Cześć wszystkim! 20 grudnia moja kotka urodziła małą kotkę. Już wtedy wydała mi się wyjątkowo duża, ale pomyślałam sobie, że skoro była jedynaczką, to pewnie po prostu dobrze się rozwinęła w brzuchu mamy (zaraz po urodzeniu zajmowała już prawie całą moją dłoń). Ma teraz nieco ponad miesiąc i zaczynam się zastanawiać nad jej pochodzeniem... W moim ogrodzie często widuję kilka bezdomnych kotów, ale żaden jej nie przypomina, a ona sama ani trochę nie przypomina swojej mamy! (która jest mieszanką syjama). Wiem, że jeden z moich sąsiadów ma maine coona, ale widziałam go tylko raz, dawno temu, i nie pamiętam dokładnie, jak wyglądała jego sierść czy kolor... Przeglądając zdjęcia kociąt rasy maine coon, byłam w szoku, jak bardzo przypominają moją małą Lilo!
Oto kilka zdjęć Lilo. Mogłabym zapytać sąsiada wprost, ale boję się, że wyjdę na idiotkę, jeśli okaże się, że mała wcale go nie przypomina...
Dlatego zwracam się do Was, może są tu jacyś znawcy tematu... Dzięki!
Przetłumaczony francuski
Treści na forum są czasami tłumaczone z innego języka, a posty mogą dotyczyć krajów z innymi przepisami dotyczącymi zwierząt.
Ponieważ forum jest tłumaczone automatycznie przez sztuczną inteligencję, tłumaczenia mogą zawierać błędy.
Nie zgadzam się z osobą, która tak stanowczo twierdzi, że on nie ma w sobie nic z maine coona. Po pierwsze, tak, niektórzy ludzie wypuszczają swoje maine coony na zewnątrz. Po drugie, jako hodowczyni tej rasy widzę, że faktycznie są pewne podobieństwa. Możliwe, że kocur, który dopadł Twoją kotkę, miał w genach maine coona. A co do krytyki za to, że wypuściłaś niesterylizowaną kotkę na dwór – olej to. Zawsze znajdzie się jakaś „mądra głowa”, która uważa, że wie wszystko najlepiej. Sama uratowałam mnóstwo kotów i to za własne pieniądze. Raz miałam taką sytuację, że nie miałam wyjścia i musiałam wypuścić kotkę przed zabiegiem, bo dopiero co znaleźliśmy ją jako błąkającą się znajdę – była po prostu zbyt przyzwyczajona do wolności i nie znosiła zamknięcia. Miauczała przy tym tak niesamowicie głośno i tak drapała, że nikt w domu nie mógł spać. Po trzech dniach dzieciaki w szkole były ledwo żywe, więc odpuściliśmy, bo brak snu wykańczał całą rodzinę. Mieliśmy szczęście, nie miała akurat rui, więc jak tylko nadszedł termin wizyty u weterynarza, udało się ją wysterylizować i nie była w ciąży. W każdym razie, piszę to wszystko po to, żeby pokazać, że czasem są sytuacje, w których nie da się być idealnym. A tak przy okazji do pani, która wymądrza się o cechach maine coona: niektóre MC nie mają pędzelków na uszach, a mimo to są czystej rasy. Maine coon może ich nie mieć, a w standardach urody i na wystawach nie zawsze jest to brane pod uwagę – i wiem, co mówię. Mam ich dokładnie 14, z czego dwa nie mają pędzelków, a jeden z nich, Oslo, wielokrotnie zdobywał tytuły. Dowiedzcie się czegoś, zanim zaczniecie pozować na znawców i wprowadzać ludzi w błąd. Własna opinia jest okej, ale kategoryczne twierdzenia, gdy nie ma się racji, to już przesada!
Cześć. Najlepiej byłoby ją wysterylizować, zanim zaczęła wychodzić na dwór.
