"Właściciel Dorona, jak co dzień, wybrał się na poranny spacer. Około godziny 5.30 spuścił psa ze smyczy, aby mógł się wybiegać. Chwilę później na drodze pojawił się samochód. Według relacji właściciela kierowca najpierw zatrzymał się, jakby obserwował psa, a po kilku minutach ruszył za nim."
To nie tak.
Jest 5:30 rano. Dzień jak co dzień, Droga była wąska, techniczna, głośna przy S8. Szedłem środkiem. Kierowca nie miał jak przejechać. Tak chronię psa zanim dojdziemy do pola. Zaczął się wciskać pomiędzy mnie a drzewa po prawej stronie. Ciągle go nie widzę. Nagle wyłania się przód auta po mojej prawej stronie. Jest ciasno. Kierowca staje na 2-3 sekundy. Ja przestraszony autem mówię w kierunku kierowcy "Co robisz?!" i zaczynam biec po psa, który z pobiegł przed auto, sekundę wcześniej robiłem mu zdjęcie, stał kilka metrów przede mną. Ja ruszam po psa natychmiast a kierowca rusza i wciska gaz ostro. Goni psa na wąskiej drodze 30-40m ciągle przyśpieszając, uderza go w ******, wywraca, następnie przejeżdża mu po głowie i ucieka. Ja gonię gnoja a moja żona w tym samym czasie jedzie po psa. tel 883 357 642, gdyby ktoś chciał dopytać.