, żeby oboje partnerzy akceptowali się nawzajem. Jeśli **** wyraźnie nie wykazuje zainteresowania samcem, nie ma sensu jej zmuszać ani krępować. Przytrzymanie jej na czas krycia jest okej, ale blokowanie jej tak, żeby nie mogła uciec, jeśli nie ma na to ochoty – zdecydowanie nie.
Dzień dobry! Jeśli chodzi o pytanie, czy krycie jest możliwe, to odpowiedź brzmi: tak... Mniejszy samiec może potrzebować lekkiego podwyższenia w trakcie, żeby się nie przemęczył (stos książek – to się zdarza, byle tylko konstrukcja była stabilna). Co do całej reszty, czyli kwestii przed (badania zdrowotne, analiza linii hodowlanych, przepisy), w trakcie ciąży czy po, to inni forumowicze napisali już wszystko, co trzeba 😉 Nie spiesz się, suczka jest w odpowiednim wieku, samiec jest dostępny... Nawet jeśli zdecydujesz się poczekać do następnej cieczki, żeby wszystko dokładnie zaplanować, to nie będzie to żadnym problemem.
Wielkie dzięki za tę odpowiedź!
Chciałam mieć pewność, bo nawet jeśli mu się uda, to martwiłam się, czy nie dojdzie do jakiegoś wypadku w momencie skleszczenia i czy oboje nie zrobią sobie krzywdy itd. Chętnie dowiem się czegoś więcej, ale przede wszystkim chciałam wiedzieć, czy to odpowiedni pies... tym bardziej że cieczka będzie dopiero za 5 miesięcy! Ale po prostu lubię mieć wszystko wcześniej zaplanowane.
Odpowiedź na pytanie, czy krycie jest możliwe, brzmi: tak... Mniejszy samiec może potrzebować lekkiego podwyższenia podczas samej akcji, żeby za bardzo się nie zmęczył (stos książek – zdarzały się już takie przypadki, byle tylko konstrukcja była stabilna).
Jeśli chodzi o całą resztę, czyli kwestie przed (badania zdrowotne, analiza linii, przepisy), w trakcie ciąży czy po niej, to inni forumowicze napisali już chyba wszystko, co istotne 😉
Nie śpieszcie się, sunia jest w odpowiednim wieku, samiec jest dostępny... Nawet jeśli zdecydujecie się poczekać do następnej cieczki, żeby wszystko na spokojnie zaplanować, to nie będzie to żadnym problemem.
Tak czy siak, to nie było moje pytanie. Pytam tylko o jedno: czy dopuszczenie do siebie zwierzaków o różnej wielkości jest możliwe? Nikt nie odpowiedział.
A co z badaniami zdrowotnymi, skoro suczka nie ma rodowodu? Nawet jeśli zna Pan/Pani pochodzenie psów, mimo że Pana/Pani suczka nie ma papierów, to pewnie ma Pan/Pani dostęp do rodowodów jej rodziców (można o nie poprosić hodowcę – tak na marginesie, to mało poważne, że suczka nie została zgłoszona do związku), żeby uniknąć źle poprowadzonego chowu wsobnego. Każdy miot niesie ze sobą ryzyko: zbyt duże szczeniaki, problemy z porodem i tak dalej... tak, istnieje ryzyko, że coś pójdzie źle. Jak tego uniknąć? Nie wiem, nie jestem profesjonalistką w tej branży. I zupełnie nie zgadzam się z tym, co Pan/Pani pisze – każdy od czegoś zaczyna, zawsze jest ten pierwszy raz. Ale absolutnie nie wchodzi się w planowanie miotu bez solidnej wiedzy. Tego nie uczy się „na żywioł”, do tego potrzebne są szkolenia, staże u innych hodowców, współpraca z weterynarzem... I nie, od momentu, gdy zaczynamy rozmnażać psy (nawet jeśli to tylko ten jeden raz), nie jesteśmy już osobą prywatną, tylko hodowcą (stąd wymogi prawne, by mieć odpowiednie numery rejestrowe czy zgłosić szczeniaki do ZKwP). Przykro mi, ale taka jest prawda: na ten moment nie ma Pan/Pani wystarczającej wiedzy. Suczka jest młoda, ma Pan/Pani czas, żeby się dokształcić i oszczędzić jej niepotrzebnego ryzyka.
