cześć manonche,
Opowiem ci o moim doświadczeniu, może ci to w czymś pomoże:
Dla mnie to zupełnie normalne. Też straciłem moją kotkę, miała 16 lat i kochałem ją nad życie (razem z moimi dwoma innymi zwierzakami), mimo że wcale nie była jakimś pieszczochem czy coś w tym stylu. Wpadała do mojego pokoju tylko na dwie minuty, żeby trochę pomyszkować i zaraz wychodziła, nigdy nie spała u mnie w łóżku. To był kot rasowy, raczej taki typ samotnika, brałem ją na ręce trochę na siłę ^^.
Ja osobiście jestem wielkim samotnikiem i singlem, mimo że życie było dla mnie łaskawe pod względem wyglądu i spraw materialnych. Znam jednak osoby, które mają znacznie mniej, a wydają się o wiele szczęśliwsze ode mnie, a wszystko przez moją wrażliwość na punkcie zwierząt. Mówię to wszystko, bo wydaje mi się, że w moim przypadku ta samotność – która jest przecież moim wyborem (wolę wrócić po pracy do domu, pograć na kompie, poćwiczyć albo obejrzeć serial, niż iść na spotkanie z „kumplami”) – sprawia, że trudniej znosi się takie straty. Myślę, że jak ma się partnera lub partnerkę, to człowiek jest silniejszy w takich sytuacjach. W skrócie: uważam, że kiedy spędza się za dużo czasu w domu, samemu ze zwierzakami, to przywiązujemy się do nich aż za mocno i stajemy się przez to bardzo wrażliwi.
W każdym razie, straciłem moją kotkę jakieś 4-5 lat temu. Nie zapomniałem o niej i nigdy nie zapomnę, ale już się z tym pogodziłem. Przez rok czy dwa (już nie pamiętam dokładnie) ciągle mi się śniła. Za każdym razem, gdy otwierałem drzwi, wydawało mi się, że ją widzę, albo miałem nadzieję, że ją zobaczę – i tak codziennie. Potem zdarzało się to 3-4 razy w tygodniu, aż w końcu z czasem wszystko przygasło. A przecież jestem „29-letnim facetem”.
Chciałem przez to powiedzieć, że rok to w rzeczywistości wciąż „świeża” sprawa. Skoro mi – a jak już mówiłem, nie mieliśmy z kotką jakiejś niesamowicie bliskiej więzi – zajęło to kilka lat, to co dopiero tobie... I naprawdę miałaś pecha, że była z tobą tylko 5 lat, bardzo ci współczuję... Dobra strona jest taka, że MOŻESZ przejść przez żałobę, bo wiesz, co jej było. Niektórzy nigdy nie doczekali się powrotu swojego kota, czekają dniami, miesiącami, nie wiedzą, co się z nim stało... Wtedy żałoba jest jeszcze trudniejsza. Przeżyłem to raz i było to bardzo ciężkie doświadczenie.
Trzymaj się ciepło. (I jeśli możesz, napisz coś więcej o sobie – o sytuacji rodzinnej, czy masz teraz inne zwierzaki, czy jesteś typem samotnika itp. To by mi pomogło przemyśleć pewne kwestie).