Mija już 3 tygodnie, odkąd adoptowałem 6-miesięcznego kotka.
Przez pierwsze dni chował się za kanapą i wychodził tylko w nocy, kiedy spałem.
Po paru dniach chyba nabrał pewności siebie. Zazwyczaj, jak wracam z pracy, siedzi schowany, ale wychodzi już po jakichś 2 minutach (tak samo, jak mam gości – wychodzi całkiem szybko).
W sumie żyje sobie po swojemu, kiedy widzi, że siedzę na kanapie albo leżę w łóżku, ale widzę, że wciąż jest bardzo nieufny, gdy ruszę nogą albo zrobię trochę hałasu. Kiedy tylko przechodzę niedaleko niego, odsuwa się i idzie w stronę kanapy, ale niekoniecznie się chowa, jeśli widzi, że nie idę prosto do niego.
Bez problemu udaje mi się z nim bawić i karmić go z ręki (ale tylko tym, co uwielbia, inaczej nie chce). Ale o głaskaniu nie ma absolutnie mowy. Jeśli próbuję powoli zbliżyć rękę, kiedy je, wzdryga się, a potem je dalej.
Wczoraj wieczorem podszedł do mnie, powąchał rękę i pacnął mnie łapką... ? (właśnie położyłem mu smaczki na podłodze)
Moje pytanie brzmi: co mam zrobić, żeby zachęcić go do głaskania? Czy dalej regularnie się z nim bawić i dawać mu jeść z ręki? (W końcu to dopiero 3 tygodnie). A może powinienem zrobić coś konkretnego, żeby bardziej mi zaufał?
Dzięki,
Pozdrawiam, Pierre
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Cześć! Przechodzę przez dokładnie to samo z bezdomną kotką, którą przygarnęłam trzy miesiące temu. Mimo wszystko widać u nas postępy, bo mała śpi na fotelu obok łóżka, potrafi bawić się w tym samym pokoju, w którym jesteśmy, a nawet usiąść na kanapie obok nas. Jednak wciąż ucieka i chowa się, gdy tylko wstaniemy i znajdziemy się blisko niej. Zdarza jej się też syknąć, jeśli spotkamy się nagle twarzą w twarz w korytarzu czy na schodach. Nadal nie akceptuje głaskania – zdarza się to niezwykle rzadko i tylko wtedy, gdy leży. Wciąż nie da się do niej tak po prostu podejść... Ostatnio zaczęła wydawać z siebie cichutkie miauknięcia, co jest dla nas zupełną nowością.
Czasem nachodzą mnie myśli, że już na zawsze taka zostanie i że to walka z wiatrakami, ale potem tłumaczę sobie, że potrzeba czasu, mnóstwa czasu, żeby nam zaufała – o ile to w ogóle kiedyś nastąpi! Taka relacja „na dystans” jest bardzo trudna i frustrująca. Ale trzy miesiące z nami to w sumie krótko, a na dodatek biedactwo musiało zmienić otoczenie w ostatnią sobotę, bo przeprowadziliśmy się na dwa miesiące. Nawet nie pytajcie, co się działo przy wkładaniu jej do transportera – to był STRES PRZEZ DUŻE S, trzeba mieć do tego naprawdę stalowe nerwy! No cóż... Kotka ma u nas jak w puchu i damy jej tyle czasu, ile będzie potrzebować. To najpiękniejszy prezent, jaki możemy jej teraz podarować.
Właśnie przeczytałam całą Waszą dyskusję... mam wrażenie, jakbym sama mogła to napisać, tym bardziej że mój prawie 5-miesięczny kiciuś, adoptowany 23 grudnia, też ma na imię LOKI! Co za zbieg okoliczności...
Mam to samo pytanie co Meremichelle: jak po roku wyglądają Twoje relacje z kotem? Czy można mieć nadzieję na bliski kontakt i pieszczoty, czy trzeba się pogodzić z tym, że relacje pozostaną raczej zdystansowane? Z góry dziękuję za odpowiedź.
Szczerze mówiąc, ciężko jest zachować optymizm każdego dnia, staram się skupiać przede wszystkim na postępach.
Jeśli chodzi o miauczenie, to nie będę się już tak martwić, po prostu próbuję zrozumieć, o co mu chodzi (to był pierwszy raz, kiedy usłyszałam, jak miauczy).
OK, rozumiem kwestię mieszkania – faktycznie sam wychodzi, kiedy jestem w domu (chyba że podejdę za blisko), ale i tak będę zwracać uwagę na jego kryjówki, dzięki.
Dzień dobry,
Fajnie, że wpadasz z nowymi wieściami i super, że masz tak pozytywne nastawienie, widząc postępy swojego słodziaka. Trzeba tak trzymać, nie wszystko da się odblokować od razu. Przynajmniej budujecie więź przez zabawę, a to bardzo ważne.
