Nie sądziła, że kiedykolwiek jeszcze zobaczy swojego kota.
Jak opowiada Nicole na łamach Newsweek, pewnego ranka przeżyła coś zupełnie niewiarygodnego. Po przebudzeniu zobaczyła swojego kota, Sooty’ego, siedzącego spokojnie na podwórku.
Natychmiast go rozpoznała. Miał charakterystyczne nacięcie na uchu oraz białą plamę na ciele – nie było żadnych wątpliwości, że to on.
Niestety, kot nie chciał się zbliżyć. Zniknął tak nagle, jak się pojawił.
Ostatnie spotkanie?
Już na pierwszy rzut oka Nicole zauważyła, że Sooty jest w złym stanie. Był wychudzony, a na jego tylnych łapach brakowało sierści.
Kobieta próbowała go złapać, jednak bez powodzenia.
Dziś uważa, że to krótkie pojawienie się mogło być czymś więcej niż przypadkiem. Jej zdaniem było to pożegnanie ze strony kota, który ma teraz około 14 lat.