„Ten obszar jest niestety znany z porzuceń zwierząt. Znalazłam tu już setki stworzeń” – wyjaśnia Jennifer. Niedawno, jadąc do swojej placówki, jej wzrok przyciągnęła przewrócona drewniana skrzynia na poboczu.
Początkowo, z powodu pośpiechu, kontynuowała jazdę. Jednak sumienie miłośniczki zwierząt nie dawało jej spokoju: „Coś było nie tak z tą skrzynią. Wiedziałam, że jeśli nie zawrócę, żeby sprawdzić, będę o tym myśleć przez cały dzień”. Zawróciła, zaparkowała i najpierw odkryła maleńkiego szarego kociaka w trawie. Delikatnie odwracając skrzynię, wydostały się cztery kolejne maluchy.
Wyścig z czasem: zaledwie 10 dni życia
W obliczu absolutnej konieczności nie było mowy o myśleniu o zajęciach. „Pośpiesznie wróciłam do domu, aby się zorganizować. Spóźniłam się do pracy, ale te maluchy były moim absolutnym priorytetem”. Badanie maluchów wykazało, że miały zaledwie 10 dni. Jedno z nich nie otworzyło jeszcze nawet oczu.
W tym wieku kocięta są skrajnie wrażliwe. Bez matki nie są w stanie regulować temperatury ciała i potrzebują karmienia butelką co dwie godziny, a także stymulacji do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Bez interwencji nauczycielki nie przeżyłyby więcej niż kilku godzin na słońcu. Dzięki sieci solidarności z innymi wolontariuszami Jennifer zdołała zorganizować plan opieki, aby zapewnić im karmienie butelką podczas jej godzin lekcyjnych.
Miot „bułeczek” i miłość od pierwszego wejrzenia
Dwa miesiące później kruche noworodki zmieniły się w pełne energii kocięta, każde z nich z własnym charakterem. Aby uczcić ich niezwykłą wytrwałość, nauczycielka nadała im imiona inspirowane różnymi rodzajami pieczywa: Brioche, Pita, Rye, Matzo i Pumpernickel.
Stowarzyszenie New Life Cat Rescue zaopiekowało się czterema kociętami, które trafiły do rodziny zastępczej w oczekiwaniu na stały dom. Co do piątego, Pumpernickela, jego los był już przypieczętowany. Jennifer zdecydowała się go oficjalnie adoptować: „Po wszystkim, co razem przeszliśmy, poczułam z nim tak silną więź, że nie mogłam się z nim rozstać”.