Krótko po przyjeździe do nowego domu okazało się, że stan Bena jest poważny. Weterynarze zdiagnozowali guz śledziony, który bez operacji miał się powiększać. Problem w tym, że pies nie był uznawany za wystarczająco silnego, by przejść zabieg. Rokowania były jednoznaczne – najwyżej trzy tygodnie.
Chandler postanowił, że niezależnie od czasu, jaki im pozostał, Ben odejdzie w cieple i spokoju. Decyzja była tym trudniejsza, że niedawno stracił swojego ukochanego labradora, Killę.
Zanim Ben trafił do nowego opiekuna, przez dwa miesiące przebywał pod opieką weterynarza. Jego historia medyczna zajmowała aż 58 stron – obejmowała transfuzje krwi, epizody hipotermii i udaru cieplnego. To był pies po przejściach.
Nowy dom, nowa energia
Podróż samochodem do Chandlera nie należała do najłatwiejszych – Ben długo szczekał, zanim w końcu zasnął na siedzeniu. Jednak po przekroczeniu progu domu coś się zmieniło. Jak wspomina opiekun, wyglądało to tak, jakby pies od razu zrozumiał, że wreszcie jest bezpieczny.
Z dnia na dzień nabierał sił. Zaczął jeść z apetytem, przybierać na wadze i odzyskiwać energię. Kontrolna wizyta u weterynarza przyniosła zaskoczenie – stan Bena poprawił się na tyle, że mógł zostać zakwalifikowany do operacji usunięcia guza.
Zabieg się powiódł.
Nieplanowana zmiana planów
Jesienią Chandler miał rozpocząć naukę w Massachusetts Institute of Technology w Cambridge. Wcześniej podpisał umowę najmu mieszkania, w którym nie wolno było trzymać zwierząt. Zakładał, że trzy tygodnie opieki nad Benem nie pokrzyżują planów.
Los zdecydował inaczej. W czasie wspólnego życia z psem bardzo zżył się z nim ojciec Chandlera. Gdy stało się jasne, że Ben ma przed sobą znacznie więcej czasu, zapadła decyzja – pies zostaje w rodzinie na stałe.
Rok później, po powrocie z uczelni, Chandler ponownie zobaczył Bena. Od tamtej pory są nierozłączni. Dziś opisuje go jako najinteligentniejszego i najbardziej oddanego psa, jakiego kiedykolwiek poznał – a historia, która miała być opowieścią o pożegnaniu, stała się historią o drugiej szansie.