Luke trafił do wolontariuszy Grupy Ratuj podczas rutynowej akcji wyłapywania bezdomnych kotów do kastracji na terenie wrocławskich ogródków działkowych.
Kiedy zabrano go na badania weterynaryjne, okazało się, że ma wszczepiony chip.
– Chip pokazał, że kot ma na imię Luke i urodził się w 2015 roku. Niestety, numer telefonu przypisany do chipa był już nieaktywny – opowiadają wolontariusze. Na szczęście, dzięki współpracy z kliniką weterynaryjną, udało się odnaleźć właściciela.
Radość po latach rozłąki
Pięć lat temu Luke zaginął w dramatycznych okolicznościach. Wyskoczył z transportera w drodze do weterynarza, aż 10 km od domu. Mimo intensywnych poszukiwań, nie udało się go odnaleźć. Jego opiekun w końcu pogodził się z myślą, że nigdy więcej nie zobaczy swojego kota.
Kiedy dostał wiadomość od wolontariuszy, był w totalnym szoku. – Nie mógł uwierzyć, że to naprawdę Luke. Był niesamowicie wzruszony – relacjonują członkowie Grupy Ratuj.
Teraz Luke wrócił do swojego prawdziwego domu, gdzie czeka na niego... jego siostra! Oba koty były kiedyś adoptowane razem.
Dlaczego chipowanie jest tak ważne?
Historia Luke’a to dowód na to, jak wielką rolę odgrywa chipowanie zwierząt. Dzięki niemu nawet po latach możliwe jest odnalezienie właściciela i szczęśliwe zakończenie.
– To właśnie chip pozwolił na identyfikację kota. Gdyby go nie miał, prawdopodobnie nigdy nie trafiłby z powrotem do swojego domu – podkreślają wolontariusze.
Jeśli masz kota lub psa, koniecznie zadbaj o to, by miał chip i by twoje dane kontaktowe były zawsze aktualne. Może to kiedyś uratować twojego pupila!