Kiedy mieszkająca w Chinach Pani Zhang zorientowała się, że ktoś ukradł jej ukochanego kota Mantou rasy brytyjski krótkowłosy natychmiast poszła na policję. Ta jednak zignorowała prośby kobiety o pomoc w znalezieniu kota.
Mimo tego, że było to wykonalne, bo przezorna opiekunka zamontowała na obroży zwierzaka AirTag’a, urządzenie śledzące, które pomaga w odnalezieniu przedmiotów osobistych.
Samodzielne śledztwo
Zdesperowana kobieta postanowiła zacząć szukać kota na własną rękę.
Okazało się, że został wywieziony ponad 1600 km od domu. Wtedy kobieta wiedziała już, że najprawdopodobniej za jego porwaniem stoi grupa, która kradnie zwierzęta i wywozi je w głąb Chin, gdzie są po prostu zjadane.
Przerażona zdecydowała się na radykalny krok. Kupiła bilet na samolot. Po drodze poprosiła różnego rodzaju grupy miłośników zwierząt o pomoc. Odzew w social mediach był szeroki i znalazła się osoba, która odebrała ją z lotniska i zabrała na ryzykowną wyprawę w poszukiwaniu porywaczy jej kota.
Ciężarówka pełna kotów
Po trzech godzinach jazdy udało się odkryć miejsce przechowywania kota. Na ciężarówce, na której przebywał było ich wiele. Na szczęście kot czuł się dobrze. To, że nie odkryto jego AirTaga to cud. Pani Zhang uważa, że to dlatego, że kot jest dość puszysty i czarny, więc nie było widać czarnego AirTaga wśród sierści.
Wolontariusze z organizacji prozwierzęcych, którzy przyjechali z Panią Zhang na miejsce, zabrali wszystkie koty i dali im tymczasowe schronienie na czas szukania ich opiekunów. Niestety nie wszystkie koty udało się uratować. Prawdopodobnie część klatek została już wcześniej zabrana z ciężarówki.
Szacuje się, że w Chinach rocznie ginie bez śladu 10 mln kotów i psów, które są zabijane w celach konsumpcyjnych.