W każdym razie, sama miałam kiedyś kotka, który był do niej podobny jak dwie krople wody i nie wydaje mi się, żeby to był miks Maine Coona, a raczej zwykły dachowiec (mój wyrósł na sporego kota, ale to i tak bez porównania do prawdziwego MC). Oba kociaki są naprawdę przesłodkie! :)
Dzięki!! Tak, myślę, że będzie duża, ale całe szczęście, że to nie mieszanka Maine Coona! Jej mama jest bardzo malutka, więc kiedy stoją obok siebie, wygląda to dość imponująco, ale przy moim drugim kocie, który jest słusznych rozmiarów, wygląda po prostu jak zwykły kociak! :) Ale Maine Coon sąsiadów, którzy mieszkają nade mną, ma zwyczaj uciekać przez drzewo w moim ogrodzie, więc miałam przez chwilę podejrzenie, że może to on ją odwiedził!
Powiedzmy, że sterylizacja przed wypuszczeniem jej na zewnątrz była nieco skomplikowana... mieszkam na Reunion i przy tutejszych upałach nie da się trzymać całego domu zamkniętego, więc koty siłą rzeczy mają dostęp do dworu ^^. Jestem studentką i nie stać mnie, żeby samej opłacić sterylizację kotki, ale na wyspie działają stowarzyszenia, które pomagają osobom bez odpowiednich środków wysterylizować zwierzaki w określonych okienkach czasowych. Czekałam na ich kolejną akcję, ale mała dostała ruję wcześniej – miałam ją wtedy zaledwie od dwóch miesięcy i była bardzo młoda (to była jej pierwsza ruja), więc ciężko było przewidzieć, kiedy to nastąpi ^^
Żaden tam Maine Coon, choćby z tego prostego powodu, że nikt, kto ma MC, nie pozwoliłby swojemu kotu tak po prostu biegać samopas :) No i wiesz, brak pędzelków na uszach, brak charakterystycznego pyszczka, brak kryzy, nic a nic z Maine Coona ani nawet niczego, co by go chociaż trochę przypominało :)
Dzięki za odpowiedź! Naprawdę kompletnie się na tym nie znam x), ale jak miała 3 tygodnie, to wydawała się wyjątkowo duża! Teraz, kiedy już nie pije mleka mamy, jej wzrost chyba trochę zwolnił i ma już całkiem normalne wymiary :) Szczerze mówiąc, martwiłam się, jaka będzie duża jako dorosła, bo niedługo lecę z nią i jej mamą samolotem i bałam się, że w drodze powrotnej będę miała kota wielkości psa x)
Widziałam już kilka razy, jak Maine Coon moich sąsiadów, który wabi się „Charlie”, ucieka! (znam jego imię, bo słyszę, jak go wołają, kiedy właśnie pryśnie!). Normalnie wyprowadzają go na smyczy, ale zdarza mu się czmychnąć, skacząc z balkonu (mieszkają na pierwszym piętrze i on bez problemu doskakuje do drzewa w moim ogrodzie). Jest szary, pręgowany, więc pod względem koloru strasznie przypominał mojego kociaka. W sumie nigdy nie widziałam jego pyszczka, zawsze widzę go tylko od tyłu i to bardzo krótko, dlatego nie byłam pewna! Oczywiście to nie musiał być ojciec, ale nasze mieszkania są bardzo blisko (mieszkają nade mną i widziałam już, jak pędzi przez mój ogród, gdy uda mu się zwiać), no i stąd te domysły ^^! Ale teraz, jak moja Lilo podrosła, nie mam już wątpliwości – w ogóle nie jest w typie Maine Coona!
Dzięki wszystkim za odpowiedzi! Mieszkam na Reunion i moja praca wymaga ode mnie czasem wyjazdów do Francji kontynentalnej na krótszy lub dłuższy czas. Zazwyczaj zabieram ze sobą mamę małej (mój drugi, starszy kot zostaje z rodziną, zwłaszcza że uwielbia wychodzić na zewnątrz...), a teraz będę miała do zabrania dwa koty i słabo widziałam transportowanie w samolocie czy pociągu kota, który po dorośnięciu będzie ważył co najmniej 7 kg...!
