Do bulwersującego zdarzenia doszło w okolicach Szczecina w Puszczy Bukowej. Zginęły dwa psy. Zostały zagryzione przez innego psa.
Pierwszy atak nastąpił w kwietniu. Drugi teraz, w maju. Wszyscy zadają sobie pytania, jak to się stało, że po zagryzieniu jednego psa, niebezpieczny zwierzak nadal był wyprowadzany na spacer bez ochrony i kagańca?
Dwa zgłoszenia ataku na ludzi lub psy na spacerze
Do Komisariatu Policji Szczecin Dąbie w przeciągu miesiąca wpłynęły dwa zgłoszenia dotyczące tego samego psa. Pierwsze jeszcze w kwietniu. Podczas spaceru, para wyprowadzająca na spacer yorka, natknęła się na mężczyznę jadącego kładem. Obok niego biegł duży pies.
Był przypięty, ale podczas mijania się dwóch zwierząt nie została zachowana wystarczająca odległość. To był moment. Duży pies rzucił się na małego yorka i dosłownie rozszarpał go w kilka sekund. Mężczyzna uciekł z miejsca zdarzenia, a zdruzgotana para niosła małe ciałko do auta przez ponad 3 km.
Para postanowiła, że nie puści tego płazem. Zgłosiła sprawę na policję, a dzięki social mediom udało się namierzyć właściciela quada i psa. Policja przyjęła zgłoszenie i zarejestrowała je jako wykroczenie.
Drugi atak – tym razem dwie ofiary
Niestety interwencja policji nie zmieniła zachowania opiekuna psa. Nadal wyprowadzał dużego psa rasy anatolian bez kagańca. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Tym razem ofiary były dwie. Jedna z mieszkanek Płoni poszła z dwoma psami na spacer. W Puszczy Bukowej spotkała sąsiada z psem.
Wiedziała, że bywa agresywny, dlatego wyminęła go w znacznej odległości. To jednak nie wystarczyło. Pies zerwał się opiekunowi, ruszył na kobietę, powalił ją na ziemię i zaczął gryźć.
W jej obronie stanął jeden z jej psów, mały Abi – miniaturowy szpic. Pies walczył dzielnie, ale z 70 kg psem nie miał żadnych szans. Zanim do psa dobiegł właściciel, mały Abi leżał już martwy.
Sprawa została ponownie zgłoszona na policję. Być może druga taka sytuacja wystarczy, by wyciągnąć konsekwencje wobec właściciela psa, ale jeśli nie, to wszyscy opiekunowie małych psów oraz miłośnicy pieszych wycieczek do Puszczy powinni mieć się na baczności, bo po okolicy biega pies, któremu właściciel nie zakłada kagańca i nie ma nad nim kontroli.