Co do miauczenia – nie mam pojęcia ^^ Powiedziałabym, że to zachęta do zabawy, ale trzeba by zaobserwować, w jakich dokładnie momentach się to dzieje. Niektóre koty są po prostu bardziej gadatliwe niż inne: mój kot miauczy w najróżniejszych momentach – rano, żeby mnie obudzić, w ciągu dnia, żeby opowiedzieć mi o swoim życiu (pewnie chce zwrócić na siebie uwagę), żeby na mnie nakrzyczeć, gdy opróżniam zmywarkę, albo kiedy idzie zrobić kupę itp. ^^ Potrzeba czasu i obserwacji, żeby nauczyć się interpretować każde miauknięcie ;)
A poza tym myślę, że możesz mu już stopniowo pozwalać na dostęp do reszty mieszkania, chyba że wciąż boi się wychodzić przy Tobie, ale z tego co piszesz, to chyba już nie jest problem. Trzeba tylko uważać na zakamarki, w których kociak mógłby się schować i utknąć, ale poza tym będzie okej (jeśli schowa się pod meblem, to nic strasznego).
Cześć wszystkim,
chciałbym dać wam znać, co u mojego kota i zadać kilka pytań.
W zeszły czwartek minęły 3 miesiące, odkąd adoptowałem Lokiego. Ogólnie widać lekką poprawę w jego reakcjach – pozwala mi podejść odrobinę bliżej, zanim ucieknie, ale ucieczka jest wciąż systematyczna. Zależy jednak, gdzie akurat jest w pokoju – nie zawsze chowa się już koniecznie za kanapą.
Jeśli chodzi o zabawę, to bawimy się codziennie. Zazwyczaj jest bardzo nakręcony, czasem chwilę mu zajmuje, żeby się rozkręcić, ale zawsze kończy się na tym, że skacze i biega wszędzie. Próbowałem zachęcić go przez zabawę do zbliżenia się do moich rąk czy stóp, ale bezskutecznie – bardzo pilnuje się, żeby unikać kontaktu.
Wieczorem nadal dostaje mokrą karmę, ale przestałem próbować go głaskać przy jedzeniu, bo widzę, że sam fakt zbliżenia ręki go przeraża (za to od 3 tygodni już nie syczy przed posiłkiem \o/).
Mam przede wszystkim 2 pytania. Od kilku dni zaczął miauczeć w dość losowych momentach. Wczoraj wieczorem stało się to zaraz po jego wieczornej głupawce (zawsze dostaje głupawki akurat wtedy, gdy kładę się spać – mam wrażenie, że czeka, aż będę w łóżku, żeby zacząć szaleć, mimo że bawię się z nim tuż przed snem). To miauczenie przypomina trochę jęczenie, jak to interpretować?
Dodatkowo, idąc za różnymi radami, ograniczyłem mu terytorium tylko do salonu. Wydaje się, że nie chce z niego jakoś specjalnie wychodzić, ale po 3 miesiącach myślę sobie, że czas już dać mu dostęp do całego domu. Z drugiej strony trochę się boję, że znajdzie sobie nowe kryjówki, do których będzie mi ciężko się dostać. Co o tym sądzicie?
Ten słodziak padł ofiarą konfliktu między instynktami a swoimi potrzebami. Przez to w tej chwili zachowuje się nieco chaotycznie (ataki, syczenie). Proszę się nie martwić, to normalne i nic nie jest przesądzone.
Jeśli chodzi o karmienie z ręki, to najpierw proszę kłaść jedzenie na podłodze – na ten moment nie jest on jeszcze gotowy, by jeść bezpośrednio z dłoni. Półdziki kot potrzebuje trochę czasu, żeby „załapać”, o co chodzi, więc trzeba będzie powtarzać ten gest przez kilka tygodni. Dopiero potem proszę położyć rękę na podłodze i pozwolić mu z niej jeść. Kiedy dojdziemy do tego etapu bez agresji, będzie można pomyśleć o dalszych krokach.
Głaskanie podczas posiłku – on pokazuje, że to dla niego jeszcze za wcześnie. Proszę na razie nie naciskać.
Stałe pory zabawy i posiłków to bardzo dobre rozwiązanie. Koty uwielbiają rutynę, więc takie działanie pomoże mu się odstresować w dłuższej perspektywie.
Jeśli jeszcze Pan/Pani nie posiada takiej zabawki, warto sprawić mu coś do „wyżycia się” (pluszak, z którego nie da się nic wyrwać, można go dodatkowo uatrakcyjnić sprayem z kocimiętką lub wybrać zabawkę typu Kickeroo od firmy Kong). Kot jest jeszcze młody i potrzebuje się trochę poprzeciągać i powalczyć, zwłaszcza przy stresie, który teraz przeżywa. Lepiej, żeby wyładował się na zabawce niż na Pańskich dłoniach. Taka zabawka nie powinna być stale dostępna – można ją podawać raz lub dwa razy dziennie albo wtedy, gdy kot zaczyna przejawiać agresję.
