Uśpiłam mojego kota. Bardzo tego żałuję
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Właśnie trafiłem na to forum. Gdybym tylko odkrył je 8 dni temu. W przypadku naszego kota – chorował na raka nerki i według lekarki z oddziału chorób wewnętrznych miał też guzki na trzustce. Ale minęły dopiero 24 godziny, od kiedy przestał jeść i schował się pod wersalką. Ta lekarka z interny (okropna osoba, zupełnie bez szacunku do właścicieli) kazała nam go uśpić 17.07.25. Myślę, że obciążenie emocjonalne po transfuzji, która według tej specjalistki nie postawiła naszego kota na nogi, było zbyt duże. Stres i brak snu po nocnej hospitalizacji sprawiły, że mój mózg przestał słuchać mojej woli. Pojechałem do naszej stałej weterynarz, do której ta specjalistka zdążyła już zadzwonić, żeby przygotować eutanazję. Bez żadnej wcześniejszej konsultacji ani uzyskania świadomej zgody, nasza weterynarz uśpiła naszego 15-letniego maine coona. W pewnym sensie pozwoliłem na to ostateczne działanie wbrew swojej woli i wartościom. Wszystko działo się w zawrotnym tempie.
Jestem absolutnie zdruzgotany. Dopiero po zastrzykach dotarło do mnie, co się właściwie stało. To potworne. Nasz piękny kot, który tak bardzo nas kochał, odszedł. Pod żadnym pozorem nie należało go wtedy usypiać. Mój syn bardzo to przeżywa od tego 17 lipca. Ani nasza weterynarz, ani ta specjalistka nie dopełniły procedur zalecanych przez izbę lekarsko-weterynaryjną.
Twój post jest z 2021 roku, więc może moja wiadomość nigdy nie zostanie przeczytana. Ale trafiłam dziś wieczorem na Twój wpis… mam nadzieję, że Twój smutek już nieco zelżał. 🙏. W tym tygodniu musiałam uśpić mojego kota, który miał na imię Kaloo, i strasznie się obwiniam. Podejrzenie guza jelit, był na kortyzonie, który przynosił mu ulgę, kiedy udawało mi się go podać. Miał jeszcze w sobie trochę energii, mimo bardzo silnej anemii i odwodnienia. Wychodził na zewnątrz, ale czasem musiałam go wnosić z powrotem, bo nie miał siły sam wejść. Miał apetyt, ale nie był już w stanie normalnie jeść, raz był bardzo słaby, a innym razem bardziej ożywiony. Tego dnia czuł się całkiem nieźle, ale nagle zaczął płakać, co zdarzało mu się już wcześniej. Wtedy pod wpływem nagłego impulsu gwałtownie włożyłam go do kontenerka i pojechałam prosto do weterynarza. Nienawidził kontenerka, więc musiałam działać szybko, inaczej bym się na to nie zdobyła. Ale wszystko potoczyło się tak błyskawicznie i brutalnie. Mój kot zupełnie się tego nie spodziewał. Jest mi strasznie ciężko, nie tylko z powodu jego braku, ale też przez to, w jaki sposób pozwoliłam mu odejść. Pokój jego duszy. Tak bardzo mi go brakuje. ♥️
Dzień dobry,
Moje szczere wyrazy współczucia. Chciałem tylko powiedzieć, że moim zdaniem my, właściciele zwierząt, wszyscy znamy ten ból. Proszę się nie martwić – choć tęsknota nigdy nie znika całkowicie, z czasem przestaje być aż tak nie do zniesienia. Przede wszystkim proszę nie popełniać mojego błędu: proszę nie zamykać się w sobie i mówić o swoim smutku. Może Pan/Pani wygadać się tutaj, porozmawiać z kimś bliskim albo ze specjalistą. Dużo siły!
Tak, to prawda, byliśmy przy nim, mówiliśmy do niego, głaskaliśmy go, ale strasznie panikowałam przez jego reakcję – a to było dokładnie to, czego chciałam uniknąć: widoku, jak się dusi i krzyczy. Nie ze względu na siebie, bo inaczej bym przy tym nie była, ale ze względu na niego. Chciałam, żeby nie cierpiał, a widząc, jak to wyglądało w porównaniu do tych zwierzaków, które po prostu zasypiają przed ostatnim tchnieniem, bardzo się boję, że jednak cierpiał, tak łapiąc powietrze i otwierając pyszczek przy każdym oddechu. To nas naprawdę totalnie rozbiło...
To było najlepsze, co mogliście zrobić. Odszedł szybko, spokojnie, przy Was. Gdybyście nic nie zrobili, ryzykowałby śmierć w cierpieniu, w nocy, z dala od Was. Myślę, że wyrzucalibyście to sobie do końca życia.
Dzień dobry,
W swoim długim życiu ze smutkiem musiałam poddać eutanazji kilka moich zwierząt – oczywiście wszystkie były już nieuleczalnie chore. Zawsze towarzyszyłam im do samego końca i żaden z moich pupili nie zareagował tak, jak ten należący do Jessicaty.
Po pierwszym zastrzyku zasypiały bardzo szybko i głęboko (w zaledwie kilka sekund). Następnie weterynarz sprawdza szereg odruchów, zanim poda drugi, ostateczny zastrzyk. Kot nie wykazuje wtedy żadnej reakcji, a serce szybko przestaje bić. Wet sprawdza, czy wszystkie funkcje życiowe wygasły, około 10 minut po podaniu drugiej dawki. To niezwykle trudna chwila, ale nie zauważyłam ani śladu cierpienia, mimo że trzymałam moje koty w ramionach podczas obu zastrzyków.
Łagodna śmierć bez cierpienia to ostatni dowód miłości, jaki możemy podarować ukochanemu zwierzęciu. Uporczywa terapia nie jest miłością. Dużo siły dla tych z Was, którzy muszą podjąć tę ostateczną decyzję.