Starsza kobieta żyła w skrajnie złych warunkach, a wraz z nią pies, który od dawna nie odetchnął świeżym powietrzem.
Do inspektorek katowickiego TOZ wpłynęło zgłoszenie od Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Dotyczyło starszej kobiety mieszkającej samotnie w lokalu wypełnionym ogromną ilością rzeczy.
Koszmar w mieszkaniu staruszki
Kobieta miała mieć psa, a z opisu sytuacji wynikało że, z mieszkania wydobywał się silny, duszący zapach, który mógł stanowić zagrożenie zarówno dla niej, jak i dla jej psa. Sytuacja od początku wyglądała bardzo poważnie.
Inspektorki natychmiast udały się pod wskazany adres. Na miejscu zastały seniorkę, która nie chciała otworzyć drzwi. Po chwili poprosiła je pod okno i wystawiła psa na parapet, próbując pokazać, że zwierzęciu nic nie jest.
Inspektorki nie uwierzyły kobiecie. W trakcie rozmowy, która wywiązała się między seniorką a ratowniczkami okazało się, że kobieta swoje potrzeby fizjologiczne załatwia w mieszkaniu wprost na podłogę.
Miała w ten sposób „oczyszczać organizm”. Było jasne, że kobiecie i psu należy zapewnić natychmiastową pomoc.
Brak warunków do życia
Ze względu na skalę zaniedbań inspektorki wezwały policję. Dopiero po przybyciu funkcjonariuszy, po wielu prośbach i tłumaczeniach, kobieta otworzyła drzwi. To, co wszyscy zobaczyli w środku, było wstrząsające. Mieszkanie było skrajnie zagracone, brudne, pełne śmieci i fekaliów, z silnym, nieprzyjemnym zapachem unoszącym się w powietrzu.
Pies przebywał w tych warunkach cały czas. Nie był wyprowadzany na spacery, załatwiał się w mieszkaniu, nie miał stałego dostępu do świeżej wody ani odpowiedniego pożywienia. Na podłodze i meblach leżały porozrzucane leki, także na łóżku, na którym przebywało zwierzę, co stwarzało realne ryzyko zatrucia. Pies nie był szczepiony, a jego pazury były znacznie przerośnięte, co wskazywało na długotrwałe zaniedbanie opieki.
Natychmiastowa decyzja: pies do schroniska, kobieta do lekarza
Ani kobiety ani psa, nie można było zostawić bez pomocy. Psa przewieziono do schroniska, gdzie otrzyma niezbędną pomoc i opiekę weterynaryjną.
Dotychczasową opiekunkę psa przetransportowano zaś na konsultację psychiatryczną, by móc właściwie ocenić jej stan zdrowia i zapewnić pomoc.
Choć warunki, w jakich żył pies, były skandaliczne, nie można zapominać, że starsza kobieta prawdopodobnie od dawna zmaga się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Mogą one mieć naturę psychiczną, neurologiczną, a objawy mogą też wskazywać na jeszcze inne problemy somatyczne.
Interwencja przeprowadzona przez katowicki TOZ ma dwa wymiary: uratowała psa z miejsca, które zagrażało jego życiu, ale przede wszystkim pozwoliła objąć pomocą samą opiekunkę. To przykład sytuacji, w której reagowanie na krzywdę zwierzęcia staje się także szansą na pomoc człowiekowi – osobie, która sama od dawna nie radzi sobie z codziennością.