Mama niedługo będzie sterylizowana, a potem wyjeżdżam na 7 miesięcy do Francji do pracy (mieszkam na wyspie Reunion). Mogę więc wziąć je obie ze sobą i nie martwić się o wagę przy powrocie!
To nie żaden MC, chociażby z tego prostego powodu, że nikt, kto ma Maine Coona, nie pozwoliłby mu na swobodne bieganie samopas :)
No i nie ma ani pędzelków na uszach, ani charakterystycznej kufy, ani kryzy – zupełnie nic z MC ani nawet niczego, co by go choć trochę przypominało :)
Cześć!
Tak jak wspomniał Howtocat, im mniej jest kociąt w miocie, tym są one większe. Jeśli chodzi o podobieństwo, to przy tak skomplikowanej genetyce trudno to jednoznacznie określić, zwłaszcza u dachowców. Czasami trzeba sięgnąć naprawdę daleko wstecz w genach, żeby dowiedzieć się, skąd wzięło się dane umaszczenie – nie zawsze pochodzi ono bezpośrednio od rodziców...
Kilka lat temu miałam miot kociąt: mama była malutką, bardzo ciemną szylkretką (tak jak jej mama), a tata wielkim kocurem typu tuxedo (czarno-biały, taki w stylu „Feliksa”, jeśli wolisz, zupełnie jak jego matka). W miocie były: dwa rude pręgowane (jeden kocurkiem, który pozostał mały jak mama, a drugi niestety nie przeżył, więc trudno powiedzieć, choć rude kotki zdarzają się bardzo rzadko), jeden czarny maluch (może przyszła szylkretka? Urodził się martwy, więc nie dało się stwierdzić), malutka czarno-biała kotka, jedna czarno-szara, dość spora, i całkowicie szara, lekko pręgowana, która została drobniutka. Ojciec był tylko jeden, a mimo to różnorodność była ogromna.
Piszę to po to, żeby pokazać, że nawet jeśli żaden kot z sąsiedztwa nie jest do niego podobny, to wcale nie wyklucza ojcostwa któregoś z nich. To może być jeden z okolicznych kocurów, może to być nawet ten Maine coon (gen długiej sierści jest recesywny, więc jeśli Twoja kicia ma krótką sierść, kocięta niekoniecznie muszą mieć długą). No i wreszcie – to mógł być po prostu jakiś „przechodni” kocur, którego nigdy nie widziałaś na oczy, a który przywędrował do Twojej kotki, gdy miała ruję.
W każdym razie, mała jest przeurocza!
Cześć! Najlepiej byłoby ją wysterylizować, zanim zaczęła wychodzić na zewnątrz.
W każdym razie, miałam kiedyś kotka, który był do niej podobny jak dwie krople wody i nie wydaje mi się, żeby to był mix Maine Coona, a raczej kochany dachowiec (mój też wyrósł na sporego kota, ale to jednak nie to samo co MC). Oba mruczki są naprawdę urocze! :)
Co do reszty... nie martwcie się, akurat ja doskonale zdaję sobie sprawę z takich spraw (matkę znalazłam na ulicy i ją przygarnęłam, mam też drugą kotkę od kilku lat, również porzuconą, która została wysterylizowana „przymusowo”, bo znalazłam ją z rozciętym brzuchem przy drodze... podczas operacji lekarze od razu ją wysterylizowali, zwłaszcza że ciąża byłaby dla niej bardzo niebezpieczna!). Ale pierwsza ruja mamy mojej małej Lilo trochę mnie zaskoczyła... kocur zdążył się do niej dostać, zanim zamknęłam ją w domu na ten czas (tak, prawie nie spałam przez dwa tygodnie, ale nie było mowy o podawaniu tabletek antykoncepcyjnych). Dlatego na razie nie czuję, żebym jakoś bardzo przyczyniała się do nieszczęścia zwierząt... potem zauważyłam, że jest już w ciąży... więc sterylizacja była niemożliwa! No, to by było na tyle :) jeszcze raz dzięki wielkie!