Reklama

Największa legalna „pseudohodowla” w Polsce ukarana. Właściciele trafią do więzienia

Pseudohodowla w Dobrczu dog-cat-serious
© Facebook.com/Pogotowie dla Zwierząt

Para prowadziła pseudohodowlę, która była legalna. Jak to możliwe?

Przez Sabina Stodolak

Opublikowano 22.04.2021, 17:07

Uprawomocnił się wyrok dla pary prowadzącej pseudohodowlę psów w Dobrczu pod Bydgoszczą. Oboje pójdą na kilkanaście miesięcy do więzienia. To najwyższy jak dotąd w Polsce wyrok za znęcanie się nad zwierzętami dla hodowców.

Największa (pseudo) hodowla w  Polsce

W Dobrczu pod Bydgoszczą małżeństwo w niekontrolowany sposób rozmnażało koty oraz psy. Były to głównie psy ras małych: buldogi francuskie, maltańczyki, shih tzu, yorki, ale też psy rasopodobne.

Hodowlę odkryli w 2017 roku wolontariusze z Pogotowia dla Zwierząt. Odkrycie było przypadkowe – do tego samego weterynarza dwukrotnie przyjechał ten sam, chory pies. Za każdym razem z innym właścicielem. Weterynarz zaczął podejrzewać, że hodowca świadomie wprowadza nabywców w błąd. Powiadomił służby.

Kiedy skontrolowano hodowlę, okazało się, że psy i koty były przetrzymywane w skandalicznych warunkach. Nieczyszczone klatki, fetor, tłok, na ziemi żywność zmieszana z fekaliami. Przetrzymywano w niej prawie 200 zwierząt - 170 psów i 20 kotów.

Psy nie wychodziły na powietrze, były brudne, zaniedbane i często brodziły w odchodach, nigdy nie wychodziły z zamknięcia. Pod względem psychicznym były zalęknione, znerwicowane. Większość zwierząt wymagała natychmiastowej pomocy weterynaryjnej.

Sprzedawane kupcom zwierzęta były często chorowite. Niektóre przeżywały zaledwie kilka tygodni. Kupców małżeństwo szukało w internecie, na grupach i w serwisach ogłoszeniowych. Przy odbiorze zwierząt nabywcy nie widzieli hodowli ani warunków, w jakich zwierzęta były przetrzymywane.

Słusznie pojawiło się podejrzenie o prowadzenie pseudohodowli, ale jak się okazało, para posiadała wszelkie potrzebne zezwolenia.

Wyrok prawomocny

Sprawa przeciwko małżeństwu ciągnęła się kilka lat.  Prokuratura domagała się kary 3 lat pozbawienia wolności. Obrońcy przekonywali, że hodowla nie była pseudohodowlą, bo była prowadzona legalnie. Są odrzucił też większość zarzutów od osób poszkodowanych, którzy zarzucali hodowli oszustwo, ze względu na błędy proceduralne.

W końcu 19 kwietnia 2021 roku zapadł prawomocny wyrok. Izabela G została skazana na 1,5 roku pozbawienia wolności, jej mąż na rok i 2 miesiące (na poczet kary zostanie zaliczony okres, który już spędzili w areszcie). Oboje przez 7 lat (tylko) nie mogą mieć zwierząt ani prowadzić działalności związanej z hodowlą. Wszystkie zwierzęta zostały im odebrane, a dodatkowo muszą zapłacić 40 tys. zł nawiązki dla organizacji, która przejęła od nich zwierzęta.

Tak wysoki wyrok cieszy, choć kara 7 lat pozbawienia praw do prowadzenia hodowli wydaje się zbyt niska.  

Pseudohodowla legalna?

Najbardziej niepokojące w tej całej historii jest to, że pseudohodowla działała legalnie. Jej szefowa, Izabela G. była prezeską Polskiego Stowarzyszenia Psa Przyjaciela, zrzeszającego kilkaset hodowców! Hodowla mimo skandalicznych warunków posiadała wszelkie pozwolenia.

Drugim skandalem historii jest to, że już po odebraniu przez Pogotowie dla zwierząt 170 psów, w 2018 roku wójt gminy Dobrcz zaordynował powrót zwierząt do hodowli! Na szczęście Pogotowie dla Zwierząt nie poddało się wtedy i złożyło apelację. Zwierzęta udało się uratować.

 

Wygraliśmy z wójtem Dobrcza o 170 zwierząt Mamy przykład kolejnego samorządowca w Polsce, który wydał dramatyczną...

Posted by Pogotowie dla Zwierząt on Friday, November 2, 2018

Zmiana w wyrokach za znęcanie się nad zwierzętami w Polsce?

To już drugi w tym roku dość wysoki wyrok za znęcanie się nad zwierzętami. W lutym br. karę aż 5 lat pozbawienia wolności (bez zawieszenia) za bestialskie zabicie psa i okaleczenie dwóch kotów usłyszał 19-latek ze Szczecina. Oba te wyroki dają nadzieję, że sądy zaczęły wreszcie poważnie traktować psychopatów, którzy mają za nich życie i zdrowie zwierząt.

Źródło: TVN24