Pod Magnolia Park, centrum handlowym we Wrocławiu, od kilku dni siedział mężczyzna, który prosił przechodniów o datki. By skruszyć serca i wyżebrać więcej środków, miał ze sobą małego, białego psiaka.
Niestety, „pomysł na biznes” właściciela psa mógł okazać się dla psiaka tragiczny w skutkach.
Przechodnie reagują
Mała suczka była w fatalnym stanie. Siedziała osowiała i osłabiona, prawie się nie ruszała. Jej zły stan i niepokojący wygląd zaalarmował ludzi o dobrym sercu i w końcu, jeszcze przed majowym weekendem, doszło do interwencji. Fundacja Most Nadziei wraz ze Strażą Miejską odebrała mężczyźnie psa.
Po zbadaniu suni okazało się, że najprawdopodobniej stanowiła ona po prostu lep na przechodniów. Jej stan musiał być dla mężczyzny obojętny, skoro nie zadał sobie trudu, by zadbać należycie o psa.
Badanie weterynaryjne ujawniło anemię, arytmię serca, podrażniony żołądek, obrzęk trzustki, powiększoną wątrobę i stan zapalny dwunastnicy. Pies był nie tylko osłabiony i wychudzony, ale miał również skołtuniona sierść. Istnieją podejrzenia, że był pod wpływem środków psychoaktywnych, które dodatkowo utrzymywały go w spokoju.
To młoda suczka, która była traktowana jak maszynka do zarabiania pieniędzy. Jej stan jest tragiczny, została w szpitalu, gdzie podano jej kroplówki i inną pomoc - mówi Fundacja Most Nadziei.
Niestety przed małą ciężkie chwile, bo jej adopcja na razie nie jest możliwa. Pies zostanie zatrzymany jako materiał dowodowy w sprawie o zaniedbanie, która zostanie wytoczona mężczyźnie, który tak haniebnie ją wykorzystał.