Podzielę się też bardzo przydatnym trikiem w pracy z lękliwymi kotami: powolne mruganie. Nigdy nie należy wpatrywać się kotu prosto w oczy (to dla niego sygnał wyzwania i bliskiego ataku), ale jeśli Wasze spojrzenia się spotkają, proszę powoli mrugnąć kilka razy pod rząd, a na koniec zamknąć oczy na 2–3 sekundy. To w kocim języku sygnał braku agresji. Jeśli kot odwróci wzrok, to dobry znak, a jeśli odmrugnie, to jeszcze lepiej.
Półtora miesiąca to długo, wiem. Ale proszę być spokojnym, to dopiero początek Waszej wspólnej drogi. Jeśli będzie Pan/Pani dalej stosować się do rad moich i innych forumowiczów, wszystko na pewno zmierza w dobrą stronę :)
Dziękuję Wam za te odpowiedzi, na pewno się nie zniechęcę :)
Jeśli chodzi o smaczki po zabawie, to już tak robię, ale bywa z tym różnie. Czasem chce je jeść prosto z ręki, innym razem kładę je na ziemi i wtedy je zjada, a czasami kompletnie go to nie interesuje (może po prostu nie jest głodny). Z kolei przy podawaniu z ręki często nie zjada ich od razu, tylko woli atakować moją dłoń (nie sądzę, żeby to był taki prawdziwy atak, ale jednak zdarza mu się pacnąć pazurkami). Za pierwszym razem trochę mnie to zaskoczyło i upuściłem jedzenie, które potem zjadł. Co robić, jeśli to się powtórzy? Mam na to pozwalać?
Cześć wszystkim ponownie, mały update. Kontynuuję regularne zabawy (wprowadziłem stałe pory zabawy i posiłków). Wciąż się boi i ucieka, kiedy podchodzę, ale bawi się z dużym zapałem, co mnie uspokaja. Z kolei z głaskaniem przy jedzeniu jest ciężko – za każdym razem wzdryga się, gdy zbliżam rękę, więc przestałem to robić. Nie rozumiem jednak jednej rzeczy: ostatnio na mnie syknął, kiedy po prostu niosłem mu jedzenie... Zrobił to już wcześniej raz, kiedy zabierałem pusty talerzyk, a wtedy skończyło się to atakiem na nogę. Czytałem też, że trzeba pozwolić mu podejść pierwszemu. Czasami, kiedy widzę, że jest w trybie „ciekawskim”, wyciągam do niego rękę, ale nie rozumiem jego reakcji – nie wącha jej (na początku to robił), tylko pacany łapą (czasem się waha, a potem rezygnuje i odchodzi). Czy ktoś potrafi wyjaśnić to zachowanie? Domyślam się, że może nigdy nie będzie pieszczochem i to jest okej, ale na razie nie pozwala się nawet dotknąć, kompletnie nic... Ma 7 miesięcy, a u mnie jest od miesiąca i tygodnia.
Dzień dobry,
Dziękuję za te wieści. To świetnie, że dostrzega Pan/Pani postępy! Trzeba robić tak dalej i pozwolić maluchowi iść w jego własnym tempie.
Nie wącha już Pana/Pani ręki, bo zna już ten zapach. Mój kot przychodzi wąchać moje dłonie tylko wtedy, gdy pachną jedzeniem (i zlizuje z nich, jak zostanie na nich coś tłustego... warto spróbować xD).
Co do syczenia, myślę, że należy to przypisać strachowi. Przede wszystkim proszę być w jego polu widzenia, kiedy przygotowuje Pan/Pani miskę, żeby kojarzył Pana/Panią z kimś, kto daje jedzenie.
Super, że zabawy wychodzą, trzeba to kontynuować. Może po zabawie warto dać mu jakiegoś smakołyka, żeby podtrzymać tę rodzącą się więź.
Proszę się nie zniechęcać! :)
Kontynuuję regularne zabawy (wprowadziłem stałe pory na zabawę i posiłki). On nadal się boi i ucieka, gdy się zbliżam, ale bawi się z dużym zapałem, co mnie trochę uspokaja.
Z kolei z głaskaniem podczas jedzenia jest ciężko – za każdym razem wzdryga się, gdy tylko zbliżam rękę, więc przestałem to robić. Nie rozumiem jednak ostatniej sytuacji: syknął na mnie, kiedy po prostu przynosiłem mu jedzenie... Raz już mu się to zdarzyło, gdy zabierałem pusty talerzyk, a wtedy dodatkowo rzucił mi się do nogi.
Czytałem też, że to kot powinien podejść pierwszy. Czasami, gdy widzę, że jest w nastroju do eksploracji i jest ciekawy, wyciągam do niego rękę, ale kompletnie nie rozumiem jego reakcji. W ogóle jej nie obwąchuje (na początku to robił), tylko bije mnie łapami (czasem chwilę się waha, zanim to zrobi, a potem rezygnuje i odchodzi). Czy ktoś potrafi wyjaśnić takie zachowanie?
Domyślam się, że może nigdy nie będzie z niego wielki pieszczoch i w pełni to akceptuję, ale na ten moment nie pozwala na żadne głaskanie, nawet nie mogę go dotknąć, nic a nic... Ma 7 miesięcy, a jest u mnie od miesiąca i tygodnia.