Mężczyzna opowiedział, że spacerował po popularnym szlaku, gdy nagle zauważył jednego małego psa. Chcąc sprawdzić, skąd się tam wziął, podszedł bliżej.
Wtedy wydarzyło się coś niezwykłego – znikąd zaczęły pojawiać się kolejne szczenięta. W ciągu kilku chwil znalazł się otoczony przez całą gromadę maluchów, które wyglądały tak, jakby szukały pomocy.
Nie wiedząc, co zrobić, postanowił zabrać wszystkie psy do schroniska.
Ogromne wyzwanie
Dla pracowników placówki przyjęcie aż piętnastu szczeniąt naraz było ogromnym wyzwaniem – zarówno logistycznym, jak i medycznym.
Oceniono, że psy mają około siedmiu tygodni, co oznacza, że były zdecydowanie za młode, by radzić sobie same. Wszystkie wymagały podstawowej opieki: odrobaczenia i usunięcia pcheł.
Część z nich była w stosunkowo dobrej kondycji, jednak inne były wyraźnie wychudzone i potrzebowały intensywnego leczenia.
Niestety, jednego ze szczeniąt nie udało się uratować. Pozostałe czternaście szybko zaczęło dochodzić do siebie i przybierać na wadze. Co więcej, mimo trudnego startu, maluchy okazały się niezwykle przyjazne, ciekawskie i spragnione kontaktu z człowiekiem.
Historia z zaskakującym finałem
Kilka dni później szczenięta trafiły parami do rodzin zastępczych, gdzie mogą dorastać w bezpiecznych warunkach.
W międzyczasie schronisko rozpoczęło poszukiwania ich matki. Wyniki badań przyniosły zaskakujące odkrycie – szczenięta nie pochodziły z jednego miotu, lecz z dwóch różnych, urodzonych w niewielkim odstępie czasu.
Jedna z suk, nazwana Mumma Sue, została objęta opieką schroniska i trafiła do domu tymczasowego. Druga pozostała u swojego właściciela, jednak organizacja pokryła koszty jej sterylizacji, aby zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
Dziś Mumma Sue dochodzi do siebie, a część szczeniąt znalazła już nowe, kochające domy.