Rodowód potwierdzony, 20 cm, linia championów z Rosji. I znam wielu, którzy tak robią...
A co z badaniami zdrowotnymi, skoro suczka nie ma rodowodu?
Nawet jeśli znasz pochodzenie psów, mimo że Twoja suczka nie ma papierów, to pewnie masz wgląd w rodowody jej rodziców (możesz o nie poprosić hodowcę – tak na marginesie, to mało profesjonalne, że nie zarejestrował Twojej suczki w Związku), co pozwala uniknąć ryzykownego pokrewieństwa.
Każdy miot niesie ze sobą ryzyko: zbyt duże szczeniaki, komplikacje przy porodzie i wiele innych... Tak, istnieje realne zagrożenie, że coś pójdzie nie tak. Nie wiem, jak temu w pełni zapobiec, bo nie zajmuję się tym zawodowo.
I zupełnie nie zgadzam się z Twoim podejściem. Każdy kiedyś zaczynał, każdy miał swój pierwszy raz. Ale nie wolno porywać się na rozmnażanie bez solidnej wiedzy. Tego nie uczy się „w praniu”. Trzeba przejść szkolenia, odbyć staże u innych hodowców, rozmawiać z weterynarzem... No i nie oszukujmy się – od momentu, gdy decydujesz się na szczeniaki (nawet jeśli to tylko ten jeden raz), nie jesteś już zwykłym właścicielem, tylko hodowcą (dlatego prawo wymaga zarejestrowania hodowli i zgłoszenia miotu do ZKwP).
Więc wybacz, ale taka jest prawda: obecnie nie masz wystarczającej wiedzy w tym temacie. Twoja suczka jest jeszcze młoda, masz czas, żeby zgłębić temat i uniknąć narażania jej na niepotrzebne ryzyko.
Dzień dobry, najwyraźniej kompletnie nie znasz się na rozmnażaniu. Na tym forum powtarzamy to do znudzenia, ale hodowcą nie zostaje się ot tak, bez przygotowania. Kikaah wyjaśniła ci resztę.
Przepraszam, ale w którym momencie prosiłam o rady w kwestii porodu? Weterynarz udzielił mi już informacji, a ja dalej szukam na własną rękę. Mam już lampę, kojec dla szczeniąt, mleko itd. Chcę tylko wiedzieć, czy taka różnica wzrostu między miniaturą (20 cm) a moją suczką (29 cm) będzie w ogóle możliwa.
I jest wielu hodowców, którzy zaczynają, nie wiedząc nic i uczą się sami... wielu z nich to początkowo byli po prostu amatorzy, więc przestańcie już!
Przede wszystkim, czy ona ma rodowód i czy przeszła przegląd hodowlany? (To samo dotyczy psa). Co najważniejsze, czy robiłaś jej prześwietlenia rzepek? I inne badania pod kątem chorób typowych dla tej rasy? (O to samo zapytaj właściciela psa), żeby szczeniaki nie urodziły się z jakimiś wadami. Jeśli sunia nie ma rodowodu, to z tego co kojarzę, trzeba wystąpić o odpowiednie numery rejestracyjne i zgłosić to, żeby móc brać za szczeniaki pieniądze (to obowiązkowe od 2016 roku!). Pamiętaj też o przygotowaniach: kojec porodowy, lampa grzewcza... Co do samego krycia, nie mam specjalnych rad, po prostu bądź obok i pilnuj, żeby wszystko poszło dobrze. Nie zapomnij o USG. I koniecznie spisz umowę krycia z właścicielem psa, żeby uniknąć potem jakichś kwasów prawnych.
Szczeniaki zostaną u nas albo trafią do członków rodziny, więc nie są na sprzedaż. Tak, będzie umowa – jeśli nie będzie szczeniaków, dostanę 100% zwrotu kosztów. Pies ma rodowód, moja sunia nie, ale jest bardzo w typie rasy... ludzie często są zdziwieni, że nie ma papierów (nie do końca to rozumiem, hodowca mówił, że rodzice mieli rodowody, a ona nie...?).
rekompensata finansowa... czyli cena sprzedaży?
A co do samego krycia, to chciałam tylko sprawdzić, czy te prawie 10 cm różnicy nie sprawi, że będzie ciężko, bo hodowca sam nie jest pewien, czy to wyjdzie. I nie chcę inseminacji... moja sunia jest jeszcze „dziewicą”, to by było zbyt brutalne!