Kotek utknął, potrzebna pomoc!
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Gdyby udało się wziąć też jej brata, który wydaje się mniej dziki, to może pomogłoby jej poczuć się bezpieczniej.
Radzę ci też, żebyście – jak już uda wam się ją dotknąć – na początku zostawiali ją w domu na krótkie chwile, żeby mogła przyzwyczaić się do waszej obecności i oswoić z nowym otoczeniem.
Daj znać, jakie robi postępy!
Sorki, ale jeśli ten kotek się boi i chce wyjść, nie zmuszaj go na siłę do zostania z Tobą, bo może być nieszczęśliwy. To już od Ciebie zależy, czy będziesz w stanie poświęcić mu mnóstwo uwagi przez te pierwsze miesiące :) Musisz spędzać z nim dużo czasu, głaskać go i dać mu poczuć, że to jego nowy dom. Pozwól mu też swobodnie rozprostować łapki w mieszkaniu :) Koty potrafią żyć nawet 20 lat, więc myślę, że wszystko będzie dobrze :) Przyzwyczai się, ale pamiętaj, że to jednak dziki kotek :) Powodzenia!! :)
To nie rola strażaka!
Mam niespodziewane, świetne wieści! On żyje! Wychodzi ze swojej dziury, pije i je – to niesamowite, już w to nie wierzyliśmy!!! Spróbujemy go teraz złapać i pozatykać wszystkie dziury, żeby znowu się nie schował i żeby zaczął się do nas przyzwyczajać :D Jestem mega szczęśliwa!
Przecież nie mógł tak po prostu zniknąć?
Może jest jakieś przejście, które mógł znaleźć?
Straż pożarna i tak nie przyjeżdża do zwierząt
:/
No więc w końcu w piątek wieczorem rozmontowaliśmy część ścianki działowej, nie mieliśmy wyjścia. Nie mogliśmy tak siedzieć bezczynnie, bo naszym zdaniem on w ogóle nie wychodził (jedzenie, które mu zostawialiśmy, wcale nie ubywało...). Szukaliśmy przez dobre dwie godziny, gdzie on może być i którędy mógł przejść, ale na próżno – żadnego śladu, żadnego dźwięku.
Przynieśliśmy nawet jego brata, który jest mniej dziki, ale to nic nie dało.
Nie sądzę, żeby straż pożarna przyjechała do takiej sprawy, a poza tym nie wiem, co mogliby zrobić więcej niż my... Myślę, że albo nie żyje, albo jakimś cudem udało mu się uciec, chociaż naprawdę nie mam pojęcia jak :(
Strażacy nie przyjechali, kiedy mój chory kot utknął wysoko na strychu itd...
Więc wątpię, żeby teraz się ruszyli, skoro na dyspozytorni powiedzieli mi wyraźnie, że do zwierząt nie przyjeżdżają...
Żeby się do Was przyzwyczaił, musi z Wami mieszkać.
Kiedy adoptowałem mojego kota, na początku umieściłem go w garażu, ale on też szybko zaszył się w jakiejś dziurze. Więc go stamtąd wyciągnęliśmy i przenieśliśmy do domu, a po 2-3 dniach zrobił się już znacznie mniej lękliwy.