Wieś w województwie świętokrzyskim jakich dziesiątki. W jednym z gospodarstw kundelki na łańcuchach. Ich warunki bytowe wołają o pomstę do nieba.
Zniszczona buda i fatalne warunki
Kiedy inspektorzy KTOZ otrzymali zgłoszenie o złych warunkach zwierząt w jednej z świętokrzyskich wsi spodziewali się, że może być trudno, ale nie przewidzieli aż takich problemów z uwolnieniem zwierząt.
Po przybyciu na miejsce od razu zauważyli, że faktycznie zwierzęta są przetrzymywane w skrajnie złych warunkach. Jeden z psiaków miał budę ze sklejki, ale drugi mieszkał już w zniszczonych resztkach po budzie, z której został w zasadzie sam dach, pod który piesek musiał się wczołgiwać.
Dodatkowo, ze stodoły dobiegało ujadanie psa. W jakim był stanie trudno było powiedzieć.
Właściciele zwierząt nie uważali, że dzieje się im krzywda i zaczęli zachowywać się agresywnie. Konieczne było wezwanie na pomoc policji, by wsparła inspektorów w ich pracy.
Po przyjeździe policji opiekunowie zwierząt zgodzili się na przeniesienie ich do budynku i wtedy zaczęły się prawdziwe problemy.
Obroża wrośnięta w szyję
Aby móc uwolnić zwierzęta z łańcuchów trzeba było je z nich odpiąć. Jak to jednak zrobić, kiedy obroże są praktycznie wrośnięte w ich szyje? W końcu udało się uwolnić zwierzęta, które zostały przeniesione do domu.
Inspektorzy byli pewni, że rozwiązanie jest tymczasowe i jeszcze tego samego dnia zwierzaki zostaną ponownie przypięte do bud.
Ponowna interwencja
Po wyjeździe policji inspektorzy odczekali kilkanaście minut i wrócili na miejsce zdarzenia. Oczywiście zwierzaki znów były na mrozie. Ponowny telefon na policję pozwolił odebrać zwierzęta właścicielom.
W stodole inspektorzy znaleźli jeszcze dodatkowego, czwartego psa. Wszystkie zwierzęta przebywają obecnie w hotelu dla zwierząt.
A „opiekunów” czeka sprawa karna o znęcanie się nad zwierzętami.